Wspólny los

Przez lata dzieliła nas granica na Odrze. Dziś jesteśmy partnerami w NATO, mamy podobne zadania i wspólne cele. Pod dalekim Hindukuszem niemal w jednym szeregu stanęli żołnierze Wojska Polskiego i Bundeswehry.

 

Misja afgańska wpłynęła na życie zarówno st. szer. Kowalskiego, jak i gefreitera Schmidta. Do domu powróciło około tysiąca rannych niemieckich żołnierzy i kilkuset polskich.

Udział Bundeswehry w misjach zagranicznych (od 1992 roku) sprawił, że po raz pierwszy od II wojny światowej u naszych zachodnich sąsiadów pojawili się weterani, jednak to określenie dopiero od kilku lat przebiło się do świadomości Niemców. W Polsce pojęcie „weteran działań poza granicami państwa” wprowadziła ustawa z 2012 roku. W Niemczech weterani nie mają „swojej” ustawy, przyznane im uprawnienia regulują przepisy zawarte w różnych aktach prawnych.

 

Razem łatwiej

Zarówno w Polsce, jak i w Niemczech, pojawiły się organizacje zrzeszające weteranów oraz nastawione na pomoc rodzinom poległych żołnierzy. Powstały z inicjatywy ludzi, którzy skutki udziału w tych operacjach (szczególnie w Iraku i Afganistanie) odczuli na własnej skórze. Ppłk Andreas Timmermann-Levanas po powrocie z Afganistanu cierpiał na PTSD (zespół stresu pourazowego) i przez kilka lat walczył przed sądem o uznanie stopnia uszczerbku na zdrowiu. Postanowił wesprzeć innych żołnierzy w podobnej sytuacji, gdy „żołnierz zwolniony z armii musi radzić sobie sam, nikt mu nie pomaga w kontaktach z urzędniczą machiną”. Razem z dziesięcioma kolegami założył w 2010 roku Związek Niemieckich Weteranów. Wzorem były tego typu stowarzyszenia, które utworzono w USA po wojnie wietnamskiej.

W Polsce podobna organizacja powstała dwa lata wcześniej (Stowarzyszenie Rannych i Poszkodowanych w Misjach poza Granicami Kraju), a założyli ją żołnierze ranni w Iraku i w Afganistanie, którzy rozpoczęli walkę o lepszą opiekę medyczną. „Staramy się reprezentować środowisko weteranów przed władzami państwowymi i wojskowymi. Na różne sposoby wspieramy naszych poszkodowanych kolegów oraz rodziny poległych żołnierzy”, mówi Tomasz Kloc, prezes Stowarzyszenia.

Żołnierze skarżą się często, że są niedoceniani, że społeczeństwo nie interesuje się ich udziałem w misjach zagranicznych i błędnie interpretuje powody, dla których zdecydowali się w nich uczestniczyć – to zdanie odnosi się zarówno do żołnierzy Wojska Polskiego, jak i Bundeswehry. W Polsce pojawiły się hejty w internecie, że misjonarze to mordercy, a w Niemczech zdarzały się włamania do mieszkań żołnierzy przebywających na misjach oraz anonimowe telefony do rodzin informujące o ich śmierci.

Nie bez przyczyny Reinhold Robbe, były pełnomocnik Bundestagu do spraw armii (2005–2010), zorganizował okrągły stół „Solidarni z żołnierzami”. Inicjatywa zgromadziła 34 organizacje działające poza Bundeswehrą. Jej celem była lepsza integracja żołnierzy w społeczeństwie. A w Polsce? Pod koniec 2014 roku w Warszawie ruszyło Centrum Weterana Działań poza Granicami Państwa – placówka, która ma integrować środowisko misjonarzy oraz rodzin żołnierzy poległych. „Wiele fundacji i różnych środowisk wspiera weteranów, rodziny poległych czy żołnierzy. Chcemy z nimi współpracować, wymieniać się doświadczeniami, aby nie dublować działalności”, mówi płk Leszek Stępień, dyrektor Centrum.

 

Zmiany w systemie

Podobne są doświadczenia poszkodowanych polskich i niemieckich misjonarzy w walce o lepszą opiekę medyczną, z tą różnicą, że w Niemczech kładą oni główny nacisk na leczenie PTSD oraz wsparcie w tym rodzin. W Polsce ustawa o weteranach znacznie ułatwiła rannym na misjach dostęp do świadczeń medycznych. U naszych sąsiadów nie ma podobnych norm prawnych, ale gdy w Afganistanie zaczęli ginąć żołnierze, a o problemach weteranów coraz częściej pisała prasa, grupa posłów wystąpiła z inicjatywą nowelizacji ustawy z 2007 roku o służbie wojskowej. Od 2012 roku wzrosły sumy odszkodowań dla rannych żołnierzy (a także dla rodzin poległych), a Bundeswehra została zobowiązana do zatrudniania żołnierzy z 30-procentowym uszczerbkiem na zdrowiu (wcześniej ten próg wynosił 50%).

Związek Niemieckich Weteranów wielokrotnie zwracał uwagę, że cierpiący na PTSD żołnierze są pozbawieni należytej opieki. Często mają trudności z udowodnieniem, że ich dolegliwości, niekiedy dające o sobie znać dopiero po kilku latach, są wynikiem przeżyć na misji bojowej, a nie np. urazów z dzieciństwa. O ile z wojskowych szacunków wynika, że PTSD dotyczy w Polsce 5–10% żołnierzy, o tyle Bundeswehra określiła ten pułap zaledwie na 1%. Weterani krytykowali „system polegający na sztucznym zaniżaniu statystyk”.

Na własnej skórze przekonał się o tym obecny prezes Związku Niemieckich Weteranów Christian Bernhardt. Gdy w 2003 roku rozpoczęła się wojna z Irakiem, był jednym z 200 niemieckich żołnierzy, którzy stacjonowali w Kuwejcie, a ich zadaniem była ochrona amerykańskiego centrum operacyjnego przed atakiem chemicznym. Kilka miesięcy spędzone pod ostrzałem rakiet i w ciągłym zagrożeniu sprawiło, że nie zdołał wrócić do dawnego życia. Jak mówi, długo nie rozmawiał z nikim o swoich traumatycznych przeżyciach – ze strachu, z niemocy, bezradności. Dopiero w 2009 roku Bundeswehra uznała, że jego chorobę, zespół stresu pourazowego, spowodował przeżyty na misji stres. „Jako żołnierze walczyliśmy dla kraju, a potem musieliśmy walczyć, aby ten kraj dał nam jakiekolwiek wsparcie”, mówi Christian Bernhardt.

Liczba żołnierzy, którzy wymagali pomocy psychologicznej, rosła z roku na rok. Według Bundeswehry, w 2006 roku stwierdzono 55 wypadków zespołu stresu pourazowego u żołnierzy z misji afgańskiej, w 2012 roku ta liczba zwiększyła się do 948. Członkowie Związku twierdzą, że to statystyki zaniżone, w 2013 roku 1400 misjonarzy leczyło się na PTSD, a wielu innych nie mówi o swoich traumatycznych przeżyciach.

 

Lodowy kwiat

To właśnie PTSD, na które zachorował 24-letni Dominik, było powodem tego, że jego matka Birgit Klimkiewicz założyła organizację Eisblume. „Dobrze pamiętam tamten dzień”, opowiada. „Wieczorem 3 września 2009 roku w prowincji Kunduz w północnym Afganistanie Amerykanie na prośbę niemieckiego pułkownika zbombardowali oddział talibów. Niestety, zginęli także cywile. Po tej akcji Bundeswehra znalazła się w ogniu zmasowanej krytyki. W mediach pojawiły się obraźliwe określenia, takie jak „mięczaki”, „żołdacy”, „płatni mordercy”. Postanowiłam bronić dobrego imienia syna i jego kolegów. Napisałam list do redakcji telewizyjnego programu publicystycznego „Hart aber fair”, tłumacząc, że niemiecki pułkownik chciał bronić swoich żołnierzy. Zaproszono mnie do udziału w programie. Na antenie przedstawiłam punkt widzenia rodzin żołnierzy narażających swe życie w Afganistanie. Chciałam uzmysłowić społeczeństwu i politykom, jak wysoką cenę płacą oni za udział w afgańskiej misji”.

W tym czasie jej syn Dominik, który trzykrotnie był na misji w Afganistanie, z rozpoznaniem PTSD przebywał w szpitalu Bundeswehry. „Masz odważną matkę. Nareszcie ktoś powiedział publicznie prawdę”, usłyszał od kolegów. „Szukałam pomocy w Bundeswehrze, ale usłyszałam, że mogą pomóc tylko żołnierzom, a nie ich bliskim”, opowiada Birgit Klimkiewicz. „Byliśmy pozostawieni sami sobie. Pomysł założenia stowarzyszenia podsunęła mi pracownica socjalna z garnizonu syna. »Co może pani zrobić, by stawić czoła traumie syna?«, zapytała. Odpowiedziałam: »Grupa wsparcia, gdzie bliscy poszkodowanych weteranów mogą wymieniać się doświadczeniami i wspierać duchowo«. Tak powstało w 2010 roku stowarzyszenie Eisblume, czyli lodowy kwiat. Lód symbolizuje lodowate milczenie na temat problemów żołnierzy powracających z misji, a kwiat nadzieję na ich powrót do normalnego życia”.

Wiele rodzin, podobnie jak Birgit Klimkiewicz, nie miało pojęcia, jak wyglądała służba w Afganistanie. Dominik wszystkie pytania kwitował krótko: tajemnica wojskowa. Dopiero po kilku latach, gdy obejrzała film dokumentalny o służbie żołnierzy w Afganistanie, w którym wystąpił Dominik, zrozumiała, co przeżył. „Siedziałam przed telewizorem i płakałam, gdy opowiadał, jak musiał wynosić zwęglone zwłoki ze zbombardowanego szpitala. Jak ubezpieczał sapera poszukującego ładunków wybuchowych i paraliżował go strach, że mina oderwie mu ręce i nogi. Gdy mówił, że był świadkiem ukamieniowania kobiety i on jako żołnierz Bundeswehry nie mógł interweniować”.

O pomoc do Eisblume zwracają się głównie matki, żony, przyjaciółki weteranów. Birgit Klimkiewicz jako pierwszy cywil skończyła specjalistycznie szkolenie psychologiczne w Centrum Dowodzenia Wewnętrznego Bundeswehry w Strausbergu. „Moją siłą jest autentyczność, bo sama przeżyłam to, czego doświadczają rodziny żołnierzy powracających z misji. Dzisiaj wiem, że nie można wyleczyć zespołu stresu pourazowego, lecz jedynie zaleczyć symptomy i nauczyć weteranów obchodzić się z traumą w codziennym życiu. Trudno wykasować z ich głów tamte doświadczenia”, mówi.

Eisblume blisko współpracuje ze Związkiem Niemieckich Weteranów, pomogło już 140 rodzinom byłych misjonarzy. Organizuje dla nich seminaria grupowe i indywidualne. W szczególnych wypadkach wspiera ich także finansowo. Eisblume działa w sieci pomocy skupiającej prywatne i cywilno-wojskowe stowarzyszenia, które w różny sposób pomagają weteranom, m.in. Fundacja Oberst Schöttler Versehrte (pomaga w załatwieniu protez i wózków inwalidzkich, a także w dostosowaniu mieszkań dla osób niepełnosprawnych i w rehabilitacji) czy Deutsche Kriegsopferfürsorge (m.in. zapewnia pomoc prawną w kontaktach z urzędnikami).

Ból polskich i niemieckich rodzin poległych żołnierzy jest taki sam. Simone Uetz, żona żołnierza Bundeswehry, założyła stowarzyszenie Solidarni z Żołnierzami. Dwie wdowy Andrea Beljos i Ina Schlotterhose, których mężowie zginęli w Afganistanie, stworzyły grupę wsparcia „Du bist nicht allein” (nie jesteś sam). „Czas nie leczy ran, ale pozwala nauczyć się z nimi żyć”, te słowa wybrały jako motto internetowego forum. „Wiele osób mówi, że życie musi toczyć się dalej. To prawda, ale tylko wdowa zrozumie ból po utracie męża. Z Andreą możemy rozmawiać o sprawach, które tylko my rozumiemy. Wiem, że ona odczuwa to samo. Dzięki tym rozmowom czuję się silniejsza”, przyznaje Ina. Andrea uważa, że gdyby wojsko stworzyło taką sieć, nie mogłaby ona funkcjonować, bo wiele osób obarcza Bundeswehrę winą za utratę bliskich.

W Polsce od 2012 roku działa Stowarzyszenie Rodzin Żołnierzy Poległych „Pamięć i Przyszłość”, które zrzesza ponad 80 takich rodzin: rodziców (którzy nigdy nie zdołają pogodzić się ze śmiercią synów), wdowy (młode kobiety, które próbują ułożyć sobie życie na nowo) oraz dzieci (którym trudno wytłumaczyć, dlaczego tata zginął i co to znaczy, że „wjechał na bombę”). „Staramy się wspierać członków rodzin w trudnych chwilach żałoby, pomagać w rozwiązywaniu problemów rodzinnych i wychowawczych dzieci, a także dbać o dobre imię poległych żołnierzy”, mówi Monika Nosek, przewodnicząca Stowarzyszenia. Temu środowisku pomaga coraz więcej organizacji pozarządowych, m.in. fundacje Dorastaj z nami, Szarik, Wspieram Cicho i Skutecznie.

 

Zmiany na lepsze

Birgit Klimkiewicz uważa, że dzisiaj wiele się zmieniło. Niemieccy żołnierze podpisujący kontrakty terminowe przechodzą intensywne szkolenie i otrzymują wsparcie psychologiczne przed wyjazdem na misję, ale jest przekonana, że żadne przeszkolenie nie zdoła ich przygotować do obciążeń, jakie czekają ich na miejscu. „Staram się uzmysłowić opinii publicznej, że weterani i ich bliscy mają prawo do społecznego szacunku i uznania. Podczas wyjazdu na misję mogą stracić ręce i nogi, ale nie szacunek społeczeństwa”, dodaje. Dzięki terapii i wsparciu rodziny Dominik skończył studia i stanął na nogi. Nigdy nie żałował, że wyjechał na misję. „Gdybym mógł, zrobiłbym to ponownie, nawet jutro”, mówią także polscy weterani, również ci ciężko ranni.

 

Artykuł powstał dzięki wsparciu Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej.

Małgorzata Schwarzgruber

autor zdjęć: Bundeswehr





Ministerstwo Obrony Narodowej Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Żandarmeria Wojskowa Inspektorat Uzbrojenia Inspektorat Implementacji
Innowacyjnych Technologii Obronnych
Dowództwo Garnizonu Warszawa

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO