WYMĘCZONE ZWYCIĘSTWO

Krwawa bitwa o Tikrit jest sygnałem, że odbicie z rąk islamskich radykałów dziesięciokrotnie większego Mosulu może być bardzo trudne.

Islamiści opanowali Tikrit 12 czerwca 2014 roku. Kolejne próby odbicia miasta przez irackie siły rządowe się nie powiodły. Ostatnia bitwa o to miejsce rozpoczęła się 2 marca 2015 roku. Po wielomiesięcznych przygotowaniach irackie siły rządowe, które w starciach z islamistami w 2014 roku poniosły kompromitujące porażki, rozpoczęły odzyskiwanie utraconych wówczas terenów. Wybór pierwszego celu nie był przypadkowy. Zamieszkany w większości przez sunnitów Tikrit jest w Iraku miastem symbolem. Stamtąd wywodził się bowiem długoletni dyktator kraju, Saddam Husajn.

Równoległe ataki

Do uderzenia na Tikrit rząd w Bagdadzie zgromadził wielotysięczne siły, nad którymi dowództwo objął gen. por. Abdul-Wahab al-Saadi. Gen. mjr Jaber al-Waeli z dowództwa operacyjnego w prowincji Salah ad-Din poinformował, że do opanowania Tikritu wydzielono po dziesięć batalionów wojska i policji oraz tuzin 300-osobowych grup szyickich milicjantów – razem około 20 tys. osób. Inne źródła podają jednak, że w ofensywie brało udział 30 tys. osób, ale tylko do 4 tys. z nich było żołnierzami regularnej armii irackiej. Dominowały mające bliskie powiązania z Iranem szyickie milicje, które wystawiły prawdopodobnie aż 20 tys. ochotników. Do tego należy dodać sunnickich bojowników plemiennych (od tysiąca do 5 tys. osób). Liczba bojówkarzy z Państwa Islamskiego w Tikricie mogła zaś sięgać nawet 13 tys., ale według innych źródeł są to dane zawyżone. Można jednak założyć, że siły rządowe miały nad islamistami znaczącą przewagę, zarówno jeśli chodzi o ludzi, jak i uzbrojenie.

Pierwszym ruchem irackich sił rządowych było przejście przez tereny rolnicze na wschód od Tikritu i zablokowanie go w ten sposób od zachodu. 7 marca 2015 roku uderzyły one na Al-Dawr na południu, a 9 marca zajęły Al-Alam na północy (na wschodnim brzegu Tygrysu). Islamiści próbowali ograniczyć możliwości działania rządowego lotnictwa przez podpalenie znajdujących się w pobliżu Tikritu szybów naftowych, co spowodowało powstanie wielkich chmur dymu. Innym sposobem na spowolnienie ofensywy były ostrzały snajperów i podkładanie na drogach improwizowanych urządzeń wybuchowych.

Mimo sporych strat siły rządowe zaciskały pętlę wokół Tikritu. W ich rękach znalazło się następnie północne przedmieście, Al-Kadisija, tym razem na zachodnim brzegu Tygrysu. Irakijczycy opanowali też częściowo Albu Adżil, między rzeką a lotniskiem w Tikricie Wschodnim. Do tego nastąpiło silne uderzenie od zachodu. W wyniku tych działań zajęto co najmniej połowę miasta. I tak 12–13 marca został oczyszczony z wrogów wschodni brzeg Tygrysu. Reszta Tikritu jednak nadal pozostawała pod kontrolą Państwa Islamskiego.

W tym czasie pojawiły się pierwsze informacje o brutalnym odwecie szyickich milicjantów i żołnierzy na schwytanych islamistach, których torturowano i zabijano na różne sposoby, między innymi przez dekapitację. Podobno również islamiści mieli zabijać, jako dezerterów, tych ze współtowarzyszy, którzy próbowali na własną rękę opuścić Tikrit. To jednak stawało się coraz trudniejsze, bo ich konwoje były atakowane przez irackie śmigłowce. Później, 23 marca 2015 roku, odkryto wykorzystywany przez islamistów tunel między Al-Alam a Tikritem, co uniemożliwiło im wymykanie się tą drogą z miasta.

Czynnik irański

W połowie marca ofensywa została wyhamowana. Pozostali w mieście bojownicy Państwa Islamskiego (mogło być ich do 2 tys.) wiedzieli, że nie mają co liczyć na miłosierdzie zwycięzców, więc zaciekle się bronili. Ważną pozycją obronną był dawny pałac Saddama Husajna na zachodnim brzegu Tygrysu. Choć siły rządowe miały przewagę liczebną i ogniową, ich postępy były niewielkie, bo przeciwnik rozmieścił tysiące improwizowanych urządzeń wybuchowych i min pułapek. Ogromnym zagrożeniem dla szturmujących byli snajperzy, a do tego islamiści próbowali wykorzystywać cywilów jako żywe tarcze.

W walkach o centrum Tikritu siły rządowe używały artylerii lufowej i rakietowej różnego kalibru oraz samolotów i śmigłowców. Długo do akcji nie włączało się jednak lotnictwo koalicji pod przywództwem Amerykanów. Powodem było zaangażowanie Iranu w operację w Tikricie. Teheran już wcześniej dostarczył broń i inny sprzęt wojskowy oraz instruktorów do szkolenia ochotniczych milicji irackich szyitów, takich jak Organizacja Badr, Liga Sprawiedliwych czy brygady Hezbollahu. Ahmad al-Asadi, rzecznik zorganizowanej w czerwcu 2014 roku mobilizacji ludowej, w której ramach funkcjonują milicje szyickie w Iraku, potwierdził, że Iran dostarczył im broń i amunicję „bez ograniczeń i warunków”. Teheran przekazał ciężkie uzbrojenie: pojazdy pancerne, czołgi, działa i wyrzutnie rakiet oraz pieniądze. Skierował do Iraku personel wojskowy z bezzałogowymi statkami powietrznymi. Co więcej, irański gen. mjr Qassem Soleimani, dowódca operacji zagranicznych Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, odgrywał kluczową rolę na etapie planowania i ofensywy na Tikrit.

Zaciekły opór islamistów spowodował, że 25 marca 2015 roku amerykańskie lotnictwo uderzyło na ich pozycje. Naloty były skutecznym narzędziem militarnym, ale wywołały rozdźwięki polityczne w obozie irackim. Jak powiedział stojący na czele amerykańskiego dowództwa centralnego gen. Lloyd Austin, na nalotach zależało rządowi irackiemu. Dodał, że nie będą one prowadzone „w koordynacji lub kooperacji z szyickimi milicjami”. Waszyngton postawił warunek, że z Tikritu mają się wycofać szyickie grupy paramilitarne (część nich USA uznają za organizacje terrorystyczne) i ich irańscy doradcy. Przeciwni włączeniu się Stanów Zjednoczonych do bitwy byli liderzy milicji, którzy zarzucali Amerykanom, że chcą „ukraść” ich zwycięstwo. Niektórzy ogłosili, że wycofają się z dalszej walki z islamistami. Z kolei szyicki lider religijny, wielki ajatollah Ali al-Sistani ostrzegł przed rozłamem.

27 marca 2015 roku siły rządowe rozpoczęły ostatnią fazę oczyszczania miasta z islamistów. 31 marca przejęły kontrolę nad siedzibą gubernatora prowincji, a także opanowały centralne więzienie. Ogłoszono zakończenie bitwy o Tikrit, choć w jego ruinach ukrywali się jeszcze islamiści. 5 kwietnia 2015 roku szacowano, że może być jeszcze pół tysiąca desperatów gotowych dokonywać ataków samobójczych. Jednak zorganizowany opór islamistów ustał.

Trudne sojusze

Nie wiadomo, ilu bojowników Państwa Islamskiego w Iraku i Syrii zabito podczas walk w Tikricie. Prawdopodobnie co najmniej kilkuset. Nie wiadomo też, ilu ekstremistów schwytano, bo dość powszechną praktyką było zabijanie ich tuż po zatrzymaniu, czego świadkami byli między innymi dziennikarze Agencji Reutera. Po stronie rządowej mogło zginąć około tysiąca żołnierzy i szyickich milicjantów.

Premier Haider al-Abadi nazwał zajęcie Tikritu wielkim sukcesem, ale wydarzenia następnych dni, do których doszło w mieście, położyły się na nim głębokim cieniem. Członkowie milicji szyickich, którzy pozostali tam do końca walk, dopuszczali się rabunków, podpalali domy, sklepy oraz budynki publiczne. Nie doszło do masowego odwetu na miejscowych sunnitach, gdyż przytłaczająca większość mieszkańców Tikritu uciekła już na przełomie lutego i marca na samą wieść o ofensywie rządowej.

Walki o miasto każą też postawić pytanie, w jakiej kondycji jest armia iracka, która została w ubiegłym roku rozbita przez islamistów. Choć na papierze były setki tysięcy żołnierzy, wartość bojowa dużej części okazała się znikoma. Ogromnym problemem jest, jak określają osoby znające irackie realia, „endemiczna korupcja”. Część wyższych wojskowych para się nielegalnym handlem bronią, która później trafia też do islamistów. Armia do bitwy o Tikrit zdołała wysłać kilka razy mniej ludzi niż ochotnicze milicje szyitów. Najbardziej istotną siłą rządową w tej operacji okazały się dysponujące śmigłowcami szturmowymi lotnictwo i jednostki specjalne.

Rząd premiera Al-Abadiego jest zdany na szyickich ochotników. Przewodniczący Kolegium Szefów Sztabów gen. Martin Dempsey podał, że milicje stanowią około dwie trzecie jego sił. Na razie mobilizacja ludowa deklaruje lojalność wobec władz w Bagdadzie, niemniej jednak problemem są jej powiązania z Iranem, co niepokoi Stany Zjednoczone. W Waszyngtonie coraz większe zaangażowanie Teheranu w konflikt w Iraku jest uważane za element rozbudowy przez Iran strefy wpływów w regionie.

Rosnące znaczenie grup paramilitarnych o jednoznacznej sekciarskiej konotacji po irackiej stronie rządowej może stanowić duże utrudnienie w dalszej walce przeciwko Państwu Islamskiemu w Iraku i Syrii. Choć wśród milicjantów panuje duch walki, to jednocześnie często są oni skłonni do rewanżyzmu na tle sekciarskim. Dla niektórych wojna jest też okazją do zdobycia łupów.

Prawdopodobnie spora część mieszkańców zachodniego – w większości sunnickiego – Iraku z ulgą przyjęłaby upadek brutalnych rządów islamistów, ale wielu, widząc plądrowanie Tikritu, boi się odwetu. Ów strach przed wyzwolicielami i antagonizm szyicko-sunnicki mogą spowodować napływ chętnych do szeregów Państwa Islamskiego. Tym bardziej że wielu sunnitów jeszcze przed szabrowaniem Tikritu z niechęcią odnosiła się do politycznej dominacji wyznawców innego odłamu islamu, pamiętając działania poprzedniego premiera, Nuriego al-Malikiego.

 

Tadeusz Wróbel

autor zdjęć: USMC





Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO