PRZEWRÓT PAŁACOWY

Gąsienicowe 155-milimetrowe samobieżne haubice przez prawie pół wieku były uznawane za niekoronowane królowe współczesnej artylerii wsparcia. Ich panowanie dobiega jednak końca.

Najpewniejszym sposobem na zatrzymanie przeciwnika lub przełamanie jego pozycji jest precyzyjny ostrzał artyleryjski. Nie zawsze można bowiem liczyć na samoloty czy śmigłowce – choćby ze względu na ograniczenia związane z używaniem ich w czasie złej pogody. Każda armia na świecie potrzebuje zatem wsparcia artylerii.

Chrzest bojowy

Za najlepsze do tego typu zadań NATO uznało na początku lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku haubice kalibru 155 milimetrów. Na ostatecznym wyborze zaważyły doświadczenia z wojny w Korei, gdzie 105-milimetrowe działa, których Amerykanie mieli sporo w swoim wyposażeniu (również w wersji samobieżnej – M7 Priest), nie były w stanie zapewnić odpowiedniego wsparcia ogniowego. Bojowy chrzest zdały za to celująco holowane haubice M114 o kalibrze 155 milimetrów. Produkowane w latach 1941–1953, trafiły do ponad 40 armii na całym świecie, a Amerykanie używali ich do końca lat siedemdziesiątych. Fenomenem wręcz jest to, że po sześciu dekadach od zakończenia produkcji armie 22 państw nadal mają takie działa w swoim wyposażeniu!

NATO wybrało kaliber 155 milimetrów jako ten najwłaściwszy dla artylerii wsparcia, ale każdemu członkowi sojuszu pozostawiło wolną rękę co do typu konstrukcji – można wybrać działo holowane, na ciężarówce albo na podwoziu gąsienicowym.

 

Amerykanie początkowo postawili na gąsienice. Prace badawczo-rozwojowe nad nową samobieżną haubicą, która miała zastąpić M7 Priest, rozpoczęto jeszcze w trakcie wojny koreańskiej. Do końcowych testów na przełomie 1959 i 1960 roku zakwalifikowały się dwie konstrukcje – M108 o kalibrze 105 milimetrów i M109 o kalibrze 155 milimetrów. Zwyciężyła ta druga propozycja.

M109 do służby została wprowadzona w 1963 roku i swój bojowy chrzest przeszła w Wietnamie. Wypadł on na tyle dobrze, że tysiące M109 trafiło nie tylko w US Army. Do 1969 roku rząd amerykański sprzedał swoim sojusznikom ponad 1600 takich armat, w tym ponad 600 Niemcom. Działa kupiły również Belgia, Kanada, Kuwejt, Etiopia, Norwegia, Egipt, Austria, Włochy, Jordania, Izrael, Maroko, Peru, Portugalia, Hiszpania, Szwajcaria, Korea Południowa, Iran, Arabia Saudyjska, Tunezja, Wielka Brytania, Tajwan, Dania, Holandia, Pakistan, Grecja, Libia, Oman, Tajlandia, Szwajcaria, Chile.

Kiedy M109 sprzedawała się jak ciepłe bułeczki, Pentagon zdecydował już o rozpoczęciu prac nad następcą dla wysłużonych holowanych M114, głównie dla piechoty morskiej – gąsienicowe M109 niezbyt pasowały do koncepcji dynamicznych działań marines. Prototyp M198, bo takie oznaczenie otrzymała nowa haubica, pojawił się w 1969 roku, a do seryjnej produkcji działo trafiło w 1978 roku. Kiedy zaledwie po siedmiu latach służby M198 w 1985 roku amerykańska armia ogłosiła, że poszukuje nowej lekkiej haubicy kalibru 155 milimetrów, większość ekspertów nie kryła zdziwienia.

Wymagania wobec nowego systemu artyleryjskiego dla amerykańskiej armii przygotowano w 1986 roku. Chodziło przede wszystkim o to, żeby konstrukcja miała nie gorsze parametry bojowe (zasięg i szybkostrzelność) niż M198, a jednocześnie znacznie mniej ważyła – nie więcej niż cztery tony. Zbudowania nowego działa podjęła się brytyjska firma Vickers Shipbuilding and Engineering, która parę lat później stała się częścią BAE Systems. O tym, jak długi i kosztowny jest proces opracowywania nowych armat, najlepiej świadczy fakt, że pierwsze seryjne egzemplarze haubicy o symbolu M777 trafiły do służby w 2003 roku!

Wróćmy jednak do połowy lat osiemdziesiątych. Europejscy sojusznicy USA z dużym sceptycyzmem przyjęli decyzję Pentagonu o rozpoczęciu prac nad nową haubicą holowaną. Nie brakowało głosów, że Amerykanie chcą w ten sposób pokazać państwom Starego Kontynentu, iż potrafią budować lepsze uzbrojenie − w 1978 roku weszła bowiem do służby nowa haubica holowana opracowana wspólnie przez Niemców, Brytyjczyków i Włochów. Wskazywano również, że Amerykanie, dając priorytet (przynajmniej tymczasowy) konstrukcjom holowanym, wyraźnie odcięli się od europejskich planów opracowania samobieżnych haubic kolejnej generacji. Choć projekt działa SP-70 (na podwoziu czołgu Leopard I), nad którym pracowali wspólnie Niemcy, Brytyjczycy i Włosi, upadł w 1985 roku, to Niemcy i Brytyjczycy kontynuowali badania nad własnymi rozwiązaniami – odpowiednio PzH 2000 i AS-90.

Amerykanie nie mieli jednak wątpliwości przy wyborze konstrukcji. Wojna w Wietnamie, a później konflikty na Bliskim Wschodzie i wreszcie wojna o Falklandy pokazały, że żołnierze potrzebują artylerii wsparcia, która będzie w stanie towarzyszyć im na każdym kroku, bez względu na intensywność działań oraz szybkość przemieszczania się poddziałów. Jednym słowem artyleria musiała być tak mobilna i szybka, jak „wynalazek” wojny wietnamskiej, czyli kawaleria powietrzna.

Haubica M198, choć była bardzo dobrą konstrukcją, której do dziś używa jedenaście armii świata, w tym amerykańska, australijska, marokańska, iracka, tunezyjska i pakistańska, ważyła jednak ponad siedem ton i mogły ją transportować jedynie ciężkie śmigłowce – takie jak CH-47 Chinook. Amerykanie chcieli zaś, aby działa przewożone były maszynami kawalerii powietrznej i piechoty morskiej – UH-60 Black Hawk.

Co ciekawe, Francuzi podzielali opinię Amerykanów, że w przyszłości konflikty będą opierać się głównie na siłach szybkiego reagowania. Tamtejsza armia również zdecydowała się na początku lat dziewięćdziesiątych na zastąpienie dopiero co wprowadzonych do użytku (w 1989 roku) 155-milimetrowych haubic TR F1 nową konstrukcją. Francuzi, w odróżnieniu od Amerykanów, nie zdecydowali się jednak na działo holowane. Ich wybór padł na haubicę montowaną na podwoziu ciężarówki. Zgodnie z założeniami Ceasar (akronim słów „camion équipe d’un système d’artillerie”, czyli ciężarówka wyposażona w system artyleryjski) miała ważyć około 17 ton.

Artyleryjskie trendy

Przełom XX i XXI wieku przyniósł prawdziwy wysyp nowych haubic. W 1992 roku Brytyjczycy wprowadzili do służby ważące 42 tony samobieżne działo gąsienicowe AS-90, o zasięgu maksymalnym 30 kilometrów. W 1998 roku służbę w Bundeswehrze rozpoczęły ważące 55 ton samobieżne działa PzH 2000 o zasięgu maksymalnym 40 kilometrów. Rok później swoje najnowsze, ważące 47 ton i mające zasięg 40 kilometrów, samobieżne haubice K9 Thunder odebrała południowokoreańska armia. Latem 2001 roku zaprezentowano zaś prototyp Kraba, polskiej 155-milimetrowej samobieżnej haubicy. W 2003 roku Amerykanie otrzymali natomiast pierwsze M777, a Francuzi Ceasary.

Po dziesięciu latach od wprowadzenia do służby M777 jesteśmy świadkami artyleryjskiego przewrotu pałacowego. Na naszych oczach samobieżna artyleria bazująca na podwoziu gąsienicowym traci bowiem palmę pierwszeństwa na rzecz lżejszej i młodszej artylerii holowanej lub kołowej.

Generał brygady Jarosław Wierzcholski, były szef wojsk rakietowych i artylerii Wojsk Lądowych, przyznaje, że należało się spodziewać takiego scenariusza: „Artyleria samobieżna na podwoziu czołgowym jest droższa − i jeśli chodzi o zakup, i eksploatację − od jej kołowych odpowiedników, a tym bardziej od holowanych dział. Do niedawna jednak pancerz chroniący obsługę działa i zautomatyzowane systemy kierowania ogniem sprawiały, że warto było ponosić takie koszty. Rozwój amunicji do 155-milimetrowych haubic, w tym przede wszystkim pojawienie się pocisków o zasięgu przekraczającym 60 i 80 kilometrów, oraz opracowanie wydajnych systemów kierowania ogniem do haubic montowanych na podwoziu kołowym zmuszają jednak do zastanowienia się, czy zestawy gąsienicowe mają przyszłość”.

Dobrym przykładem możliwości lekkich haubic na podwoziu gąsienicowym jest szwedzki Archer. Opracowany dla tego działa system kierowania ogniem umożliwia oddanie w ciągu minuty dziewięciu strzałów i oddalenie się z miejsca prowadzenia ognia, zanim pierwsze pociski spadną na cel. Działo przystosowano do prowadzenia ognia pociskami Excalibur o zasięgu 60 kilometrów. Generał Wierzcholski podkreśla, że choć możliwości Excalibura są imponujące, to aby dokonał się artyleryjski przewrót pałacowy, na rynku musi się pojawić więcej podobnych konstrukcji i nie mogą one być zbyt drogie. Dopóki tak się nie stanie, będziemy obserwowali powolny proces rezygnowania z samobieżnych haubic gąsienicowych. A tak dzieje się już na całym świecie.

Amerykanie, którzy raczej nie oszczędzają na programach zbrojeniowych, w ostatnich latach zamknęli dwa projekty badawczo-rozwojowe nowego typu gąsienicowej artylerii samobieżnej – XM2001 oraz XM1203 Non-Line-of-Sight Cannon. Wprawdzie przedstawiciele Pentagonu nie wykluczają prac nad nowymi haubicami, jednak twierdzą, że na razie US Army z powodzeniem wystarczają zmodernizowane (do standardu Paladin) M109.

Kolejnym dowodem na rewolucję w artylerii są plany niemieckich sił zbrojnych, czyli największego użytkownika samobieżnych haubic na podwoziu gąsienicowymi PzH 2000. Tamtejsza armia, pozbywając się pancernych zagonów, zaplanowała również głębokie skadrowanie prawie wszystkich pułków artylerii.

W plany niemieckiej armii doskonale wpisuje się ogłoszona niedawno przez rząd Indii decyzja o zawieszeniu programu pozyskania samobieżnej haubicy gąsienicowej z jednoczesnym dofinansowaniem badań nad 155-milimetrowym działem na podwoziu ciężarówki. Zbudowania kołowej haubicy podjął się lokalny gigant motoryzacyjny – firma Tata.

Czy zatem warto rozwijać polską haubicę Krab? Taktykę i nowe uzbrojenie powinniśmy dostosowywać do położenia geograficznego naszego kraju, a nie wpasowywać się w światowe trendy. Polska armia do obrony granic potrzebuje zarówno haubic gąsienicowych, jak i dział na podwoziu kołowym. Powinniśmy więc nie tylko rozwijać Kraba, lecz także dołożyć wszelkich starań, by sukcesem zakończył się projekt jego kołowego kuzyna – Kryla. I spokojnie obserwować z boku, jak wielcy tego świata bawią się w artyleryjskie przewroty pałacowe.     

Krzysztof Wilewski

autor zdjęć: US ARMY





Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO