ZŁA PASSA REŻIMU

Wobec równoczesnej walki z kilkoma przeciwnikami Damaszek radykalnie zmienia swoją strategię i koncepcję dalszego prowadzenia wojny.

 

Czwarta rocznica wybuchu wojny domowej w Syrii, przypadająca wiosną tego roku, okazała się dla władz w Damaszku niezbyt fortunna. Reżim w krótkim czasie poniósł wiele poważnych porażek militarnych, i to na kilku frontach równocześnie. W rezultacie utracił kontrolę nad kolejnymi miastami i regionami kraju, z których część miała strategiczne znaczenie dla dalszego istnienia obozu rządzącego, skupionego wokół prezydenta kraju Baszszara al-Asada. Co ciekawe, syryjscy lojaliści przegrali wiosenną kampanię nie tylko w starciach z Państwem Islamskim (IS), lecz także z głównym islamistycznym konkurentem kalifatu, czyli Frontem al-Nusra, powiązanym z Al-Kaidą. Sprawia to, że sytuacja w Syrii na progu piątego roku trwania konfliktu staje się – choć ciężko to sobie wyobrazić – jeszcze bardziej skomplikowana i znacznie trudniejsza do prognozowania. Jedno wydaje się jednak pewne – lato i jesień 2015 roku będą w Syrii wyjątkowo gorące.

 

Przegrana bitwa

Niepowodzenia syryjskich sił rządowych rozpoczęły się już w lutym 2015 roku. Długo przygotowywana ofensywa przeciwko rebeliantom w północnej prowincji Aleppo niespodziewanie zakończyła się faktyczną porażką lojalistów, choć początkowo wszystko wskazywało, że akcja będzie kolejnym sukcesem, jakich wiele odnotowano w poprzednim półroczu. Jednak liczne błędy popełnione przez siły rządowe w połączeniu ze skutecznością lokalnych formacji rebelianckich (głównie należących do Wolnej Armii Syrii i „umiarkowanych” islamistów) sprawiły, że Damaszek przegrał swą pierwszą od wielu miesięcy walną bitwę.

Straty w szeregach sił reżimowych były bardzo dotkliwe. Na przykład liczące kilkaset osób oddziały libańskiego Hezbollahu, aktywnie zaangażowane w ofensywę w regionie Aleppo, w ciągu niespełna tygodnia miały utracić około 80 bojowników. Organizacja była więc zmuszona zawiesić na kilka kolejnych tygodni działania w Syrii, aby odbudować struktury swojego syryjskiego kontyngentu ekspedycyjnego i wzmocnić morale jego żołnierzy. Na marginesie warto odnotować, że lutowe fiasko ofensywy rządowej pod Aleppo było też pierwszą faktyczną porażką aktywnych w Syrii formacji Hezbollahu – radykalnej szyickiej organizacji libańskiej – w walce z sunnickimi dżihadystami z Al-Kaidy. Propagandyści z Al-Nusra nie omieszkali wykorzystać tego faktu w swej aktywności medialnej i informacyjnej.

W realiach wojny w Syrii takie porażki, jak ta odniesiona przez lojalistów pod Aleppo, mszczą się szybko i boleśnie. Nie minął miesiąc, gdy nagła ofensywa Armii Podboju (arab. Dżaj’sz al-Fateh) – nowej struktury antyreżimowej, złożonej z kilku ugrupowań dżihadystycznych skupionych wokół Frontu Al-Nusra – doprowadziła do serii największych od ponad dwóch lat militarnych klęsk sił rządowych w północnej Syrii. Najpierw islamiści zajęli w marcu 2015 roku Idlib – stolicę prowincji o tej samej nazwie – oraz kilkanaście okolicznych wsi i osad. W kolejnych tygodniach ich łupem padały kolejne miasta i miasteczka w tej prowincji, w tym zwłaszcza spore miasto Dżisr asz-Szughur (150 tys. mieszkańców przed wojną), położone na zachód od Idlib, oraz kilka ważnych baz sił rządowych. Samo Dżisr asz-Szughur ma duże znaczenie strategiczne, leży bowiem na głównej drodze łączącej Idlib z Latakią, znaczącym ośrodkiem portowym na wybrzeżu Morza Śródziemnego, które wraz z sąsiednim Tartusem są bastionami alawitów. To właśnie spośród alawitów wywodzi się klan Assadów i większość establishmentu obecnego reżimu syryjskiego. W tym sensie Dżisr asz-Szughur to jedna z kilku „furtek”, wiodących do samego matecznika syryjskiej władzy, do jej miękkiego podbrzusza. Nic zatem dziwnego, że armia rządowa i jej sprzymierzeńcy (Hezbollah, szyiccy ochotnicy) podejmowali w kwietniu 2015 roku kilka desperackich prób odbicia terenów wokół Dżisr asz-Szughur, które jednak zakończyły się fiaskiem. Tym bardziej że Armia Podboju kontynuowała swą zwycięską ofensywę, w której rezultacie niemal cała prowincja Idlib znalazła się w maju w rękach opozycji. Od wiosny tego roku droga na Latakię stoi otworem przed zbrojną syryjską opozycją i jest tylko kwestią czasu, kiedy rebelianci skorzystają z tej szansy. Symbolicznym udokumentowaniem takiego stanu rzeczy stały się opublikowane przez Front al-Nusra zdjęcia z operacji w Idlib, ukazujące autostradę w kierunku Latakii, zasłaną ciałami poległych żołnierzy syryjskich i pełną wraków pojazdów sił rządowych.

 

Symbole okrucieństwa

Przy okazji „wyzwalania” prowincji Idlib nie obyło się bez kolejnych czystek etnicznych i masowych mordów na przedstawicielach licznie jeszcze zamieszkujących tę część Syrii mniejszości religijnych i narodowościowych. W jednej tylko masakrze, dokonanej przez islamistów z Al-Nusra we wsi Isztabraq koło Dżisr asz-Szughur, zginęło w ciągu kilku godzin ponad 50 alawitów. Zbrodnia ta stała się swoistym symbolem okrucieństw, których dopuścili się islamiści w tamtej części Syrii wiosną tego roku. Dzisiaj już jednak wiadomo, że nie była jedyną. W marcu i kwietniu 2015 roku w Idlib ofiarami dżihadystów padali wszyscy, którzy nie rokowali nadziei na podporządkowanie się władzy islamskich radykałów spod znaku Al-Kaidy: alawici, chrześcijanie, szyici i druzowie, ale też Kurdowie, jazydzi, a nawet ci sunnici, którzy byli znani ze swych świeckich i liberalnych poglądów. Kto nie zdążył uciec, ten ginął. Warto pamiętać o tych faktach, gdy opisuje się zbrodnie i okrucieństwa ekstremistów z Państwa Islamskiego. Al-Kaida i jej protegowani w Lewancie nie ustępują siepaczom kalifatu.

 

Pytania bez odpowiedzi

Utrata niemal całej prowincji Idlib i zaprzepaszczenie szans na całkowite odbicie metropolii Aleppo oraz otaczających ją terenów poważnie podkopały pozycję rządu w Damaszku. Zła passa reżimu utrwaliła się, gdy w maju i czerwcu 2015 roku poniósł on kolejne porażki na innych frontach. Do najważniejszych należały te w centralnej Syrii – na pustynnych wschodnich krańcach prowincji Hims, gdzie oddziały kalifatu zajęły bogate w ropę i gaz ziemny okolice miasta Tadmur oraz wiele innych osad i oaz, leżących w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Ten sukces Państwa Islamskiego, osiągnięty zresztą wyjątkowo niewielkim nakładem sił i środków (islamiści z IS mieli ponoć do dyspozycji zaledwie około 500 bojowników, kilkadziesiąt „technicalsów” i... pięć lub sześć czołgów; siły rządowe zaś co najmniej kilka tysięcy regularnego wojska i drugie tyle lokalnych formacji samoobrony), przyniósł kalifatowi olbrzymie korzyści strategiczne.

Po pierwsze, zdobywając Tadmur, islamiści przerwali jedyne lądowe połączenie między kontrolowanymi przez władze terenami zachodniej Syrii (Hims, Damaszek) a ostatnim bastionem reżimu na dalekim wschodzie kraju – bazą Syryjskich Arabskich Sił Powietrznych (SAAF) w mieście Dajr az-Zaur, od ponad roku niemal całkowicie opanowanym przez kalifat. Postawiło to obrońców tej bazy w wyjątkowo trudnej sytuacji operacyjnej. Być może w najbliższym czasie będzie to kolejny bastion reżimu, który padnie pod ciosami ataków sił kalifatu. I kolejne miejsce masakry dokonanej przez bojowników IS na żołnierzach sił rządowych, podobnie jak przed rokiem, po upadku bazy SAAF w Tabqa we wschodniej Syrii.

Po drugie, Tadmur to jedno z większych miast w tej odludnej i bezludnej części Syrii. Znajdująca się tam infrastruktura lotnicza, zarówno cywilna, jak i wojskowa (baza transportowa SAAF), odgrywała ważną rolę strategiczną. Długie i dobrze utrzymane pasy startowe, gotowe do przyjmowania dużych i ciężkich samolotów transportowych, oraz rozlokowane wokół nich olbrzymie huby logistyczne były przeznaczone do zaopatrywania syryjskich sił zbrojnych w czasie „W”. Oczywiście chodziło o wojnę prowadzoną zgodnie z „odwieczną” doktryną wojenną Damaszku, w której głównym (i w zasadzie jedynym) wrogiem miał być Izrael. Rzut oka na mapę Syrii ułatwia zrozumienie, jak w takiej koncepcji strategicznej plasowały się i jakie miały znaczenie instalacje logistyczne w Tadmur. Skądinąd wiadomo, że od czasu wybuchu wojny domowej w Syrii (2011 rok) Palmyra przemieniła się w bodaj najważniejszy ośrodek zaopatrzenia logistycznego, m.in. sprzętu i broni, dla sił reżimu, przyjmując przez 24 godziny dostawy przysyłane drogą powietrzną głównie z Iranu i Rosji. Pytaniem bez odpowiedzi pozostaje, ile takich transportów zmagazynowanych wokół Tadmur wpadło wiosną tego roku w ręce sił kalifatu. Nie ulega wątpliwości, że utrata tego węzła logistycznego stanowi duży cios dla machiny wojennej reżimu i być może okaże się dla jego przyszłości bardziej brzemienna w skutki, niż upadek Idlib czy niemożność całkowitego odbicia Aleppo.

Po trzecie wreszcie, zajęcie regionu Palmyry dało Państwu Islamskiemu dogodną sposobność do podjęcia dalszych działań ofensywnych na zachodnim kierunku operacyjnym, już bezpośrednio zagrażających metropolii Hims i jej prowincji, a także samemu regionowi Damaszku. Pierwsze akcje na tym froncie bojownicy IS podjęli w czerwcu, jednak większe działania islamistów ogranicza w tej części kraju wciąż niezdobyta przez nich baza SAAF w Tiyas (znana szerzej pod kryptonimem „T-4”). Ta największa spośród wszystkich syryjskich baz lotniczych, położona około 50 km na zachód od Tadmur, została zamieniona w ostatnich miesiącach w prawdziwą fortecę, bronioną przez tysiące żołnierzy, kilkadziesiąt czołgów i transporterów oraz setki dział, z rozbudowanymi pasami zapór inżynieryjnych i pól minowych. Stacjonuje w niej także kilkadziesiąt samolotów bojowych różnych typów (MiG-25, Su-24, L-39) oraz kilkanaście śmigłowców (głównie różnych wariantów Mi-8). To dzisiaj dosłownie ostatni bastion oporu reżimu przed siłami kalifatu w tej części kraju. Jego ewentualny upadek oznaczałby otwarcie dla IS wolnej drogi wprost do Damaszku.

 

Walka o przeżycie

Siły rządowe poniosły także straty w czerwcu tego roku na południu kraju, w regionie Dary. Operujący tam islamiści z Frontu al-Nusra i blisko z nimi współpracujący w tej części Syrii bojownicy z „demokratycznej” Wolnej Armii Syrii zajęli 9 czerwca 2015 roku kluczową bazę wojskową reżimu w tym regionie – koszary 52 Brygady Zmechanizowanej. Wpadła ona w ręce rebeliantów wraz z dużymi ilościami różnego typu „wojennego dobra”. Jego utrata oznacza poważne osłabienie walczących tam sił rządowych i zaprzepaszczenie wcześniejszych nadziei Damaszku na rychłe „oczyszczenie” południa Syrii z formacji rebelianckich.

Reżim syryjski – jeszcze pod koniec 2014 roku niesiony na fali sukcesów i militarnych zwycięstw z poprzednich miesięcy, które budowały mit niepokonanego prezydenta Baszszara al-Asada – dziś znajduje się w sytuacji analogicznej do tej z początków 2012 roku, gdy rozpaczliwie walczył o przeżycie w warunkach żywiołowo rozwijającej się rebelii. Ten nagły zwrot w syryjskim konflikcie może oznaczać początek przełomu w całym wieloletnim konflikcie.

Gdy spojrzeć na mapę Syrii z zaznaczonymi na niej aktualnymi terenami kontroli czy wpływów poszczególnych aktorów syryjskiego dramatu, wyłania się całkowicie czytelny i jasny obraz podziału, jaki powstał po czterech latach tej krwawej wojny. Reżim prezydenta Al-Asada kontroluje obecnie niepodzielnie pas terytoriów w zachodniej części kraju – od Dary i As-Suwajdy na południu, przez Damaszek, Hims, Hamę w centrum, aż po Tartus i Latakię na północnym zachodzie. To około 30% terytorium Syrii sprzed wojny, a jednocześnie w większości tereny najbardziej zurbanizowane (a więc najgęściej zaludnione), najlepiej rozwinięte pod względem infrastruktury, uprzemysłowienia itd. Północ kraju (Aleppo, Idlib) – równie dobrze rozwinięta cywilizacyjnie – oraz spore enklawy na południu należą w zdecydowanej większości do zbrojnej rebelii, zarówno tej „demokratycznej”, jak i islamistycznej. Centrum i wschód Syrii (głównie tereny pustynne, słabiej rozwinięte i mniej ludne) to niemal jednolite dominium Państwa Islamskiego i jego kalifatu, który sięga jednak coraz wyraźniej także ku prowincji Aleppo. Z kolei Kurdowie kontrolują większość zasiedlonych przez nich skrawków obszaru dawnej Syrii (tzw. Rojava) na dalekiej północy i północnym wschodzie kraju, przy granicy z Turcją.

 

Skazani na zagładę?

Z tej perspektywy porażki sił lojalistycznych wiosną tego roku nie stanowią jeszcze dla reżimu klęski w sensie strategicznym, nie zagrażają bowiem terenom o żywotnym znaczeniu dla niego i jego społecznego zaplecza. Utrata odizolowanych instalacji militarnych czy regionów na odległych rubieżach ma wprawdzie wymiar polityczny i propagandowo-medialny (a także psychologiczny), ale z operacyjnego punktu widzenia nie jest jeszcze dramatem. Ponadto coraz więcej sygnałów i danych napływających z Syrii wskazuje, że Damaszek zarzucił już starania o zdławienie rebelii w całym kraju i odzyskanie władzy nad całym obszarem państwa, w jego granicach sprzed wojny. Otoczenie Al-Asada, a zapewne także i sam prezydent musieli ostatecznie dojść do przekonania, że sprawy w kraju zaszły za daleko i nie ma najmniejszych szans na przywrócenie w państwie status quo ante bellum, czyli powrotu do sytuacji sprzed 2011 roku.

Wobec kurczących się sił i środków, jakimi może dysponować reżim w piątym roku wojny, a do tego w sytuacji, gdy walka toczy się równocześnie z kilkoma przeciwnikami (rebelianci z Wolnej Armii Syrii, islamiści z Frontu al-Nusra, Państwo Islamskie) – Damaszek chyba właśnie radykalnie zmienia swoją strategię i koncepcję dalszego prowadzenia wojny. Jak się wydaje, obecnie na pierwsze miejsce wysuwa się imperatyw obrony reżimowego „heartlandu” – czyli przede wszystkim nadmorskich prowincji Tartus i Latakia, ale także twardo trzymanych przez władze regionów Hamy, Hims, Damaszku i As-Suwajdy. Od teraz całość sił i środków ma być przeznaczana na obronę miast i regionów o żywotnym (dosłownie) znaczeniu dla władz i ich zaplecza (etnicznego, politycznego, społecznego). Terenów, gdzie żyje dzisiaj większość spośród popierających władze syryjskich mniejszości wyznaniowych i etnicznych, z alawitami, chrześcijanami, druzami i szyitami na czele.

Być może dlatego obrońcy rządowych baz na północy (Idlib), południu (Dara) czy wschodzie (Tadmur) nie otrzymali od centrali większego wsparcia w krytycznych dla nich chwilach, gdy ich obrona chwiała się pod ciosami wrogów. Rząd w Damaszku chyba całkowicie świadomie, z premedytacją, postanowił poświęcić te odległe twierdze i bazy, wiedząc, że w przyszłości i tak nie będzie w stanie utrzymać ich długo. Heroiczna obrona tych wysuniętych rubieży reżimu, skazanych na zagładę, wykrwawiła jednak i osłabiła przeciwników, spowalniając w efekcie ich postępy.

 

Czyszczenie terenu

W tym kontekście ciekawy jest fakt, że pomimo braku reakcji Damaszku na działania Frontu al-Nusra, Wolnej Armii Syrii czy Państwa Islamskiego na „dalekiej” północy i wschodzie kraju, władze syryjskie zdołały – przy pomocy swych sojuszników z Hezbollahu, Iranu i Iraku – przygotować i poprowadzić w tym samym czasie udaną ofensywę na zachodzie, wzdłuż granicy z Libanem. Operacja w masywie górskim Qalamoun, skierowana przeciwko operującym tam siłom rebelianckim (głównie Al-Nusra i Wolnej Armii Syrii, ale też Państwu Islamskiemu), miała na celu oczyszczenie tego regionu i odzyskanie przez reżim kontroli nad granicą z Libanem. Nie bez znaczenia był także fakt, że dżihadyści ulokowani w Qalamoun dokonywali cyklicznych ataków na szyickie wsie i miasteczka w głębi Libanu. Wieloetapowa, rozciągnięta w czasie bitwa, prowadzona z sukcesami przez syryjskie siły prorządowe, doprowadziła do pierwszego w historii bezpośredniego starcia między oddziałami szyickiego Hezbollahu a bojownikami Państwa Islamskiego, co zakończyło się zwycięstwem tych pierwszych.

Po czterech latach krwawych i wyczerpujących potyczek w Syrii, bez wskazania na zwycięzcę i bez wyraźnego przełomu, sytuacja w tym kraju zdaje się obecnie zmierzać ku przesileniu. Najbliższe tygodnie i miesiące przyniosą odpowiedź na pytanie, czy reżim Baszszara al-Asada faktycznie zmienił swoją strategię prowadzenia wojny i zweryfikował jej cele, ograniczając się do obrony własnego matecznika. Jeśli tak, to Syria, jaką znaliśmy przed 2011 rokiem, bezpowrotnie odejdzie do historii wraz ze swymi granicami wytyczonymi niemal 100 lat temu (1916 r.) u schyłku „wiecznego” imperium osmańskiego.

Tomasz Otłowski

autor zdjęć: US Federal Government





Ministerstwo Obrony Narodowej Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Żandarmeria Wojskowa Inspektorat Uzbrojenia Inspektorat Implementacji
Innowacyjnych Technologii Obronnych
Dowództwo Garnizonu Warszawa

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO