LOTY SPECJALNE

Pięć samolotów transportowych i kilkudziesięciu żołnierzy poleciało do oddalonego o 6 tys. km Nepalu. Ruszyli z pomocą mieszkańcom, którzy ucierpieli podczas ostatniego trzęsienia ziemi.

To jedna z najbardziej odległych misji humanitarnych, jaką wykonali żołnierze w historii naszej jednostki”, mówi płk pil. Krzysztof Cur, dowódca 8 Bazy Lotnictwa Transportowego w Balicach. To właśnie on na początku maja dowodził komponentem lotników z 3 Skrzydła Lotnictwa Transportowego, którzy ruszyli z pomocą do Nepalu. Do Katmandu poleciały dwa transportowce C-130 Hercules z 33 Bazy z Powidza i trzy samoloty CASA C-295M z 8 Bazy z Balic oraz 50 żołnierzy, wśród nich dowódcy załóg, drudzy piloci, technicy pokładowi, loadmasterzy, nawigatorzy i ratownik medyczny z zespołu ewakuacji medycznej.

„O wylocie do Nepalu dowiedzieliśmy się 30 kwietnia. Czasu na przygotowanie było niewiele”, przyznaje płk Cur.

Sześć tysięcy na liczniku

„Dopiero co wróciliśmy z Finlandii, skąd transportowaliśmy do Muzeum Lotnictwa w Krakowie unikatowy samolot myśliwski Caudron CR.714. Każdy odliczał czas do długiego weekendu. W Grupie Działań Lotniczych w Powidzu panował zgiełk… Chwilę później dostaliśmy nowe zadanie. Za 24 godziny mamy znaleźć się w oddalonym o ponad 6 tys. km Nepalu”, opisuje por. pil. Tomasz Kozłowski z 33 Bazy.

Przygotowania ruszyły w obu jednostkach. Na początek ustalono trasę przelotu. Na jej podstawie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zabiegało o zgody dyplomatyczne na udostępnienie przestrzeni powietrznej danego kraju lub lądowanie. Według przepisów, o takie pozwolenie należy występować z kilkunastodniowym wyprzedzeniem. Ponieważ jednak chodziło o pomoc humanitarną (Relief Flight), procedury skrócono.

Ustalono, że herculesy wystartują z Warszawy, a casy ruszą z Balic. Transportowce musiały przelecieć nad terytorium Słowacji, Węgier, Bułgarii, Turcji, Gruzji, Kazachstanu, Azerbejdżanu, Turkmenistanu, Uzbekistanu, Afganistanu, Pakistanu i Indii. „Jeden dzień zajęło nam uporanie się ze sprawami organizacyjnymi. Sporo uwagi poświęciliśmy także na przygotowanie lotnicze. Musieliśmy sprawdzić każde lotnisko na trasie, zweryfikować obowiązujące tam procedury, zapoznać się z mapami. Sprawdzaliśmy także, jaka będzie pogoda”, tłumaczy mjr Sławomir Byliniak, dowódca załogi jednego z samolotów C-295M.

Ostatecznie, do Nepalu wystartowało 2 maja pięć maszyn. Na ich pokładach lecieli przedstawiciele MSZ-etu, Caritasu oraz około 40 t ładunku. Za dostarczenie pomocy humanitarnej odpowiadały różnego rodzaju fundacje. Pośród darów dla potrzebujących znalazły się między innymi koce, żywność i środki chemiczne. „Z przekazów medialnych wiedzieliśmy, że w Nepalu brakuje niemal wszystkiego, a ponad 30-stopniowe upały i wstrząsy wtórne są dla mieszkańców dużym problemem”, dodaje por. Kozłowski.

Obóz w Nowym Delhi

Polscy żołnierze wylądowali w stolicy Indii i założyli tam swego rodzaju obóz. „Do Delhi casy doleciały po 15 godzinach, a herculesy po około 11. Byliśmy wykończeni. Przywitały nas potworny upał i bardzo wilgotne powietrze. O czwartej rano termometry wskazywały 42oC”, opisuje mjr Byliniak z 8 Bazy. „Po ponad 24 godzinach pracy w przesiąkniętych potem kombinezonach marzyliśmy tylko o odpoczynku”, uzupełnia por. Kozłowski. Zgodnie z przyjętym wcześniej planem piloci stacjonowali w Indiach, a do oddalonej o nieco ponad 1000 km stolicy Nepalu – Katmandu, mieli latać dwa razy na dobę. „Lotnisko w Delhi jest duże i pozwala na postój większej liczby samolotów. W Katmandu było to po prostu niemożliwe”, tłumaczy płk Krzysztof Cur. „Do Nepalu z pomocą ruszyły samoloty z całego świata, przez co lotnisko wprowadziło ograniczenia w ich przyjmowaniu. Dlatego, kiedy jeden lądował tam z pomocą humanitarną, kilka innych czekało w tzw. holdingu w powietrzu”, dodaje dowódca 8 Bazy. Oficer tłumaczy także, że lądowanie w Katmandu wymagało od pilotów ogromnej precyzji. Lotnisko w stolicy Nepalu jest otoczone wysokimi górami, a niezbyt długi pas nie pozwala pilotom na żadne błędy.

Ze względu na duży ruch lotniczy w Katmandu płk Cur zdecydował, że pomoc humanitarną z Indii do Nepalu będą dostarczać wyłącznie samoloty C-130. „Hercules może zabrać na pokład więcej ładunku i szybciej pokona trasę do Nepalu. Mimo to załogi C-295M były utrzymywane w ciągłej gotowości”, przyznaje płk Cur. Jako dowódca komponentu musiał koordynować przeloty pomiędzy Nowym Delhi a Katmandu. Uzgadniał z przedstawicielami polskiej ambasady możliwość wystartowania, kontaktował się także z przedstawicielami różnych fundacji oraz strażakami, którzy ruszyli do Nepalu z misją ratunkową. Jeśli chodzi o tych ostatnich, bardzo dobrze wspomina współpracę z bryg. Marcinem Kopczyńskim i bryg. Mariuszem Feltynowskim.

Nie było łatwo. „Spałem po dwie godziny na dobę”, wyjawia pułkownik. „Telefony dzwoniły bez przerwy. Bardzo trudno było uzgodnić godzinę wylotu do Katmandu, bo przez te upały każdy chciał latać w nocy”.

„Lecieliśmy nad chmurami na wysokości 6300 m, a niebo na wschodzie rozbłyskało gamą wszystkich odcieni czerwieni. Nawigator pokazywał nam, który z wyrastających tak strzeliście ośmiotysięczników to Mount Everest. Nie było jednak już czasu na podziwianie piękna Himalajów, bo zaraz lądowanie”, relacjonuje por. Kozłowski.

Gdy piloci przebili się przez chmury, dostrzegli zrujnowane miasto otoczone stromymi zboczami gór. Pas startowy w Katmandu został zniszczony, pełno na nim kolein, które na szczęście nie były problemem dla dużego herculesa. „Kołowaliśmy do płaszczyzny, gdzie jak najszybciej trzeba było się rozładować. Czas był ważny, bo w powietrzu od kilkudziesięciu minut czekały kolejne samoloty”, opisują piloci.

Upalna misja

Podczas kilkudniowego pobytu wykonali sześć lotów, przewieźli 41 t ładunków. Z Delhi do Katmandu latali wyłącznie pomiędzy 23 a trzecią w nocy i przez kilka godzin od czwartej rano. „W czasie upałów jest rzadsze powietrze. Można powiedzieć, że samolot nie ma się czego trzymać. Zmniejsza się także sprawność silników. Tak naprawdę im wyższa temperatura, tym mniej kilogramów możemy przewozić”, mówi mjr Sławomir Byliniak. Pilot wyjaśnia także, że w trakcie lotów trzeba wziąć pod uwagę nie tylko wysokość terenu i temperaturę. Istotne są także parametry lotniska oraz samolotu. „Załoga oblicza możliwości maszyny, jej zdolność do startu i lądowania oraz pominięcie ewentualnych przeszkód terenowych z jednym sprawnym silnikiem. By bezpiecznie pilotować maszynę, nie możemy doprowadzać do przekroczenia instrukcyjnych ograniczeń”, dodaje oficer.

„Taka misja to także doskonały sprawdzian dla naszego lotnictwa transportowego”, podkreśla płk Cur. „Po raz kolejny udowodniliśmy, że jesteśmy przygotowani i wyszkoleni do wykonywania różnego rodzaju zadań. Tym razem ruszyliśmy w daleką podróż, w zupełnie inny klimat”.

„Gdy wracaliśmy do domu, zatrzymaliśmy się na jednym z lotnisk w Bułgarii. Podeszli do nas miejscowi lotnicy i pogratulowali przeprowadzonej misji”, wspomina mjr Byliniak. „Mówili, że darzą nas szacunkiem za to, że w tak krótkim czasie nasz kraj zorganizował operację tak daleko od domu”.

Magdalena Kowalska-Sendek

autor zdjęć: Personel misji humanitarnej samolotu C-130E Hercules





Ministerstwo Obrony Narodowej Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Żandarmeria Wojskowa Inspektorat Uzbrojenia Inspektorat Implementacji
Innowacyjnych Technologii Obronnych
Dowództwo Garnizonu Warszawa

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO