moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Specjals walczy o Śnieżną Panterę

Droga na szczyt była trudna i męcząca. Odczuwalna temperatura sięgała minus 60 stopni, wiał silny wiatr. Ostatnie godziny wspinaliśmy się z kolegą w zupełnej ciemności, ale nie poddaliśmy się. Jesteśmy pierwszą polską ekipą, która zimą weszła na Chan Tengri. To mój kolejny szczyt w drodze do zdobycia Śnieżnej Pantery – mówi „Hati”, żołnierz wojsk specjalnych.

O waszej wyprawie na Chan Tengri głośno było i w Polsce, i za granicą. Media podkreślały, że jesteście pierwszymi Polakami, którzy zimą zdobyli ten siedmiotysięcznik. Nikt wcześniej tego nie próbował?

„Hati”: Chan Tengrito najwyższa góra Kazachstanu. Niektórzy nazywają szczyt małym K2, bo panują tam bardzo surowe warunki. Nosi też miano najzimniejszej góry świata. Wymaga od wspinaczy dobrej kondycji i dużych umiejętności technicznych. Ponadto samo dotarcie do jej podstawy jest już nie lada wyczynem. Polacy wchodzili już na Chan Tengri, ale latem. Prawdopodobnie zimą na szczycie był jeszcze Denis Urubko, Kazach z polskim paszportem. Poza tym, z tego co wiemy, jesteśmy najpewniej czwartą ekipą na świecie, której udało wejść na Chan Tengri zimą. A na pewno jesteśmy pierwsi, którzy na Chan Tengri weszli bez żadnego wsparcia. Cały sprzęt, wyposażenie i jedzenie nieśliśmy sami. Z ważącymi 40 kilogramów plecakami maszerowaliśmy siedem dni przez lodowiec Inylczek. Dopiero po 70 kilometrach dotarliśmy do base camp. 

Na wyprawę nie pojechałeś sam. Kto Ci towarzyszył?

Nieco ponad rok temu do zdobycia siedmiotysięczników namówił mnie mój kolega, Piotr Krzyżowski, który jest ratownikiem Beskidzkiej Grupy GOPR. To on zorganizował projekt o nazwie „Beskid Pamir Expedition”. Jego ideą jest zdobycie Śnieżnej Pantery. To rosyjskie wyróżnienie alpinistyczne, które otrzymuje się za wejście na pięć siedmiotysięczników. W ubiegłym roku zdobyliśmy już Pik Lenina (7135 m n.p.m.) i Pik Komunizma (7495 m n.p.m.). Tam właśnie poznaliśmy utytułowanego himalaistę Jacka Telera oraz Mariusza Baskurzyńskiego, zdobywcę tytułu Śnieżnej Pantery. Jacek Teler zaproponował mojemu partnerowi wspinaczkowemu, Piotrowi Krzyżowskiemu, udział w zimowej wyprawie w góry Tienszan w Kirgistanie. Celem miał być szczyt Chan Tengri. Wpisywało się to idealnie w nasze plany zdobycia Śnieżnej Pantery, więc przystaliśmy na tę propozycję. A poza tym, po prostu się cieszyliśmy, że mamy szansę dokonać tego, co dotąd udało się zimą niewielu osobom na świecie. Na początku stycznia ruszyliśmy zatem w czwórkę: Piotr i ja oraz Jacek Teler i Mariusz Baskurzyński.

Opowiedz o Śnieżnej Panterze. Czym jest to wyróżnienie?

Jak już wspomniałem, to rosyjskie wyróżnienie alpinistyczne nadawane za zdobycie pięciu siedmiotysięczników, które w przeszłości znajdowały się na terenie ZSRR.  Są to: w Pamirze Pik Komunizma (7495 m n.p.m.), Pik Korżeniewskiej (7105 m n.p.m.) i Pik Lenina (7134 m n.p.m.), a w paśmie Tienszan Pik Pobiedy (97439 m n.p.m.) i właśnie Chan Tengri (7010 m n.p.m.) W środowisku ludzi zajmujących się wspinaczką wysokogórską odznaka Śnieżnej Pantery jest bardzo doceniana. Jej posiadacze cieszą się większym uznaniem, niż ci, którzy zdobyli Mont Everest, ale wspomagali się tragarzami, komercyjnymi firmami czy tlenem. A gdy ktoś wchodzi na jeden ze szczytów zimą, to szacunek jest jeszcze większy.

Domyślam się, że wspinaczki nie zacząłeś od zdobywania siedmiotysięczników…

Pochodzę z niewielkiej miejscowości w Beskidach, więc w górach się wychowywałem. Już jako dziecko zdobywałem okoliczne szczyty. Próbowałem też sił w Tatrach, a następnie latem i zimą w Alpach. Kilka razy wszedłem m.in. na Mont Blanc, Matterhorn, Grosglockner, GrosVenediger, Dufourspitze, Breithorn. Wspiąłem się też na Kilimandżaro w Afryce i Islan Peak oraz Ama Dablam w Himalajach. Bardzo lubię wspinaczkę oraz wszelkie formy narciarstwa czy jazdę na rowerze. Sport jest nieodłączną częścią życia. Dużo biegam, ukończyłem np. UTMB (jeden z najtrudniejszych ultramaratonów terenowych w Europie – red.), bieg na dystansie 170 km wokół Mont Blanc, dwukrotnie LUT na dystansie 120 km (Lawaredo Ultra Trail – red.) i wiele innych ultramaratonów w kraju i za granicą.

Długo przygotowywaliście się do ekspedycji na Chan Tengri?

O kondycję byliśmy spokojni, bo jesteśmy z Piotrem osobami aktywnymi fizycznie, poza tym służba w wojsku czy w GOPR wymaga od nas dobrej formy. Trzeba było jednak zgromadzić wyposażenie, odpowiednie do panujących w Tienszanie warunków klimatycznych. Każdy w plecaku miał więc specjalne śpiwory, namioty, kombinezony puchowe, buty do wspinaczki wysokogórskiej, kuchenkę, zapas gazu, latarkę, baterie, telefon satelitarny i cały sprzęt wspinaczkowy: liny, taśmy, karabinki, śruby lodowe, raki, czekan i uprzęże. Oczywiście musieliśmy przygotować także jedzenie na miesiąc pobytu w górach. Postawiliśmy na żywność liofilizowaną i batony energetyczne. Gdy wszystko spakowaliśmy, okazało się, że każdy na plecach będzie dźwigać około 40 kilogramów.

Coś was zaskoczyło? Byliście gotowi na panujące w górach warunki?

Mieliśmy dobry ekwipunek i silną motywację, ale przyznam, że było nam ciężko. Już na początku drogi musieliśmy przejść około 70 kilometrów po lodowcu Inelczyk. Pokonywaliśmy zamarznięte rzeki lodowcowe, unikaliśmy szczelin. Po siedmiu dniach trekkingu dotarliśmy na wysokość 4200 metrów, gdzie jest barak po starej, opuszczonej rosyjskiej bazie. To był nasz base camp. Tam odpoczywaliśmy po wyczerpującym marszu, a potem, by dobrze przyzwyczaić organizmy do dużej wysokości, ruszyliśmy wyżej. Pierwsza próba wejścia o 1000 metrów wyżej zakończyła się niepowodzeniem – przez złą pogodę i lawiny. Drugie podejście było już szczęśliwe. Na wysokości 5200 metrów rozbiliśmy obóz. Pogoda zaczęła nam sprzyjać. Było słonecznie, przez co temperatura wynosząca ok. minus 25 stopni w dzień nie była tak dokuczliwa, jakby się mogło wydawać. Założyliśmy więc kolejny obóz, na wysokości 5900 metrów. To miała być nasza ostatnia baza wypadowa przed zdobyciem szczytu. Zaporęczowaliśmy tam trudniejsze fragmenty drogi linami, wykopaliśmy jamę śnieżną i po dwóch noclegach na tej wysokości zeszliśmy ponownie do obozu bazowego, gdzie musieliśmy się zregenerować przed atakiem szczytowym.

Byliście na wysokości 5900, czyli nieco ponad 1000 metrów poniżej szczytu i zeszliście w dół?

Na tym polega aklimatyzacja. Wchodzi się wysoko, a śpi nisko. W ten sposób przyzwyczaja się organizm do niskiego ciśnienia i mniejszej zawartości tlenu w powietrzu. Jak dobrze zrobi się aklimatyzację, to można uniknąć choroby wysokogórskiej, która objawia się najczęściej zawrotami głowy, nudnościami, wyczerpaniem, a w skrajnym przypadku może doprowadzić do obrzęku mózgu lub płuc, a więc nawet do śmierci.

Jacek Teler nie podjął się wspinaczki. Poszliście w górę tylko we trzech.

Rzeczywiście, do ataku szczytowego gotowi byliśmy we trzech, ja z Piotrem oraz Mariusz Baskurzyński. Jacek z przyczyn zdrowotnych został w base campie. Finalnie jednak skład i tak się zmienił. Mariusz miał lekkie odmrożenia i zrezygnował ze wspinaczki na szczyt. Dlatego na wierzchołek Chan Tengri poszliśmy tylko z Piotrem.
Ostatnią noc przed atakiem szczytowym spędziliśmy na wysokości 5900 metrów w wykopanej wcześniej jamie śnieżnej. Mogliśmy się schronić przed szalejącym na zewnątrz wiatrem. Następnego dnia, wiedząc, że ma być trochę słabszy wiatr rozpoczęliśmy finalny etap wspinaczki. Ruszyliśmy po godzinie 8 rano, kiedy wzeszło słońce, bo dzięki temu łatwiej było znieść ponad 40 stopniowy mróz. Różnica wysokości w pionie wynosiła 1100 metrów, ale do przejścia tak naprawdę było 5 kilometrów.

Czy na tym ostatnim etapie wspinaczki mieliście jakieś kryzysowe sytuacje?

Nie było żadnych kryzysów, choć przyznam, że poczułem się niepewnie, kiedy rozdzieliliśmy się z Piotrem. Musieliśmy pojedynczo pokonać lodową ścianę, przez co zrobił się między nami kilkudziesięciominutowy odstęp. Ja nie mogłem czekać. Temperatura spadła do ok. minus 40 stopni, ale odczuwalna oscylowała w granicach minus 60 stopni. No i ostatecznie, po dziewięciu godzinach wspinaczki, dotarłem na szczyt.

Jaka była Twoja pierwsza myśl na Chan Tengri?

Że strasznie wieje. Ale tak serio, to bardzo się ucieszyłem. Było już ciemno, więc nie mogłem podziwiać widoków. Zrobiłem kilka zdjęć, nagrałem krótki filmik i musiałem wracać. Byłem już głodny i zmęczony. Ucieszyłem się, gdy pod szczytem, na polach śnieżnych, spotkałem Piotra. On dotarł na szczyt godzinę później.

I co dalej? Macie już plany na kolejne ekspedycje?

Na razie spędzamy czas w domu, z rodziną. Cieszymy się sukcesem i leczymy małe odmrożenia, których nabawiliśmy się na Chan Tengri. Za wcześnie, by planować, ale chcielibyśmy dokończyć walkę o Śnieżną Panterę. A potem może ruszymy jeszcze wyżej.

Jesteś żołnierzem wojsk specjalnych, służysz w Jednostce Wojskowej Nil. Czy zamiłowanie do wspinaczki można wykorzystać w służbie?

Zdecydowanie tak. Jestem instruktorem wspinaczki skalnej, instruktorem narciarstwa oraz instruktorem technik linowych w ratownictwie lotniczym. I choć w służbie jestem ratownikiem medycznym, to nieraz prowadziłem zajęcia z żołnierzami w górach.


„Hati” ma 36 lat, jest podoficerem w wojskach specjalnych. W armii służy od 18 lat, obecnie w Jednostce Wojskowej Nil. W czasie służby wojskowej czterokrotnie był na misjach poza granicami kraju: raz w Iraku, trzy razy w Afganistanie.

Rozmawiała Magdalena Kowalska-Sendek

autor zdjęć: arch. prywatne

dodaj komentarz

komentarze

~Hati S.
1554520980
Kolego K. Jako pierwsi Polacy zimą A nie jako pierwsi Polacy bo latem tam było conajmniej 7 Polaków w tym conajmniej jedna kobieta.
FD-AC-C9-0C
~K.
1554291900
Nie jako pierwsi Polacy. 18.08.2011 roku solo zdobył ten szczyt Tomasz Kowalski, który zginął schodząc z Broad Peak, po pierwszym zimowym wejsciu w 2013r.
EC-E4-C2-93

Wojna USA i Izraela z Iranem. Walki powietrzne i incydenty na morzu
Zagrzmiały K9 Thunder
Debiut ogniowy Borsuków
Nie ma nudy
The Army Builds Drones
Trwa ewakuacja Polaków z Bliskiego Wschodu
Ustawa o SAFE uchwalona. Opozycja przeciw
Wyższa rekompensata dla rannych weteranów
Nowe amerykańskie pociski uderzyły w Iran
Medycyna i wojsko łączą siły
SAFE – pieniądze, które będą służyć Polsce
Zginęli, bo walczyli o wolną Polskę
Gdy woda czy kredki są wyjątkowym prezentem
Kaszubia dla lokalnej społeczności
Gala MMA coraz bliżej
Wojsko na pomoc Polakom na Bliskim Wschodzie
Marynarze generała Franciszka Kleeberga
Nowe brygady i inwestycje WP
Kosiniak-Kamysz: Priorytetem jest bezpieczeństwo
Drony w akcji: operatorzy z 17 BZ pokazali swoje możliwości
Gen. Rozwadowski – wizjoner i zwycięzca wymazany z pamięci
Koniec olimpijskich zmagań
Konflikt na Bliskim Wschodzie przybiera na sile
Outside the Box
Północnica, czyli nocne szkolenie terytorialsów
Ośmioro żołnierzy-lekkoatletów na podium halowych MP
ORP „Wodnik” zimową porą
Szlify pod lodem
Wózki na Leopardy
Nie stracić głowy w razie zagrożenia
Cios w serce reżimu
METS po nowemu
Walka o pierwszą dziesiątkę
Sejm uchwalił ustawę o SAFE
Buzdygany – nagradzamy najlepszych
Rośki i Borsuki kuszą SAFE-m
Stalinowski wyrok śmierci na tysiącach Polaków
Iran grozi „otwarciem wielkich bram ognia”
Wojskowi w akcji po tragedii w DPS-ie
Nowa linia kolejowa w Małopolsce
Są pierwsze działania po wyjściu Polski z konwencji ottawskiej
Together on the Front Line and Beyond
Bezpieczeństwo to priorytet
W Waszyngtonie upamiętniono sierż. Ollisa
Polsko-słowacka współpraca zbrojeniowa
Powstaje nowa fabryka Jelcza
Cichy zwiadowca dla polskiej armii
Nie pozwala spocząć na laurach
Kosiniak-Kamysz: Pieniądze z SAFE są bardzo potrzebne
Oko na Bałtyk
Borsuki, ognia!
Wojsko ewakuuje Polaków z Bliskiego Wschodu
Piekło „Pługa”
Więcej pieniędzy dla żołnierzy na mieszkanie
Polski bezzałogowy myśliwiec dla Turcji
Kosmiczny nadzór
Przeprawy na Odrze
Podwójny emeryt, jedno świadczenie
Senat przyjął ustawę o SAFE głosami koalicji
Zacięta walka o medale pod siatką

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO