moja polska zbrojna
Strona którą odwiedzasz korzysta z plików cookies. Ustawienia dotyczące tych plików można zmienić w opcjach przeglądarki używanej do przeglądania Internetu.
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o plikach cookies przeczytaj Politykę cookies.
Jeśli ustawienia cookies nie zostaną zmienione, podczas przeglądania strony informacje automatycznie zapisywane będą w pamięci Twojego urządzenia.
Nie pokazuj mi więcej tego komunikatu: kliknij tutaj

„Wilk”. To ja jestem liderem

Zadania nie były wyśrubowane, trudniejsze okazały się warunki, w jakich żołnierze musieli je wykonać. Przy braku snu, w izolacji, często odczuwając ból 30 podoficerów walczyło o tytuł „Wilka”. Kurs przywództwa ukończyło 20 żołnierzy 15 Brygady Zmechanizowanej. – Patrzyliśmy, czy przejmują inicjatywę i mają autorytet u podwładnych – mówią instruktorzy. 



„Rzuć mnie na pożarcie wilkom, a wrócę dowodząc watahą” pod takim hasłem w giżyckiej jednostce odbył się kurs przywództwa. Wzięli w nim udział młodsi podoficerowie służący w 15 Brygadzie Zmechanizowanej. Nazwa szkolenia pochodzi od pierwszych liter słów: waleczność, inicjatywa, lojalność, kreatywność. – To cechy, które powinien mieć lider. Dlatego chcemy, aby kurs obudził w żołnierzach rolę przywódcy – mówi st. chor. sztab. Benedykt Komarzewski, starszy podoficer Dowództwa 15 Brygady.

Tajemnica „Wilka”

W tym roku o tytuł „Wilka” walczyło 30 żołnierzy. Na co dzień są dowódcami drużyn i sekcji w 15 Brygadzie Zmechanizowanej. Kilkudniowy kurs rozpoczął się od próby wytrzymałościowej. Ten etap nikomu nie sprawił trudności – wszyscy przebiegli w pół godziny na 5 km. Ale to był dopiero początek zmagań, choć instruktorzy podkreślali, że ekstremalnych zadań nie przygotowano. – Bazowaliśmy na podstawach żołnierskiego rzemiosła: taktyce, terenoznawstwie, łączności, strzelectwie, walkach wręcz – uspokajał kpt. Tomasz Dembiński, współautor kursu. Jednak tajemnica „Wilka” tkwi w zupełnie czym innym. – Zadania owszem, nie są trudne, bo tu chodzi o warunki, w jakich trzeba je wykonać. Zmęczenie, stres, braku snu, odizolowanie od świata zewnętrznego i częsty ból fizyczny powodują, że nawet najprostsze polecenia stają się skomplikowane. Mam za sobą 12 lat służby, a to jeden z trudniejszych kursów, w jakich brałem udział w naszej Brygadzie – przyznaje kpr. Paweł Wróblewski, strzelec wyborowy, instruktor. Jak podkreślają organizatorzy, wszystko to ma swój przemyślany cel. – Zmęczenie, nieprzespane noce, zaskakujące zwroty wydarzeń i pewna gra psychologiczna najlepiej ujawniają kto tak naprawdę ma predyspozycje na dowódcę – przyznaje kapitan.

Obudź w sobie lidera

Każdy z żołnierzy biorących udział w kursie raz dowodził kolegami, a innym razem był w roli podwładnego. Podoficerowie mierzyli się w kilkunastu różnych zadaniach, a ich wiedza i umiejętności sprawdzane były w dzień i nocy. Wojskowi musieli tworzyć bazy patrolowe, wykonywać zasadzki czy na trasie kilkunastu kilometrów odnaleźć wyznaczone punkty. – Rolą dowódcy drużyny jest wsparcie dowódcy plutonu. Patrzyliśmy więc czy żołnierze potrafią przejąć inicjatywę, czy mają ciekawy pomysł na wykonanie zadania, czy mają autorytet wśród podwładnych i w końcu czy potrafią być przywódcą i pociągnąć za sobą żołnierzy – opowiada por. Dariusz Letki, który razem z 13 innymi instruktorami obserwował każdy krok kursantów.



Szkoleniowcy zwracali uwagę nawet na pozornie błahe sprawy. – Na przykład odpoczynek. To dowódca decyduje, kiedy jego podwładni mogą iść spać. Jeśli zlekceważy naturalne potrzeby i nie da swoim żołnierzom chwili wytchnienia, to już podczas zadania zaczną mu zasypiać, albo popełniać błędy. Trzeba umieć dowodzić – kwituje kpt. Dembiński.

Choć wyzwania były podobne do tych z ubiegłorocznego kursu, instruktorzy zadbali o element zaskoczenia. – Celowo zmienialiśmy kolejność zadań i formułę niektórych z nich. Dołożyliśmy też kilka ćwiczeń psychologicznych, żołnierze musieli na przykład rozwiązać proste testy wiedzy w warunkach zdekoncentrowania, przy bardzo głośnej muzyce – opowiada kpt. Dembiński. Kapral Wróblewski dodaje, że właśnie zmiany i poczucie niepewności, to obok zmęczenia, jeden z trudniejszych momentów całego kursu.

Ostatecznie do celu dotarło 20 żołnierzy. Dwa ostatnie zadania wykonali w terenie podczas tzw. dwudobówki. Działali w ramach jednego plutonu, podzielonego na drużyny. – Do przejścia mieli kilkanaście kilometrów i mniej więcej tyle samo zadań bojowych do wykonania. Musieli na przykład przygotować zasadzkę, zorganizować sobie jedzenie, znaleźć posterunek obserwacyjny przeciwnika i go zlikwidować. Pod koniec byli już bardzo zmęczeni, ale też równie mocno zdeterminowani, by dotrzeć do mety – mówi por. Letki.

REKLAMA

Skuteczny jak wilk

Kurs odbył się w Giżycku po raz drugi. Organizatorzy przyznają, że hasło „Rzuć mnie na pożarcie wilkom, a wrócę dowodząc watahą” bardzo dobrze oddaje ideę szkolenia. Choć od pierwszej edycji minęło niecałe pół roku, to żołnierze, którzy w nim uczestniczyli, już pokazali, że zasługują na emblemat „Wilka”. – Ubiegłoroczni uczestnicy potrafili zdobytą wiedzę wykorzystać dowodząc swoimi pododdziałami. Mówię tu chociażby o intensywności szkolenia, tworzeniu scenariuszy zajęć, przejmowaniu inicjatywy. Wielu z nich uwierzyło we własne możliwości – chwali kpt. Dembiński.



Potwierdza to kapral Wróblewski, uczestnik ubiegłorocznego kursu. – Poza tym, że mam więcej pewności siebie, inaczej patrzę na kwestie dowodzenia i odpowiedzialności. Zobaczyłem, że prowadząc zajęcia, nie muszę powielać utartych schematów, że wystarczy odrobina kreatywności, by uczynić je ciekawymi dla podwładnych – mówi podoficer.

Kurs „Wilk” w 15 Brygadzie ma się odbywać raz na kwartał. – Widzę taką potrzebę, bo korpus podoficerski wymaga wzmocnienia. Nie chodzi jednak o kursy obowiązkowe, ale takie, na których żołnierze ujawnią swoje predyspozycje liderów. Już po pierwszej edycji tych, którzy pokazali, że spełniają się w dowodzeniu, poprzesuwałem na bardziej odpowiedzialne stanowiska – mówi gen. bryg. Jarosław Gromadziński, dowódca 15 Brygady Zmechanizowanej.

Według planów kurs mają przejść wszyscy podoficerowie młodsi giżyckiej brygady. – Mamy wielu ochotników, ale są i tacy, którzy tego kursu się boją. Wiedzą, że wymagania są bardzo wysokie, emblemat „Wilka” można zdobyć tylko dzięki dużej wiedzy, umiejętnościom i przygotowaniu kondycyjnemu. Ale to dobrze, bo nosić go powinni tylko najlepsi – mówi st. chor. sztab. Komarzewski.

PG

autor zdjęć: arch. 15 BZ

dodaj komentarz

komentarze

~Andrzej Wojtusik
1492373220
Czuje się wywołany do tablicy. Kolejna edycja kursu ukierunkowanego na przywództwo to dowód na potrzebę. Potrzebę kompetencji przywódcze których tak na prawdę nie szkolimy bo za bardzo nie wiemy jak? Kurs WILK bliźniaczo przypomina mi inny kurs o tym samym profilu który mieliśmy i mamy. Najwyższa pora aby usiadły do stołu umysły z SPWL oraz WSO i podzielili się kompetencjami. Przywództwo musimy uczyć w sposób trzy etapowy, skoordynowany i kompleksowy. Dla tego rzucam wyzwanie i sugeruje spotkanie zainteresowanych i odpowiedzialnych za temat stron. trzeba temat uściślić wy standaryzować i zacząć działać. Bo Jednostki Wojskowe tak na prawdę są odbiorcami tych umiejętności a nie nauczycielami. W JW ma się odbywać szkolenie stricte bojowe. Do nauki przywództwa są szkoły, przez lata nie było na to klimatu i było jak było. Ale dziś myślę ze jest szansa działajmy a nie "wierzgajmy nóżkami w miejscu." To moja osobista opinia.
55-64-0B-33

Polski kontyngent w drodze na misję
Krwiodawcy w mundurach
Kawalerzyści wzmocnią wschodnią flankę NATO
Saperzy w dolinie Wisły
W Łodzi stanął pomnik ku czci ofiar katastrofy smoleńskiej
Polscy lotnicy na misji przeciw Daesz
Gen. Rozwadowski – bohater Bitwy Warszawskiej
Bomby z Nitro-Chemu dla jastrzębi
Szkolenia i kursy dla terytorialsów
Strategiczne kontrakty Belmy
Jak rodziła się legenda Legii Cudzoziemskiej
Samoloty AWACS, czyli radary na polskim niebie
Kolejny rekordowy kontrakt Jelcza
Śmigłowcowy przetarg pod lupą CBA
Gotowi do misji nad krajami bałtyckimi
Witold Pilecki: twórca konspiracji w obozie Auschwitz
Żołnierz nowym mistrzem Polski w biegu na 10 000 m
Przygotowania spadochroniarzy do sezonu
Dzień Weterana w Giżycku
„Uskok” patronem batalionu OT?
Nowy polski automatyczny granatnik
Arktyczny marsz Rosji
Dotrzemy do prawdy
Unia Europejska dyskutowała o wspólnej polityce obronnej
Samoloty piątej generacji na świecie
Wiwat specjalsi!
Polscy czołgiści na międzynarodowych zawodach
MON chce zmienić kluczowe dla wojska ustawy
Pamięci bohaterskich skoczków AK
Kawaleria lata w górach
Marynarze z ORP „Czernicki” oddali hołd „Kujawiakowi”
Mistrzowie rozpoznania
Drugie miejsce „Machałka” w Diamentowej Lidze
Żołnierze walczyli na Turnieju im. Feliksa Stamma
Wynagrodzenia żołnierzy będą rosły
Obrona terytorialna stanęła do przysięgi
Gotowi do „Noble Jump’17”
Metoda na samobójcę
Polska kluczowym krajem wschodniej flanki NATO
Lepiej wynająć niż sprzedać. MON o powojskowych nieruchomościach
Sto lat płk. Stachiewicza
Będą podwyżki dla pracowników wojska
W Senacie o zasługach gen. Hallera dla polskiej niepodległości
Jan Olszewski: W Polsce obserwujemy działania agentury wpływu
Strategiczny Przegląd Obronny – MON ujawniło szczegóły
Żołnierze AK uwolnili setki więźniów z obozu NKWD
Zwycięstwo Polaków na Monte Cassino
Zwycięzcy ze Świętoszowa
Polscy żołnierze w Rumunii i na Łotwie
Wniosek o wotum nieufności odrzucony
Wakacje dla dzieci żołnierzy
Siła polskich specjalsów
Szkoliliśmy Afgańskie Tygrysy
St. szer. Monika Michalik mistrzynią Europy w zapasach
Minister spotkał się z weteranami

Ministerstwo Obrony Narodowej Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Żandarmeria Wojskowa Inspektorat Uzbrojenia Inspektorat Implementacji
Innowacyjnych Technologii Obronnych
Dowództwo Garnizonu Warszawa

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO