ZAWÓR BEZPIECZEŃSTWA

Na świecie w ostatnich latach jest coraz mniej wojen, ale coraz częściej dochodzi do ataków terrorystycznych.

Chociaż stale zmniejsza się liczba konfliktów zbrojnych, nie oznacza to, że żyjemy w świecie coraz bezpieczniejszym. Potwierdzają to eksperci ze Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem (SIPRI). Na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku toczyło się od 50 do 55 konfliktów zbrojnych, w pierwszej dekadzie bieżącego roku było ich od 30 do 35, ale w ciągu ostatnich paru lat liczba wojen i ofiar znacznie wzrosła. Pocieszające jest jednak to, że w dzisiejszych wojnach ginie nieporównywalnie mniej ludzi niż w minionym stuleciu. Od 70 lat żyjemy w świecie relatywnie bezpiecznym. Tak długi okres bez konfliktu zbrojnego w skali globalnej nie miał miejsca, odkąd w V wieku rozpadło się Imperium Romanum.

Nuklearny straszak

Głównym powodem tego korzystnego dla mieszkańców całego świata stanu rzeczy jest posiadanie przez USA, Rosję, Chiny, Wielką Brytanię, Francję, Indie, Pakistan i Izrael broni nuklearnej i niechęć przywódców tych państw do wystawienia swoich obywateli na ryzyko wojen atomowych. Inne jest nastawienie wojowniczego reżimu Korei Północnej w odniesieniu do wojny z użyciem broni atomowej. Na szczęście kraj ten ma nie więcej niż dziesięć ładunków jądrowych i systemów przenoszenia tej broni. Ponadto Korea Północna jest w pełni uzależniona od dostaw energii i żywności z Chin, które w ten sposób starają się utrzymać w ryzach swojego „sojusznika”. Od kilkunastu miesięcy największe mocarstwa atomowe próbują nie dopuścić do zdobycia przez Iran bomby atomowej, a w konsekwencji – do uruchomienia nuklearnego wyścigu zbrojeń. W przeciwnym razie bardzo trudno byłoby utrzymać „nuklearny pokój” na świecie.

Dążenie mocarstw atomowych do jego utrzymania jest, jak dotychczas, bardzo skutecznym środkiem przeciwdziałającym wybuchowi trzeciej wojny światowej. Niepokoi jednak wzrost w ostatnich trzech latach liczby niewielkich (jeśli chodzi o ich skalę i liczbę ofiar) konfliktów zbrojnych oraz ataków terrorystycznych. Te ostatnie do niedawna były dziełem ugrupowań związanych z Al-Kaidą. Obecnie coraz więcej ugrupowań terrorystów islamskich jest powiązanych z Państwem Islamskim.

Oczywiście nie wszystkie ataki były dziełem islamistów i z wyjątkiem tego dokonanego w 2011 roku przez Andersa Brevika w Norwegii nie pociągnęły za sobą więcej niż kilkanaście ofiar. Przed atakiem przeprowadzonym 7 stycznia 2015 roku na redakcję „Charlie Hebdo” terroryści islamscy dokonali w Europie 17 zamachów, w tym dwa były najtragiczniejsze, jeśli chodzi o liczbę ofiar – w Madrycie w 2004 roku oraz w Londynie w 2005 roku.

Przez ponad 13 lat, od ataku na World Trade Center w Nowym Jorku, europejskim służbom i policji udawało się utrzymać bezpieczeństwo na całym kontynencie. Najnowsze zamachy potwierdzają jednak wzrost zagrożenia, także ze strony walczących w armii Państwa Islamskiego obywateli poszczególnych państw zachodnioeuropejskich. Niektórzy z nich po powrocie do swoich krajów będą pewnie chcieli kontynuować w Europie wojnę z niewiernymi. Ponadto przywódcy tej organizacji apelują do swoich zwolenników na Starym Kontynencie, aby nie przyjeżdżali już do Syrii i Iraku, lecz organizowali uderzenia w swoich krajach. Niedawne zamachy terrorystyczne w Paryżu i Kopenhadze potwierdzają, że te apele nie trafiają w próżnię.

Strategia terroru

W ostatnim czasie zmieniły się także metody przeprowadzania ataków terrorystycznych. Wcześniejsze zamachy, przygotowywane przez różne komórki Al-Kaidy, polegały głównie na użyciu ładunków wybuchowych z wykorzystaniem terrorystów samobójców lub też na atakach na samoloty pasażerskie. Te zamachy skrupulatnie planowano i starannie przygotowywano. Dzięki czemu łatwiej można było je wcześniej wykryć.

Obecnie zamachy często są improwizowane. Trudno jest przewidzieć rajdy niewielkich grup terrorystów, którzy w środku miasta wpadają z bronią w ręku do supermarketu czy do redakcji i mordują tylu ludzi, ilu się da. Jeszcze trudniej wykryć  tzw. samotnego wilka. Najczęściej tacy ludzie nie są związani z żadną organizacją terrorystów islamskich, ale pod wpływem indoktrynacji z powodu doznanej krzywdy, wkraczają z karabinem do kawiarni i strzelają do przypadkowych osób lub kradną samochód i wjeżdżają w tłum przechodniów, tak jak to miało miejsce 21 grudnia 2014 roku we francuskim mieście Dijon.

Trudno przeciwdziałać akcjom samotnych wilków. Nie istnieje bowiem jeden profil terrorysty samotnika, który mógłby posłużyć do identyfikacji i „wczesnego rozpoznania” potencjalnych sprawców zamachów. Można jednak wyodrębnić pewne cechy charakteru i osobowości, które różnią ich od większości ludzi. Jak trafnie zauważa Jerrold M. Post z Uniwersytetu George’a Washingtona, są to zwykle ludzie ze skłonnością do gwałtownych zachowań, niepotrafiący się komunikować z innymi w cywilizowany sposób, bardziej zapalczywi i przekonani o własnej racji. Są to zwykle osoby o niskim stopniu empatii, obnoszące się z wizerunkiem ofiary systemu społeczno-politycznego. Nie odnoszą sukcesów w pracy i w życiu osobistym. Skłonności do przemocy i stosowania drastycznych form walki z systemem upatrują w rzekomych, rzadziej faktycznych, krzywdach, jakich doświadczyły ze strony społeczeństwa.

Nie może dziwić więc to, że ludzie o takiej zwichrowanej osobowości szukają kontaktów z podobnymi do siebie. Przyłączenie się do mniej lub bardziej radykalnej grupy, często traktowanej jako rodzina zastępcza, daje im poczucie akceptacji. Tym też wielu ekspertów tłumaczy atrakcyjność przynależności do współczesnych organizacji terrorystów islamskich, którzy, według szacunków służb zachodnioeuropejskich, wciągnęli do swoich sieci już ponad 3 tys. młodych ludzi z całej Europy.

Oczywiście nie należy zakładać, że taka sama liczba sympatyków Państwa Islamskiego czy Al-Kaidy planuje lub przygotowuje ataki terrorystyczne w Europie. Nie można jednak wykluczyć, że część z nich faktycznie przeprowadzi w najbliższej przyszłości kolejne zamachy. Rozgłos, jaki nadają im mass media, sprawia bowiem, że coraz więcej jest chętnych do podejmowania podobnych aktów terrorystycznych.

Profil zamachowca

Jest paradoksem, że policja dobrze znała ludzi, którzy przeprowadzili zamachy w Paryżu i Kopenhadze. Mimo to nie udało się im zapobiec. Teoretycznie można bowiem wytypować potencjalnych zamachowców z rożnych wykazów i policyjnych kartotek, ale w praktyce prawie niemożliwe jest ustalenie, kiedy i gdzie dokonają zamachu. Wynika to z różnych przyczyn, także z ogromnej trudności, jakie stwarza współczesna technologia telekomunikacyjna w monitorowaniu rozmów i innych kontaktów potencjalnych terrorystów na forach społecznościowych czy na Skypie. Miała ona w założeniu ułatwiać śledzenie przez odpowiednie służby podejrzanych obywateli. W praktyce jednak oferowane przez producentów coraz bardziej wyrafinowane systemy komunikacji zapewniające prywatność ich użytkownikom uniemożliwiają służbom dostęp do wielu, jeśli nawet nie do większości, przekazów krążących w sieci.

Oprócz tego nowe technologie rozwijają się szybciej niż kontrtechnologie czy też ustawodawstwo, które ma zapobiegać negatywnym skutkom rozprzestrzeniania się różnych nowinek technologicznych. Podobnie jest z islamskim terroryzmem, stającym się problemem na skalę globalną. Po chwilowym uśpieniu czujności wojska, policji i innych służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo zewnętrzne i wewnętrzne poszczególnych krajów świata, które wynikało w pewnym stopniu ze stłumienia działalności komórek Al-Kaidy, pojawiło się jeszcze większe zagrożenie w postaci Państwa Islamskiego i współpracujących z nim organizacji oraz coraz liczniejszych „wolontariuszy”.

Potwierdzają to ostatnie ataki terrorystyczne nie tylko w krajach Bliskiego Wschodu, gdzie takie tragiczne wydarzenia i lokalne wojny są od wielu lat na porządku dziennym, lecz także w Afryce, Australii i Europie. O ile rządy większości państw afrykańskich nigdy nie radziły sobie ze skutecznym zwalczaniem terrorystów, o tyle w świecie zachodnim przywykliśmy do tego, że wojsko, policja i inne służby zapewniają nam bezpieczeństwo. Istnieją obawy, że mogą one jednak zostać poddane kolejnej ciężkiej próbie, jeśli w najbliższym czasie dojdzie w Europie do eskalacji działalności różnych grup terrorystów islamskich i wzrostu liczby zamachów terrorystycznych.

Obawy te są całkiem uzasadnione, szczególnie że przywódcy Państwa Islamskiego otwarcie nawołują swoich zwolenników do ataków na cele w Europie, w tym także na Watykan. Podsuwają też potencjalnym zamachowcom sposoby dotarcia do krajów europejskich, w tym „na uchodźcę z krajów Afryki Północnej”. A takich uchodźców przybyło w 2014 roku statkami przez Morze Śródziemne do Europy około 200 tys., w tym aż 170 tys. do samych Włoch. Niepokojące jest to, że spośród tych, którzy dotarli do tego kraju, aż 100 tys. opuściło bez zgody i wiedzy władz tego państwa obozy i udało się do innych krajów Unii Europejskiej. Nikt nie wie dokładnie ani kim są, ani gdzie się znajdują. Tym bardziej nie wiadomo, ilu z nich może być wysłanymi do Europy przez Państwo Islamskie terrorystami.

Adam Gwiazda

autor zdjęć: Andrey Burmakin/Fotolia





Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO