moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Zmiana irackiego reżimu à la Obama

George W. Bush zmienił reżim iracki zbrojnie i wyszło źle. Prezydent Obama robi to samo, ale dyplomacją – jak mu pójdzie? – zastanawia się Patrycja Sasnal, analityk z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Stosunki amerykańsko-irackie przypominają relacje pana i sługi co najmniej od 2003 r. Stany Zjednoczone otworzyły wówczas prawdziwą puszkę Pandory i wykreowały obecny Irak za pomocą 158 tys. wojsk w szczytowym okresie. Obaliły sunnitę Saddama Husajna, rozwiązały służby siłowe i narzuciły nowym władzom szyickim pomysł na debazyfikację – oczyszczenie życia publicznego z członków socjalistycznej partii Baas – na wzór denazyfikacji powojennych Niemiec. Pozostawili w ten sposób kilka milionów sfrustrowanych, pozbawionych pracy sunnitów bez widoków na przyszłość w nowym Iraku.

Trylion dolarów na umocnienie Iraku

W kolejnych latach, 2005–2008, Irak pogrążył się w wojnie domowej między sunnitami, szyitami, Kurdami, innymi mniejszościami i oczywiście Amerykanami. Bilans tej wojny to oficjalnie 190 tys. ofiar, a nieoficjalnie nawet ponad pół miliona. Każda ofiara śmiertelna zostawiła po sobie dużą rodzinę, opłakującą stratę i z dużym prawdopodobieństwem obwiniającą o nią Stany Zjednoczone. Tak do kilku milionów sfrustrowanych baasistów dołączyło kolejne kilka milionów wściekłych i rozżalonych krewnych ofiar. W sumie wyliczenia dają ponad 10 milionów niechętnych Amerykanom mieszkańców Iraku, łącznie z tymi, którzy przez lata zastanawiali się, dlaczego jątrzący podziały premier Nuri al-Maliki dostaje tak duże amerykańskie wsparcie finansowe i wojskowe. W rezultacie – jak mówi David Ignatius – Amerykanie wydali „trylion dolarów i 5 tys. amerykańskich żołnierzy na umocnienie Iranu w regionie” oraz wyhodowali rzeszę 20 milionów Irakijczyków gotowych sprzymierzyć się z kimkolwiek, byle nie z popieranym przez Amerykanów al-Malikim.

Obama wycofuje żołnierzy

Wtedy przyszedł Obama i zrobił to, co rekomendował słynny raport Iraq Study Group  z 2006 r.: wycofał z Iraku amerykańskie wojska. W 2009 i 2010 r. nie można było przewidzieć, że Bliski Wschód zaraz wybuchnie. Mogło to się stać 10 lat wcześniej, bądź 10 lat później. Odpowiedzialności za wycofanie wojsk Obama nie ponosi, wręcz przeciwnie – zgodnie z rekomendacjami raportu, napisanego przez dziesięciu kluczowych amerykańskich dyplomatów – powinien był to zrobić. W przeciwnym wypadku nigdy władze irackie nie poczułyby się odpowiedzialne za kraj. Świadome antyamerykanizmu grałyby na nim, wpychając USA w coraz to nowsze zadania. Wycofanie sił amerykańskich było pierwszym sprawdzianem samorządności irackiej – sprawdzianem, który premier Maliki oblał prowadząc politykę segregacji religijnej i marginalizacji politycznych rywali.

Powstaje kalifat Islamskiego Państwa

Wówczas ujawnili się dżihadyści. Przeczekawszy wyjście Amerykanów nie sądzili, że dostaną dodatkowy prezent w postaci wojny domowej w Syrii i nagłego napływu gotówki z Zatoki Perskiej oraz sprzętu z Libii i Iraku. Kilka tysięcy niedobitków wojny w Iraku zainstalowało się w 2011 i 2012 w jednej z najbiedniejszych prowincji Syrii – Raqqa na północy. Żerując na lokalnej syryjskiej frustracji i biedzie, zasileni pieniędzmi od donatorów i z rabieży rozrośli się w kalifat Islamskiego Państwa, przekroczyli łatwą pustynną granicę z powrotem do Iraku i tam zaczęli prawdziwą ekspansję pośród milionów rozczarowanych życiem ludzi. Część komentatorów amerykańskich od razu oskarżyła o taki obrót spraw Obamę, który „przedwcześnie” wycofał wojska. Ale dziś wydaje się, że Obama działa swoim sposobem i być może uda mu się osiągnąć zmianę reżimu za pomocą dyplomacji z małym komponentem wojskowym.

„Inteligentna siła” Obamy

Mało kto dziś pamięta hasło, pod którym Obama chciał prowadzić politykę zagraniczną w 2009 r.: była to inteligentna siła (smart power) – użył jej właśnie w Iraku. W czerwcu, gdy dżihadyści opanowali Mosul, Obama nie odpowiedział pozytywnie na prośby Malikiego o pomoc. Wiedział, że taka reakcja przerzuciłaby ciężar odpowiedzialności za złą politykę Bagdadu z rządu Malikiego na Amerykanów. Pentagon zdawał sobie też sprawę, że zagrożenie ze strony dżihadystów nie jest tak duże, żeby trzeba było natychmiast interweniować. Domyślamy się, że od czerwca do sierpnia administracja amerykańska najpierw próbowała zmusić samego premiera do oddania władzy, a gdy to okazało się niemożliwe, intensywnie nakłaniała graczy politycznych wokół Malikiego, by opuścili go – w przeciwnym wypadku USA nie pomogłyby, kiedy naprawdę zajdzie taka konieczność. Gdy na początku sierpnia dżihadyści podeszli prawie pod Irbil – stolicę irackiego Kurdystanu – nadarzyła się dobra okazja do demonstracji amerykańskiej siły. Obama zarządził ostrzał pozycji artylerii dżihadystów, pomoc wojskową dla Kurdów i akcję humanitarną na rzecz religijnych mniejszości jako wisienkę na torcie możliwości USA. Być może ta demonstracja okazała się gwoździem do trumny autorytarnego Malikiego, którego w końcu opuścili sojusznicy, nawet jego własna partia i Iran.

Dyplomacja zamiast bomb

Wydaje się więc, że stosując dyplomację zamiast bomb – albo przynajmniej nie tylko bomby, bo Amerykanie jednak ostrzeliwują pozycje dżihadystów – Obama osiąga zamierzony efekt i doprowadza do obalenia niekoncyliacyjnego Malikiego. Z drugiej jednak strony nie wiadomo, czy premier elekt Haidal Al-Abadi zdoła sformułować taki rząd, który naprawdę wyśle w iracki eter sygnał o zmianie polityki. Jeśli tak się ma stać, będzie on potrzebował amerykańskiej pomocy – wojskowej i finansowej. Tę pomoc musi następnie zaoferować dzisiejszym śmiertelnym wrogom – sprzymierzonym z dżihadystami sunnitom. Podobnej taktyki użył George W. Bush w Iraku w 2007 r., gdy pieniędzmi przekonał lokalnych przywódców, by odwrócili się od Al-Kaidy. Dla powodzenia takiej operacji potrzebne będzie też współdziałanie Arabii Saudyjskiej.

W długiej perspektywie naprawdę niewiele zależy od Obamy i USA. Irak – siódmego największego producenta ropy na świecie – toczy problem biedy. Według danych Banku Światowego 28 proc. ludności żyje poniżej granicy ubóstwa. Rozdźwięk między władzami w Bagdadzie a zróżnicowanym społeczeństwem jest ogromny. Mieszkańcy Iraku są młodzi, ponad 60 proc. nie ukończyła 30 lat – jakie polityczne wydarzenia pamiętają ze swojego życia? Serię amerykańskich interwencji – wojnę w Zatoce Perskiej 1990 r., operację Pustynny Lis z 1998 r., wojnę w Afganistanie 2001 r. i atak na Irak w 2003 r. Ci młodzi ludzie i wyliczone wyżej miliony sfrustrowanych Irakijczyków szybko swojej historii nie zapomną i szybko nowym władzom w Bagdadzie nie zaufają. Ale z tym problemem muszą sobie poradzić sami Irakijczycy, a nie Amerykanie.

Komentarz Patrycji Sasnal ukazał się na stronie www.pism.pl.

Patrycja Sasnal
ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych

dodaj komentarz

komentarze


Kolejne sukcesy „armii mistrzów”
Przyszłość AI w wojsku
Co z wysługą po powrocie do wojska?
Krótszy łańcuch, lepszy efekt
Srebro światowego czempionatu dla polskiej zapaśniczki
Skąd nadleciał ukraiński dron?
MON proponuje zmiany przepisów ubiorczych
Jelcze, Rosomaki i czołgi ze Śląska z mniejszym CIT
Powrót do wojska, pytania o emeryturę
Bataliony Chłopskie – bojowe szeregi polskiej wsi
Więcej niż rehabilitacja
Generał z cienia
Kolejne OPW w przyszłym roku
Bałtyk do głębi
Trałowce po nowemu
Grecki test współdziałania
Bój na cyberpoligonie
Zacięta rywalizacja o prymat w crossie
Bombowiec na dnie Bałtyku
Sprawdzian bielskich desantowców
Na co stawia AWL? Drony, wargaming, wirtualne pole walki
Nigdy nie zostawiamy swoich
Polska i Wielka Brytania umacniają strategiczne partnerstwo
Nowy pocisk do Patriotów
Leopardy atakują z zarośli
Byliśmy i jesteśmy żołnierzami
Ćwiczenia „koalicji chętnych” w Polsce
Flanka pod strażą
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
Promień nie do zniesienia
Nowe Rosomaki tym razem w Poznaniu
MSPO 2026 – serwis specjalny „Polski Zbrojnej”
Ratunek pod ogniem
Miliardy z SAFE dla polskich firm zbrojeniowych
MON zmienia system gotowości obronnej
Nowe Groty wkrótce w armii
„Horyzont” przedłużony
Szkolenia przed „Orką”
Podoficer po nowemu
Jak Polska wykorzystuje unijne pożyczki
Kolejne MiG-i-29 polecą do Ukrainy
Modelowy test na poligonie
Prezydent na RBN-ie
Bursztynowa Dywizja obroniła prymat w boksie
Więcej FlyEye dla polskich żołnierzy
Abordaż z polskim wsparciem
Gorący lipiec PKW Łotwa
Prawie 200 mld zł na zbrojenia w projekcie budżetu
Żołnierska pamięć na wieki
Napastnik z nożem? Co robić, podpowiada ekspert
Kolejne Kraby w Czarnej Dywizji
DiBaX ‘26 – eksperymenty dla rozwoju NATO
‘Blind’ Sees More
Unijne miliony na amunicję krążącą
MON dementuje informacje o braku pilotów F-16
Traszki do zadań specjalnych
Constans historii
Cztery medale żołnierzy w strzelectwie, pływaniu i podnoszeniu ciężarów
Ratunek dla rannego nadleciał z powietrza

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO