moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Wojny wygrywa rezerwa

10 lat temu wraz z uzawodowieniem armii wojsko musiało zacząć szukać innych dróg odbudowy rezerw. Choć nie wszystkie się sprawdziły, dziś zwiększa się liczba szkolonych rezerwistów, a siły zbrojne mogą pochwalić się rosnącymi szeregami WOT-u. – Zaangażowanie społeczeństwa wielokrotnie decydowało o powodzeniu polskiego oręża – przypominają oficerowie ze Sztabu Generalnego.

„Jeśli chcesz pokoju, szykuj się do wojny”, mawiali starożytni i ta maksyma jest aktualna także dziś. Jeżeli jakiś mechanizm nie zadziała w czasie pokoju, tym bardziej nie zadziała podczas wojny. – Dlatego tak ważne jest posiadanie odpowiednich zasobów ludzkich, które będą gotowe do szybkiego użycia w czasie W i sytuacji kryzysowych. Bo założenie, że na przeszkolenie ludzi będziemy mieli 90 czy 180 dni – jak to optymistycznie przyjmowano w scenariuszach ćwiczeń kilka lat temu – jest fikcją – mówi Grzegorz Matyasik, zastępca dyrektora Departamentu Analiz Przygotowań Obronnych Administracji w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Trudno sobie jednak wyobrazić, by na przykład zagrożonych granic mieli bronić jedynie żołnierze zawodowi. – Powszechne zaangażowanie społeczeństwa wielokrotnie decydowało o powodzeniu polskiego oręża w zmaganiach z przeciwnikiem. W ocenie historyków modelowym przykładem jest organizacja i przebieg mobilizacji rezerw osobowych w 1939 roku – mówi gen. bryg. Jan Rydz, szef Zarządu Planowania Użycia Sił Zbrojnych i Szkolenia P3/P7 Sztabu Generalnego WP. Wtedy od marca do końca sierpnia udało się zmobilizować 950 tys. z planowanych 1 mln 300 tys. osób (ówczesne zasoby wynosiły 4 mln żołnierzy rezerwy).

REKLAMA

Czynne zasoby w zapaści

Z konieczności posiadania rezerw, mających wspomóc zawodowców podczas klęsk żywiołowych, ewakuacji ludności i innych sytuacji kryzysowych, a nade wszystko na wypadek wojny, zdaje już sobie sprawę niemal każda armia świata. Brytyjczycy mają Army Reserve, Amerykanie – m.in. Ready Reserve, a Francuzi – La réserve opérationnelle. W niektórych krajach uzupełnieniem rezerw operacyjnych są jeszcze ochotnicze formacje.

W polskich siłach zbrojnych sprawa wygląda nieco inaczej. – Rezerwę stanowią byli żołnierze zwolnieni z czynnej służby wojskowej, w tym z zawodowej lub kandydackiej, oraz osoby, które nie były w wojsku, a po przeprowadzonej kwalifikacji wojskowej zostały ujęte w ewidencji – tłumaczy mjr Wiesław Kaliszuk, specjalista Zarządu P3/P7 SGWP. W sumie to miliony osób, które można by powołać na czas W. Sęk w tym, że gros z nich nigdy nie miało kontaktu z wojskiem. Dlatego główny nacisk szkoleniowy należałoby położyć na tych z doświadczeniem. Czy faktycznie tak to wygląda w praktyce?

Przedstawiciele SGWP przyznają, że szkolenie rezerw osobowych na przestrzeni ostatnich 30 lat przebiegało z różną intensywnością. Jeszcze w czasach zasadniczej służby wojskowej nie było problemów z liczebnością tzw. czynnych zasobów. W 2005 roku przeszkolono 70 tys. osób, rok później o tysiąc mniej, w 2007 – 53 tys., a w 2008 – 45,5 tys. osób. W roku 2009 zdecydowano się na profesjonalizację polskiej armii, a wprowadzone wówczas przepisy zawiesiły niemal wszystkie rodzaje czynnej służby wojskowej, będące źródłem gromadzenia rezerw. – Przestano powoływać mężczyzn do zasadniczej służby, która każdego roku zapewniała znaczny dopływ szeregowych i podoficerów rezerwy, ale też studentów i absolwentów wyższych uczelni na przeszkolenie wojskowe, szczególnie istotne z punktu widzenia gromadzenia rezerw dla sił zbrojnych – mówi płk dypl. Cezary Janowski, zastępca szefa Zarządu P3/P7 SGWP.

Kolejne roczniki pełnoletniej młodzieży nie musiały już wkładać munduru i obowiązywała ich tylko kwalifikacja wojskowa. Młode osoby oceniano pod kątem przydatności do służby w wojsku, określano im kategorię zdolności do czynnej służby wojskowej i wydawano książeczkę wojskową. Potem z automatu trafiali do rezerwy.

Czas profesjonalizacji nie sprzyjał też przeszkolonym rezerwistom. Uzawodowiano stanowiska, zmieniano etaty jednostek, z czym całe wojsko miało mnóstwo roboty. Uznano wtedy, że nie jest to najlepszy czas, by do wojska wzywać rezerwistów. W latach 2009–2012 niemal całkowicie zaprzestano szkolenia rezerw, a w latach 2013–2015 były one szczątkowe (do 10 tys. osób rocznie). To wszystko sprawiło, że szeregi tych, którzy nigdy nie nosili munduru, rosły, a zasoby przeszkolonych szybko się kurczyły.

W przestrzeni publicznej zaczęły się pojawiać pogłoski o możliwym wprowadzeniu obowiązku służby wojskowej jako szybkiego sposobu na zwiększenie liczebności armii w czasie pokoju. Tak na przykład dwa lata temu zrobiono w Szwecji. Dzięki temu tylko w 2018 roku udało się tam przeszkolić 3750 żołnierzy, w 2019 zaś planuje się powołać kolejnych 5 tys. poborowych. Takie działanie ma doprowadzić do osiągnięcia stanu 55 tys. przeszkolonych osób w 2025 roku. Polskie wojsko postanowiło jednak poszukać innych dróg odbudowy zasobów. Od 2010 roku jednym ze źródeł pozyskiwania wyszkolonych rezerwistów stały się służba przygotowawcza oraz narodowe siły rezerwowe. – Trzon formacji mieli stanowić żołnierze rezerwy, którzy ochotniczo zawarli kontrakty na pełnienie służby. Pozostawali wówczas w gotowości do wykonywania zadań w wypadku zagrożeń militarnych i niemilitarnych, zarówno w kraju, jak i poza jego granicami – tłumaczy płk Korneliusz Łaniewski z Zarządu Organizacji i Uzupełnień P1 Sztabu Generalnego. Choć NSR faktycznie spełniały swoje zadania, jeśli chodzi m.in. o przeszkalanie rezerw, to służba przygotowawcza z czasem stała się przepustką do służby zawodowej. Z ponad 64 tys. ochotników, którzy wstąpili do NSR-u, blisko 28 tys. stało się zawodowcami. W praktyce mające liczyć 20 tys. żołnierzy narodowe siły rezerwowe nigdy takiego stanu nie osiągnęły. W najlepszym momencie, w 2016 roku, ich liczebność wynosiła około 13 tys. osób.

Co więcej, po utworzeniu wojsk obrony terytorialnej, które przejęły część zadań dotąd przypisanych NSR-owi, formuła tej formacji częściowo się wyczerpała. Kierownictwo Ministerstwa Obrony Narodowej postanowiło jednak jej nie likwidować. – Planujemy utrzymać NSR na poziomie 3 tys. żołnierzy. Chcemy umożliwić rezerwistom ochotnicze wykonywanie obowiązków w ramach NSR-u – tłumaczy płk Łaniewski.

Nie do końca udało się też zrealizować plan związany z korpusem szeregowych zawodowych. Po 12 latach służby mieli oni jako specjaliści zasilać rezerwy mobilizacyjne polskiej armii. – Szeregowi stawali jednak na rzęsach, by służyć jak najdłużej. Wyjeżdżali na misje, robili kursy, zdobywali uprawnienia, by móc awansować do korpusu podoficerskiego i stać się zawodowcami z uprawnieniami emerytalnymi – mówi Grzegorz Matyasik.

Kilka miesięcy temu MON poszło o krok dalej i w ogóle zniosło ograniczenie 12 lat służby dla żołnierzy najmłodszego korpusu. – A może trzeba było zrobić to nieco inaczej? W Szwecji też obowiązuje ograniczenie 12 lat służby, ale po tym czasie żołnierze otrzymują minimalne świadczenia emerytalne ściśle związane z byciem w rezerwie. Dzięki temu szwedzka armia ma rezerwy dobre pod względem jakości, bo zasilane przez byłych wojskowych – specjalistów – dodaje przedstawiciel KPRM-u.

Do koszar marsz

By nie dopuścić do całkowitego upadku systemu szkolenia rezerw, cztery lata temu wojsko postanowiło sukcesywnie zwiększać liczbę szkolonych rezerwistów. W 2015 roku przygotowano około 13 tys. osób, rok później – 15 tys., w 2017 – 25 tys., w 2018 roku – już około 30 tys. W 2019 roku zaplanowano przeszkolenie 38 tys. rezerwistów. – W 2020 roku liczba powołań będzie podobna do tegorocznej. Jeśli zajdzie potrzeba, w każdej chwili możemy ją zwiększyć – mówi płk Zbigniew Osada z Zarządu Organizacji i Uzupełnień P1 SGWP. I dodaje, że celem ćwiczeń jest podtrzymywanie i systematyczne doskonalenie umiejętności żołnierzy rezerwy. Ci, którzy w armii byli dość dawno, muszą też poznać sprzęt, wyposażenie i procedury. – Kluczowe pozostaje pytanie: jaka jest efektywność szkolenia? – zastanawia się Grzegorz Matyasik.

Sam jest porucznikiem rezerwy. Ma za sobą służbę w szkole podchorążych rezerwy, kilka ćwiczeń w rezerwie, a na ostatnie w ubiegłym roku zgłosił się w trybie ochotniczym. Jego wnioski z pobytu w koszarach nie napawają jednak optymizmem. – Odniosłem wrażenie, że ci ludzie, wyrwani ze swojej codzienności, zupełnie nie rozumieli, po co znaleźli się w koszarach. Ewidentnie zabrakło pomysłu na ich szkolenie. Może należałoby stworzyć taki system, w którym rezerwista cyklicznie i znacznie częściej bierze udział w ćwiczeniach, a jego przydział mobilizacyjny jest powiązany z doświadczeniem zawodowym nabytym w cywilu? – zastanawia się Matyasik.

Przedstawiciele Sztabu Generalnego przyznają, że liczby przeszkalanych z roku na rok będą rosły, co w efekcie ma się przełożyć na częstsze ćwiczenia. Bardziej praktyczny ma być też ich program. Gdy żołnierz rezerwy uzyska odpowiedni poziom wyszkolenia, będzie brał udział w najważniejszych przedsięwzięciach szkoleniowych jednostek, w tym ćwiczeniach poligonowych. – Rezerwy osobowe muszą się szkolić, by w razie potrzeby były gotowe do wsparcia armii. Ważne jest, by ci ludzie mieli świadomość swych powinności – dodaje płk dypl. Cezary Janowski ze Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.

To jednak niejedyny sposób na to, by poprawić efektywność przygotowania i zwiększyć liczbę rezerwistów. Innym mogłaby być tzw. aktywna rezerwa. Jako Regular Reserve funkcjonuje ona na przykład w siłach zbrojnych Wielkiej Brytanii. Tworzą ją byli wojskowi, wśród nich ci z kategorią A, dla których ta służba jest obowiązkowa po zdjęciu munduru. Cyklicznie biorą udział w trwających od 19 do 27 dni w roku ćwiczeniach. Otrzymują za to wynagrodzenie, przysługuje im również ulga podatkowa. W Stanach Zjednoczonych jest podobnie. Żołnierze zawodowi już w momencie podpisywania kontraktu zobowiązują się, że jego część wypełnią jako rezerwiści w Ready Reserve (rezerwa gotowa).

Grzegorz Matyasik dodaje, że w wielu armiach świata z aktywnością w rezerwie ściśle są związane świadczenia emerytalne. – U nas żołnierz kończy służbę zawodową, odchodzi z armii i choć zasila rezerwy, to tak naprawdę nic się z tym nie wiąże. Tych byłych wojskowych powinno się z powrotem wciągać na pokład. Może zobowiązanie do służby w rezerwie powinno być od samego początku związane z kontraktem zawodowca? – zastanawia się. Choć przedstawiciele Sztabu Generalnego przyznają, że rozwiązania aktywnej rezerwy w innych krajach bacznie obserwują, to teraz nie planują zmian w tej dziedzinie. – Żołnierze rezerwy z nadanymi przydziałami mobilizacyjnymi za udział w ćwiczeniach otrzymują uposażenie. A eneserowcy uprawnieni do emerytury wojskowej okres pełnienia czynnej służby w ramach NSR-u mogą mieć doliczony do wysługi emerytalnej – tłumaczy płk Osada. płk Osada.

Być może, jak proponuje Matyasik, warto byłoby się zastanowić nad upowszechnieniem przeszkolenia wojskowego na bazie istniejącego już systemu. – Każdy ochotnik do służby zawodowej w armii musiałby przejść tzw. szesnastkę w wojskach obrony terytorialnej. Po jej zakończeniu miałby do wyboru kilka wariantów – służbę przygotowawczą, studia wojskowe, wstąpienie do WOT-u lub rezerwę – mówi Grzegorz Matyasik. Podobne rozwiązanie funkcjonuje na przykład w Szwecji, gdzie wszyscy potencjalni żołnierze muszą ukończyć szkolenie podstawowe. Jeśli po nim nie zdecydują się na służbę zawodową lub w ochotniczej formacji wojsk obrony terytorialnej Hemvärnet, zostają przeniesieni do rezerwy (wzywani są raz na trzy, cztery lata na trzy-, czterotygodniowe ćwiczenia rezerwy).

Potencjał ochotników

Niebagatelne znaczenie w systemie szkolenia i odbudowie potencjału osobowego sił zbrojnych, a w perspektywie także w gromadzeniu rezerw osobowych, miało powołanie w 2017 roku wojsk obrony terytorialnej. Ta formacja jest przykładem umiejętnego wykorzystania potencjału społeczeństwa obywatelskiego. W motcie terytorialsów – „Zawsze gotowi, zawsze blisko” – zawiera się ich misja, czyli obrona i wsparcie lokalnych społeczności. W czasie pokoju mają przede wszystkim działać na terenie swojej małej ojczyzny: przeciwdziałać skutkom klęsk żywiołowych i je zwalczać, prowadzić akcje ratownicze w sytuacjach kryzysowych. Z kolei podczas wojny będą wspierać wojska operacyjne.

Docelowo wojska obrony terytorialnej będą liczyć ponad 53 tys. żołnierzy, z czego tylko około 10% stanowią zawodowcy. Trzonem formacji są zarówno osoby niemające wcześniej kontaktu z wojskiem, jak i byli żołnierze zawodowi. Szkolą się nie rzadziej niż raz w miesiącu, a każdego roku biorą udział w dwutygodniowym zgrupowaniu. – Obywatele zyskali możliwość pełnienia służby wojskowej w nowej formie, która umożliwia pogodzenie jej z życiem osobistym i pracą zawodową. Pojawiło się duże zainteresowanie służbą wojskową nowych osób. Dzięki takiemu podejściu możliwe jest racjonalne odbudowanie potencjału osobowego nie tylko w służbie czynnej, ale również w rezerwie – mówi gen. dyw. Wiesław Kukuła, dowódca WOT-u.

Podobnymi formacjami może pochwalić się wiele armii. W Stanach Zjednoczonych działa Gwardia Narodowa (National Guard), której oddziały bywają wykorzystywane w czasie pokoju przez gubernatora stanu do działań związanych z bezpieczeństwem wewnętrznym. Odpowiednik polskich WOT mają Estończycy (Kaitseliit – Siły Obrony), Łotysze (Zemessardze – Gwardia Narodowa) czy Litwini (Krašto apsaugos savanorių pajėgos – Ochotnicze Siły Obrony Narodowej). – Budowanie bezpieczeństwa militarnego powinno być udziałem wszystkich obywateli – mówi płk Janowski. Wielu specjalistów przyznaje, że takiej formacji brakowało od lat. – Jej żołnierze nie potrzebują wielogodzinnych zajęć z musztry, regulaminów, budowy wozów bojowych, lecz szkolenia taktycznego, typowego dla funkcjonowania wojsk obrony terytorialnej – zauważa Matyasik. Ale siłą WOT-u jest także ich dostępność, powszechny charakter, a także zdolność do szybkiej mobilizacji. Swoje atuty terytorialsi pokazali, gdy w maju 2019 roku po raz pierwszy zostali przydzieleni do pomocy w usuwaniu skutków klęsk żywiołowych – powodzi i trąby powietrznej w województwie lubelskim.

To niejedyne zalety nowej formacji. – Możemy mieć najlepsze samoloty, czołgi i wozy bojowe, ale bez ludzi, którzy wiedzą, co mają robić, nic z tego nie wyjdzie. W WOT istotny jest esprit de corps, który nawiązuje do ideałów Armii Krajowej – przyznaje przedstawiciel Kancelarii Premiera. I podkreśla, że identyczne podejście – oparte na motywacji ochotników, ich morale, poczuciu obowiązku wobec ojczyzny, obywatelskim zaangażowaniu i dumie z bycia rezerwistą – należy szerzej zastosować w budowaniu komponentu rezerwowego sił zbrojnych. MON powoli nad tym już pracuje. – Dostrzegamy rosnące znaczenie rezerwistów i chcemy budować pewien etos, tworzyć potencjał obrony oparty na patriotyzmie i bezinteresowności – przyznaje płk Janowski.

Wojsko to nie abstrakcja

Zmiana mentalności konieczna jest nie tylko w wojsku. Nie lada wyzwaniem są relacje z pracodawcami, którzy muszą się liczyć z absencją pracowników powołanych do czynnej służby wojskowej. Nie wszyscy rozumieją ideę rezerwy, a dla wielu wojsko to po prostu abstrakcja. Szlaki na tym polu próbują przetrzeć właśnie WOT, w których powstał projekt „Pracodawca”. Teraz szefowie rok wcześniej mogą zapoznać się z wykazem dni szkoleniowych swojego pracownika, a także dowiedzieć o przysługujących im świadczeniach pieniężnych. Częścią projektu są także spotkania z pracodawcami, którzy są zapraszani na wszelkiego rodzaju uroczystości, w tym przysięgi żołnierzy.

– Zależy nam na partnerskich relacjach z pracodawcami naszych żołnierzy i budowaniu ich świadomości, że dzięki zatrudnianiu żołnierzy WOT-u także oni sami przyczyniają się do podniesienia potencjału obronnego Polski– mówi ppłk Marek Pietrzak, rzecznik prasowy WOT-u. Jednym z elementów projektu był konkurs na najlepszego pracodawcę zatrudniającego terytorialsa. Laureatami finałowego etapu zostało 13 firm i instytucji, m.in. centrum naukowe, port lotniczy, szkoła podstawowa oraz firma spedycyjna. „Zatrudniam kilku żołnierzy WOT-u i jestem z tego bardzo dumny, co zawsze podkreślam przy okazji różnych spotkań zawodowych i prywatnych. Mają pasję, realizują się w wojsku. Ich umiejętności zawsze mogą się przydać w firmie”, mówi Wacław Orzech, szef Zakładu Przetwórstwa Owocowo-Warzywnego „Orzech”.

Sposób na młodzież

Nie tylko polska armia stoi przed wyzwaniem odbudowy rezerw osobowych. – Jednym z kierunków działań kierownictwa resortu obrony Słowacji, które mają poprawić gotowość obronną państwa, jest podnoszenie wśród obywateli świadomości i ich gotowości do obrony państwa. Z kolei siły zbrojne Finlandii od 2018 roku testują nowy program szkolenia poborowych i rezerwistów „Koulutus 2020” – zauważa gen. bryg. Jan Rydz. Pozyskanie rezerw stało się też w wielu krajach głównym celem specjalnych programów dla ochotników. W armii Stanów Zjednoczonych jest to np. Army Reserve Officers’ Training Corp, adresowany do uczących się osób w wieku 17–26 lat. Wojsko opłaca im studia w formie dwu-, trzy- lub czteroletnich stypendiów, w zamian ochotnicy służą w wojsku na przykład osiem lat, z czego cztery w tzw. aktywnej służbie, a kolejne cztery w komponencie rezerwowym. We Francji jednym ze sposobów zwiększania zasobów przeszkolonych rezerwistów jest oferta kontraktu rocznego, skierowana do młodych Francuzów, w wieku do 26 lat.

Polska armia także ma się czym pochwalić, jeśli chodzi o oferty skierowane do młodych ludzi. Przykład stanowi choćby uruchomiony w 2017 roku program dotyczący certyfikowanych wojskowych klas mundurowych, którego celem jest przygotowanie młodzieży zarówno do pełnienia czynnej służby, jak i bycia w rezerwie. Od września 2019 roku uczestniczy w nim ponad 6,8 tys. uczniów ze 124 szkół. – Te kilka lat nauki w klasie mundurowej to dla młodzieży intensywny okres szkolenia wojskowego, który niejednokrotnie weryfikuje ich predyspozycje i możliwości. Przynosi to uczniom konkretne korzyści. Oprócz dodatkowych punktów w rekrutacji na uczelnie wojskowe mają możliwość odbycia skróconej służby przygotowawczej – mówi Waldemar Zubek, dyrektor Biura do Spraw Proobronnych MON.

Z tych bonusów w tym roku mogli skorzystać pierwsi absolwenci programu. Część z nich próbowała swoich sił w egzaminach do wojskowych akademii, inni zdecydowali się na wstąpienie do wojsk obrony terytorialnej, a ponad 330 ochotników skorzystało z możliwości odbycia skróconej służby przygotowawczej. Ci ostatni po złożeniu przysięgi zasilili rezerwy WP. – Wiem, że spora grupa z nich planuje związać się zawodowo z wojskiem, ale reszta pozostanie doskonale przygotowanymi rezerwistami. Optymalny rezerwista to osoba, która nie tylko odbyła podstawowe przeszkolenie wojskowe, lecz także prezentuje postawę obywatelską i patriotyczną – jest gotowa do poświęcenia, świadoma tego, jaką wartością jest wolność, oraz zaangażowana na rzecz społeczności, w której żyje – mówi Zbigniew Ciosek, zastępca dyrektora Departamentu Edukacji, Kultury i Dziedzictwa MON.

Z myślą o studentach powstała z kolei Legia Akademicka. Nie jest ona żadną nowością, bo przeszkolenie wojskowe tej grupy młodych ludzi było już realizowane w przeszłości. W latach 2004–2008 odbyło je łącznie 14 543 studentów, ale od stycznia 2010 roku zostało zawieszone. W 2017 roku MON postanowiło wrócić do sprawdzonego rozwiązania. – Studenci – ochotnicy w ciągu roku akademickiego zaliczają część teoretyczną na uczelniach, a po jej zakończeniu, już w czasie wakacji, odbywają część praktyczną w wybranych jednostkach wojskowych i centrach szkolenia – wyjaśnia płk Piotr Bogusz, szef Oddziału Programowania Szkolenia Wojsk, Rezerw i Kształcenia Zawodowego w P3/P7 SGWP. W części praktycznej realizowane są dwa moduły szkoleniowe: podstawowy i podoficerski. Oba kończą się egzaminami oraz, po spełnieniu przez studenta określonych wymagań, mianowaniem odpowiednio na stopień starszego szeregowego rezerwy i kaprala rezerwy. Okazało się, że to dobry pomysł. W pierwszej edycji programu wzięło udział 61 uczelni i ponad 5 tys. studentów. Część teoretyczną na uczelniach zaliczyło 3,8 tys. z nich. Na praktyczne szkolenie wojskowe zgłosiło się łącznie 3,4 tys. studentów. Ukończyło je 2,7 tys., spośród których 2052 uzyskało stopień kaprala rezerwy. Druga edycja kształtowała się na bardzo podobnym poziomie: do programu przystąpiły 63 uczelnie, a finalnie moduł podoficerski ukończyło 2051 studentów.

Bolączką programu jest to, że jak dotąd nie udało się go wpisać w system powszechnej edukacji wojskowej i obowiązujący system szkolenia rezerw osobowych. Jak zapewniają przedstawiciele Departamentu Nauki i Szkolnictwa Wojskowego MON, prace nad tym trwają. – Przewidujemy, że ochotnicze wojskowe przeszkolenie studentów będzie mogło stać się formą służby przygotowawczej. Od obecnego modelu będzie się różniło tym, że moduły szkolenia, tj. podstawowy, podoficerski i oficerski, będą realizowane odpowiednio dłużej w trzech kolejnych latach studiów – mówi płk Dariusz Rewak, który w Departamencie Nauki i Szkolnictwa Wojskowego MON zajmuje się tym programem.
Co więcej, zakłada się, że na zakończenie modułów podoficerskiego i oficerskiego będą realizowane dwu-, trzytygodniowe praktyki specjalistyczne i dowódcze w jednostkach liniowych. Planowane jest także dopasowanie specjalności wojskowych do kierunków studiów.

Sprawa nas wszystkich

Nie ma wątpliwości, że konieczne jest wzmocnienie systemu rezerw osobowych polskiej armii. Położenie geopolityczne, zmiany w środowisku bezpieczeństwa, tworzenie potencjału obronnego – to wszystko sprawia, że trzeba położyć szczególny nacisk na szkolenie rezerwistów i przygotowanie ich do działania na czas W. Nie można jednak zapomnieć o jeszcze jednym. Konstytucyjny obowiązek obrony kraju spoczywa na każdym z nas. I często potencjał oraz determinacja zwykłych obywateli decydują o zwycięstwie lub porażce w konflikcie zbrojnym.

Paulina Glińska, współpraca Tadeusz Wróbel

autor zdjęć: DWOT

dodaj komentarz

komentarze

~Scooby
1573467780
Wojny wygrywa rezerwa - już większej bzdury nie można napisać. Rezerwa może podtrzymać stan konfliktu w krótkim okresie czasu. Wojnę wygrywa się zawodowcami. Nie każdą. Wojnę obronna wygrywa się przygotowaniem n.p. Wietnam lub wsparciem technologicznym Afganistan. Albo wsparciem zasobów ludzkich - wojna w Korei. Każdy konflikt zbrojny jest indywidualny i tylko wysublimowanymi środkami można go wygrać lub przegrać. Obecnie w dobie szybkiego przemieszczania się idei ,pomysłów, zasobów i usług najtrudniejsza jest faza okupacyjna. .... ..
EC-B4-95-43
~m
1573134660
A dlaczego WOT nie mogą liczyć np po 10 000 żołnierzy w każdym województwie?
A2-09-95-5F
~jacek
1573063680
Najpierw to trzeba wyszkolić wojsko zawodowe, żeby kto miał szkolić rezerwę. Wzywanie do rezerwy tylko dla picu , jak nie ma umundurowania, ani na miskę ciepłej zupy , jest głupotą
DB-5A-CA-C2
~Twój Nick
1573056420
Piłsudski powiedział"wolność sama się nie obroni". Naród który nie troszczy się o swoją wolność nie jest jej godzien. Czy Kowalski chce poświęcić SWÓJ czas i na Eco pieniędzy na Swoją gotowość obrony kraju? Pewnie ma to w d . Niech to zrobią jacyś frajerzy, on musi tyrać w korpo 5 dni żeby gdzieś wyjechać w weekend i się zabawić. A tu podstawią po niego wagon i dadzą one way Rocket na wschód i nie będzie dyskusji-panie Kowalski.
1A-6B-92-DC

Piotr Naimski: w 2022 roku Polska uniezależni się od rosyjskiego gazu
 
„Niepodległą mamy we krwi” – czas na podsumowanie
Ministrowie obrony NATO o sytuacji w Syrii
Polska pomoże Ukrainie walczyć z PTSD
GROM na kursie działań specjalnych
Wyzwania polskiej fotoniki
Wołyńskie lwie serca
Korpus podoficerów – tu zajdą zmiany
Minister Błaszczak nadal szefem resortu obrony
Razem się szkolą, razem walczą
Polscy lekkoatleci pokazali moc
Akcja „Niepodległą mamy we krwi” na finiszu
Żołnierze w drodze na misję w Libanie
Klasy wojskowe po nowemu
Żołnierze z „Błękitnej Brygady” w błękitnych beretach
Reserves Win Wars
Mariusz Błaszczak prawdopodobnie pozostanie na czele MON
Awanse generalskie dla dziewięciu oficerów
Unwanted Treaty
Jani, Miraculously Saved
Jakie podwyżki dla żołnierzy?
Nowelizacja ustawy o weteranach w Sejmie
Runda jesienna ligi piłkarskiej zakończona
Plan modernizacji marynarki wojennej
Doktorant WAT stypendystą Fulbrighta
KRS Formoza zachęca mężczyzn do badań
Jak Polacy wyzwalali Bredę
Muzeum w Żaganiu pomaga Spielbergowi
Plan modernizacji technicznej – lotnictwo
Zmiany emerytalne dla żołnierzy
Mroczne serce okupowanej Europy
Ludzie niebezpiecznej profesji
W Brukseli o sytuacji w Syrii i na wschodniej flance NATO
Szykują się zmiany w wojskowych emeryturach
Thin Blue Line
Trudna droga
T-72 strzelają na poligonie
ORP „Ślązak” gotowy do służby
Logistycy w akcji
PESCO z polskim projektem
Nowi generałowie Wojska Polskiego
Wielonarodowy Korpus ćwiczył dowodzenie
Nowy wiceminister w MON
„Sophia” – certyfikacja zaliczona!
Kto nie będzie rozmawiał z Ławrowem, będzie rozmawiał z Szojgu
Szpadzistki wygrały turniej o Puchar Świata w Tallinie
Obrona bez polityki
Nowa spółka lotnicza PGZ
Wojsko wchodzi w kadr
Sierż. Artur Pelo po raz czwarty zwycięzcą Ćwierćmaratonu Komandosa
Symbol zaklęty w dacie
Niechciany traktat
Sukces polskich żołnierzy na igrzyskach w Wuhan
Tyraliera terytorialsów
Podaruj upominek kombatantowi
Złoto i srebro maratończyków na zakończenie igrzysk
Eksperyment z przywództwa

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Inspektorat Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO