PŁOMIEŃ ŚWIĘTEJ WOJNY

Budowany konsekwentnie przez Państwo Islamskie świat brutalnej konfrontacji międzyreligijnej i międzycywilizacyjnej będzie jednocześnie końcem naszych marzeń o wolności i prawach jednostek.

Już u zarania samozwańczego kalifatu, powołanego przez Państwo Islamskie (Islamic State – IS) latem 2014 roku, stało się jasne, że islamiści „nowej generacji” mają znacznie szersze poparcie wśród rzeszy sunnickich muzułmanów na świecie (zwłaszcza młodzieży), niż można się było wcześniej spodziewać. Idea „państwa islamskiego”, odnosząca się wprost do pierwszych wieków islamu – a więc czasów jego żywiołowego rozwoju (głównie w sensie terytorialnym) i świetności politycznej – przemawia do wyobraźni i serc wiernych znacznie skuteczniej i żywiej niż mgliste plany i przesiąknięte mistycyzmem religijnym odezwy Al-Kaidy. Ta inspiracja przejawia się zarówno w postaci masowego napływu w szeregi IS zagranicznych „ochotników dżihadu” (szacowanego nawet na kilka tysięcy osób miesięcznie), jak i zwiększonej aktywności islamskich radykałów w różnych częściach świata. Od USA i Kanady, przez Europę, Afrykę i Azję, aż po Australię rośnie aktywność islamistów, zarówno dużych grup, jak i samotnych wilków lub członków niewielkich, samorzutnie tworzących się komórek inspirowanych ideologią i propagandą IS, często niemających żadnych formalnych związków z tą organizacją. Tacy ludzie są najbardziej niebezpieczni, znajdują się bowiem poniżej pułapu wykrywalności („poza radarem”) służb bezpieczeństwa państw zachodnich (także w Polsce!) i najczęściej zbrodnicze zamiary udaje im się utrzymać w tajemnicy aż do samego końca, czyli realizowanej przez siebie operacji terrorystycznej.

Pod wspólnym mianownikiem

Tym samym Państwo Islamskie i jego samozwańczy kalifat, choć od kilku miesięcy nie odnotowują już spektakularnych i propagandowo widowiskowych sukcesów w Iraku lub w Syrii, wciąż są groźnym przeciwnikiem, zdolnym do podjęcia zaskakujących uderzeń tam, gdzie nikt się tego nie spodziewa. I nie chodzi tu wyłącznie o operacje w regionie samego Lewantu czy szerzej – całego Bliskiego Wschodu, lecz o akcje w samym sercu świata Zachodu, tego mitologicznego islamskiego Dar al-Harb, „świata wojny”, który należy siłą podporządkować władzy islamu.

Tak jak obawiano się już wcześniej, wspomniana aktywizacja zradykalizowanych jednostek w społecznościach islamskich na Zachodzie, będąca dziełem IS i kalifatu, szybko przerodziła się w konkretne czyny. Liczne ataki i zamachy terrorystyczne – zarówno te najbardziej spektakularne (Ottawa, Sydney, Paryż, Kopenhaga czy Tunis), jak i mniej znane (atak na muzeum żydowskie w Brukseli w maju 2014 roku oraz wiele incydentów z udziałem islamskich radykałów, które zostały uznane jedynie za wybryki lub czyny kryminalne) – dotknęły państwa zachodnie w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy.

Na podstawie analizy charakteru i przebiegu tych incydentów można pokusić się o postawienie pewnych uogólnionych tez, dotyczących zarówno preferowanego przez Państwo Islamskie modus operandi, jak i jego strategii w walce z Zachodem. Operacje terrorystyczne, podejmowane w krajach zachodnich w imieniu i na rzecz IS, łączy bowiem wiele wspólnych elementów.

Przede wszystkim żaden z kilku największych i medialnie najbardziej spektakularnych ataków IS dokonanych na Zachodzie w ostatnich miesiącach nie miał charakteru zamachu bombowego. To zasadnicza, fundamentalna wręcz różnica w sposobie prowadzenia działań terrorystycznych, w porównaniu z akcjami podejmowanymi przez komórki i struktury powiązane na przykład
z Al-Kaidą, która z bombowych zamachów samobójczych uczyniła wręcz swój znak firmowy. Tymczasem operacje zwolenników IS w krajach zachodnich to typowe ataki strzeleckie, często mające charakter działań określanych w żargonie służb i ludzi zajmujących się bezpieczeństwem antyterrorystycznym jako incydent „active shooter” (dosłownie: czynny, aktywny strzelec). W atakach tego typu mamy do czynienia z pojedynczym napastnikiem (nieco rzadziej małą,
dwu-, trzyosobową grupką), wyposażonym w przynajmniej jedną sztukę broni palnej, najczęściej automatycznej (maszynowej). Co ciekawe i warte odnotowania, w większości ataków dokonanych przez IS napastnicy używali różnych wariantów kałasznikowów. Potwierdza to niechlubną renomę tej marki uzbrojenia jako „ulubionej broni terrorystów”.

Incydenty terrorystyczne z udziałem zwolenników Państwa Islamskiego przebiegały według klasycznego schematu (cyklu): atak (poprzez ostrzelanie) na cel podstawowy – odskok – kolejny atak na inny cel (bardzo często połączony z wzięciem zakładników) – śmierć z rąk sił bezpieczeństwa. Zwłaszcza dwa ostatnie elementy tego cyklu ataku terrorystycznego dokonanego przez członków Państwa Islamskiego są szczególnie charakterystyczne – w istocie bowiem każdy z takich zamachów ma charakter operacji samobójczej.„Męczeństwo” jego wykonawców jest tu jednak niejako rozłożone w czasie i opóźnione.

W klasycznej taktyce, preferowanej przez Al-Kaidę i inne ugrupowania islamistyczne „starej generacji”, „szahid” (męczennik za wiarę) dokonywał swego dzieła od razu, detonując ładunek wybuchowy (czy to nasobny, czy też umieszczony w pojeździe, którym napastnik się poruszał) w pobliżu celu ataku. Zwolennicy IS stają się szahidami dopiero po jakimś czasie, z reguły podczas ataku na drugi lub nawet trzeci z kolei cel. Tak właśnie przebiegały praktycznie wszystkie zamachy dokonane przez zwolenników Państwa Islamskiego na Zachodzie w ostatnich miesiącach. W Ottawie napastnik został zastrzelony w budynku parlamentu, będącym drugim z kolei celem ataku. W Paryżu wykonawcy ataku na redakcję „Charlie Hebdo” zostali wyeliminowani po kilkudziesięciu godzinach w innym miejscu, a współpracujący z nimi trzeci zamachowiec – w żydowskim sklepie, w którym wziął kilkunastu zakładników, a wcześniej zaatakował na ulicy patrol policji. W Kopenhadze zamachowiec, po ostrzelaniu pierwszego celu, został zabity podczas późniejszego o kilka godzin ataku na synagogę. Celem dżihadów w Tunisie najpierw byli zagraniczni turyści przed Muzeum Bardo, po czym wzięli oni kilkudziesięciu zakładników już w samej placówce. Być może wcześniej próbowali się dostać do pobliskiego gmachu parlamentu. W końcu zginęli w walce z policją.

Na tym tle jedynie zamachy w Brukseli (maj 2014) i w Sydney (grudzień 2014) wyróżniają się odmiennym przebiegiem i charakterem. W Brukseli terrorysta zastrzelił w gmachu muzeum żydowskiego cztery osoby, po czym zbiegł i dopiero po tygodniu został żywcem pochwycony przez policję. Incydent w Sydney to z kolei klasyczny przypadek tzw. kryzysu zakładniczego – islamski ekstremista od razu wziął kilkunastu zakładników w kawiarni w centrum miasta i tam został po kilku godzinach unieszkodliwiony przez policję.

Bomba domowego wyrobu

Część europejskich i amerykańskich ekspertów w dziedzinie zwalczania terroryzmu bagatelizuje zagrożenia ze strony Państwa Islamskiego, powołując się na przebieg i charakter ataków dokonywanych w imieniu tej organizacji w krajach zachodnich. Podkreślają oni całkowicie amatorski sposób ich przygotowywania i przeprowadzania oraz niewielkie efekty (mierzone głównie liczbą ofiar). Trudno jednak w pełni zgodzić się z taką interpretacją. Jak się bowiem wydaje, od samego początku aktywności na Zachodzie islamistów spod sztandarów kalifatu, ich celem nie było i nie jest dokonywanie pojedynczych, spektakularnych (w sensie dużej liczby ofiar) zamachów, lecz całej serii nieco mniejszych w swej skali ataków, ale całkowicie nieprzewidywalnych i destabilizujących życie społeczeństw zachodnich, do tego przeprowadzanych z relatywnie dużą częstotliwością. I to jest kolejna, diametralna różnica pomiędzy strategią IS i Al-Kaidy. Ta ostatnia organizacja przez lata skupiała się bowiem przede wszystkim na samych rozmiarach kolejnych planowanych na Zachodzie ataków, które miały swą skalą (i docelowo liczbą ofiar) skruszyć psychikę społeczeństw zachodnich i rzucić je na kolana przed potęgą wojującego islamu. Z tego też względu komórki
Al-Kaidy do dzisiaj wolą planować i przeprowadzać zamachy takie jak ten w Madrycie z 2004 roku (191 ofiar śmiertelnych), niż niskoskalowe, które preferuje Państwo Islamskie.

Problem w tym, że ze względu na skalę przygotowań, planowania i logistycznych trudności, z czasem było coraz trudniej zorganizować i skutecznie przeprowadzić na Zachodzie zamach terrorystyczny o skali porównywalnej z tym, co wydarzyło się w Hiszpanii 11 lat temu (albo choćby w Londynie przed dziesięcioma laty). W efekcie od dekady Al-Kaida nie dokonała w żadnym z państw zachodnich zamachu na miarę swych aspiracji i oczekiwań. Dzisiaj lukę tę zaczyna wypełniać Państwo Islamskie, wdrażając inną strategię, opartą na zupełnie odmiennej filozofii działania we wrogim środowisku społeczeństw Zachodu. Fundamentami tej nowej strategii są zarówno silne liczebnie społeczności muzułmańskich imigrantów, podatne na radykalne hasła i ideologię dżihadu (a także, co równie ważne, na ideę odbudowywanego przez IS kalifatu), jak też coraz liczniejsi konwertyci, często przewyższający swym fanatyzmem „rdzennych” wyznawców Allaha. To na takich ludziach właśnie opiera się strategia działania Państwa Islamskiego wobec Zachodu. To oni, odpowiednio zainspirowani i ideologicznie zmotywowani przez propagandowy przekaz IS, mają ponieść płomień „świętej wojny” zachodnim społeczeństwom i rządom. W tym aspekcie Państwo Islamskie i jego kalifat są znacznie bardziej skuteczne niż Al-Kaida, która również – już od kilku lat – próbuje zachęcać żyjących na Zachodzie muzułmanów do podjęcia dżihadu „domowymi” sposobami. Przekaz tej organizacji – z jej kultowym już poradnikiem „jak zrobić bombę w kuchni twojej mamy” na czele – jest jednak znacznie mniej czytelny i chwytliwy psychologicznie, niż brutalne w swej prostocie wezwanie kalifa Ibrahima z czerwca 2014 roku: „szerzcie dżihad [...] i zabijajcie niewiernych gdziekolwiek jesteście, i w jakikolwiek sposób [możecie]”.

Kalifat wielki i potężny

Choć pozornie operacje terrorystyczne prowadzone przez zwolenników Państwa Islamskiego na Zachodzie wydawać się mogą czymś błahym – zwłaszcza rozpatrywane pojedynczo, w oderwaniu od kontekstu szerszej strategii IS – to w ujęciu całościowym widać już ich pierwsze efekty. Państwu Islamskiemu udało się w ciągu tych kilkunastu miesięcy skutecznie odświeżyć w zachodniej debacie publicznej problem islamskiego ekstremizmu i terroryzmu. Od dekady pozostawał on, zwłaszcza w Europie Zachodniej, nieco na uboczu, zmarginalizowany zarówno przez polityczną poprawność mediów i decydentów, jak i fakt, iż aktywność islamskich radykałów na Starym Kontynencie faktycznie była w tym okresie relatywnie niewielka. Tych kilka niedawnych, spektakularnych ataków pod marką kalifatu (zwłaszcza zamachy w Paryżu i Kopenhadze) wraz z kilkudziesięcioma mniejszymi incydentami, oficjalnie nieuznanymi przez władze za akty terroru, oraz dużą liczbą udaremnionych spisków terrorystycznych zdołały wywołać w Europie efekt, o jakim Al-Kaida po 11 września 2001 roku może już tylko pomarzyć. Poziom islamofobii, a niekiedy wręcz jawnej wrogości wobec muzułmanów, osiągnął w krajach zachodnioeuropejskich nienotowane wcześniej wartości, przyczyniając się do dramatycznego wzrostu incydentów o antyislamskim charakterze (podpalenia meczetów) oraz doprowadzając do pojawienia się ruchów społecznych (np. niemiecka PEGIDA), zaniepokojonych postępami islamizacji kontynentu.

Nie ulega wątpliwości, że takie doprowadzenie do konfrontacji między islamem a światem Zachodu i sprowokowanie agresji „krzyżowców” wobec wyznawców Allaha, tak aby potem samemu postawić się w roli jedynego skutecznego obrońcy „wiernych” – także jest istotnym elementem strategii Państwa Islamskiego. Kalifat wyraźnie chce nakręcić na Zachodzie spiralę przemocy i doprowadzić do sytuacji, w której każdy atak islamskich ekstremistów spotka się z natychmiastowym kontratakiem, a przemoc zastąpi jakikolwiek dialog i próby porozumienia z tzw. umiarkowanym islamem. Taki świat brutalnej konfrontacji międzyreligijnej i międzycywilizacyjnej, rodem z przepowiedni Huntingtona, będzie dla islamistów idealnym miejscem realizacji ich wizji politycznych i społecznych. Będzie to jednak także koniec naszego świata marzeń o wolności i prawach jednostek, demokracji i swobodach politycznych.

 

Tomasz Otłowski

autor zdjęć: islamic state video





Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO