moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Wybiła godzina „W”

Ci żołnierze Armii Krajowej, którzy przeżyli w Warszawie grozę hitlerowskiej okupacji – bezprzykładne okrucieństwo i terror Niemców, wspominają 1 sierpnia 1944 roku jako jedną z najpiękniejszych chwil w swoim życiu. Godzina „W” oznaczała dla nich wolność oraz możliwość wzięcia odwetu za lata upokorzeń, strachu i śmierci.


Powstańcy na barykadzie przy ulicy Ordynackiej. Fot. Sylwester Braun ps. Kris

Warszawa w lipcu 1944 roku przypominała beczkę prochu. Przez miasto przetaczały się uciekające przed Sowietami oddziały Wehrmachtu. Jego mieszkańcy z satysfakcją obserwowali wozy z rannymi i wlokących się za nimi, często bez broni, żołnierzy niemieckich. Wśród Niemców mieszkających w Warszawie wybuchła panika – nawet gestapowcy dołączali do wycofujących się wojsk… A u warszawskich żołnierzy Armii Krajowej i innych organizacji konspiracyjnych wręcz odwrotnie – narastała chęć walki i odwetu. Ich dowództwa coraz bardziej czuły presję i pojawiło się zagrożenie, że „konspiracyjne doły”, nie czekając rozkazu, same ruszą do rozprawy z okupantem. Zresztą również wielu wyższych oficerów poddawało się tej gorączce.

Nie zauważali też, że pod koniec lipca dowództwo niemieckie w Warszawie zdołało opanować panikę. Hitler i jego przyboczni, zdając sobie sprawę, że po klęskach ich armii Wisła jest ostatnią wielką naturalną przeszkodą przed granicami III Rzeszy, nakazali bronić bezwzględnie polskiej stolicy i zmienić ją w twierdzę bez oglądania się na życie jej mieszkańców i zniszczenia. Pod Warszawę ruszyły doborowe niemieckie dywizje pancerne i starły się w tytanicznym boju z nacierającymi korpusami pancernymi Armii Czerwonej. Warszawską ulicę ogarnęły pogłoski o sowieckich czołówkach pancernych na przedmieściach!

REKLAMA

Nim padły strzały

Pułkownik Antoni Chruściel „Monter”, dowódca Okręgu Warszawa AK, należał do tych oficerów, którzy poddali się atmosferze ostatnich dni lipca 1944 roku. Kiedy więc 29 lipca dotarł do niego meldunek, że rosyjskie szpice pancerne wjechały na Targówek, wpadł w podniecenie. To oznaczało, że lada chwila Warszawę mogą zająć Sowieci! Nie sprawdzając tej informacji – która później okazała się nieprawdziwa – ocenił, że powstała niepowtarzalna okazja do zajęcia stolicy Polski przez siły Armii Krajowej, nim to uczynią „sojusznicy naszych sojuszników ze wschodu”. Na decydującej o ogłoszeniu powstania odprawie 31 sierpnia „Monter” zażądał od komendanta głównego AK, gen. Tadeusza Komorowskiego „Bora”, rozkazu do natychmiastowego rozpoczęcia walki. Zdecydowanie w tym żądaniu poparł go zastępca szefa sztabu do spraw operacyjnych, gen. Leopold Okulicki „Kobra”, który podkreślał, że w mieście walki właściwie nie będzie, tylko „dobicie rozgromionego już i zdezorientowanego przeciwnika”.

Generał Komorowski się wahał. Wiedział zarówno z depesz przesyłanych z Zachodu, jak i od specjalnego emisariusza Jana Nowaka (Jan Nowak-Jeziorański), że ze strony sojuszników nie może liczyć na zbytnią pomoc, jeśli powstanie by się przedłużyło. Na konferencji Połączonego Komitetu Szefów Sztabów wojsk sprzymierzonych, 7 lipca 1944 roku sprawę postawiono jasno: „Wielka Brytania i Stany Zjednoczone nie biorą na siebie żadnej odpowiedzialności za przygotowanie zbrojnego powstania Armii Krajowej i za przyszłe jej działania, ponieważ terytorium Polski nie znajduje się w ich – to jest Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych – zasięgu i kompetencji strategicznej”. Innymi słowy – alianci dawali wyraźnie do zrozumienia, że Polska jest w strefie operacyjnej Armii Czerwonej, a co to oznacza, Polacy przekonywali się już od kilku miesięcy na Kresach…

Mimo to gen. Komorowski 27 lipca wysłał prośbę o wsparcie lotnicze Warszawy na wypadek wybuchu powstania. Prosił o zrzucenie w okolice miasta polskiej 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej (do tego celu szkolonej), zbombardowanie lotnisk niemieckich i skierowanie polskich dywizjonów myśliwskich po uprzednim zdobyciu przez powstańców lotnisk Luftwaffe. Ponadto prosił o dostawy broni i zaopatrzenia oraz o nadanie akowcom praw kombatanckich. Jak wiadomo, alianci odrzucili większość tych postulatów. Prawa kombatanckie przyznano AK dopiero pod koniec powstania, a zrzuty broni i zaopatrzenia – wobec blokady przez Sowietów swoich lotnisk – okazały się dalece niewystarczające.

Komendant główny rozważał jeszcze jeden fakt, że do wybuchu powstania w Warszawie nawoływali sami Sowieci. 29 lipca Radio Moskwa nadało po polsku komunikat: „Walczcie przeciwko Niemcom! Warszawa słyszy już bez wątpienia huk armat bitwy, która wkrótce przyniesie jej wyzwolenie. Ci, którzy nigdy nie ugięli się przed hitlerowską przemocą, przyłączą się znowu, tak jak w roku 1939, do walki przeciwko Niemcom, tym razem do działania decydującego. Dla Warszawy, która nigdy się nie poddała i nigdy nie ustała w walce, godzina czynu wybiła!”. Następnego dnia podobny komunikat nadała radiostacja Związku Patriotów Polskich im. Tadeusza Kościuszki. Dziś wiadomo, że były to sowieckie prowokacje, ale wówczas gen. Komorowski i jego sztab mogli się obawiać, że jeśli nie dadzą rozkazu do wybuchu powstania, to po zajęciu Warszawy Sowieci powtórzą oskarżenia, że „AK stoi jedynie z bronią u nogi i nie chce walczyć z Niemcami”, no i rzecz najważniejsza – stracą niepowtarzalną okazję zamanifestowania przed całym światem, że Polacy chcą sami decydować o własnym losie. To się nie udało podczas akcji „Burza” na Kresach, ale przecież Zachód nie może pozostawać obojętny, kiedy biało-czerwone sztandary zawisną na ulicach i wieżach Warszawy! Czy Stalin odważy się wtedy siłą stłumić dążenia narodowe Polaków?…

Wybiła godzina walki

Te kalkulacje i nadzieje wzięły górę u wahającego się „Bora” i komendant główny AK przychylił się do postulatów „Montera” i „Kobry”. Generał Komorowski wydał pułkownikowi Chruścielowi ustny rozkaz o rozpoczęciu w Warszawie akcji „Burza” następnego dnia, 1 sierpnia. Godzinę ataku niemieckiego garnizonu przez podległe mu siły wyznaczył na 17.00. Nosiła ona kryptonim „W”. Decyzja o wybuchu powstania zapadła w niepełnym sztabowym gremium. Już po naradzie na ulicę Pańską 67, gdzie znajdowała się kwatera „Bora”, dotarł m.in. pułkownik dyplomowany Kazimierz Iranka-Osmecki „Makary”, szef Oddziału II (wywiadu) Komendy Głównej AK. „Makary” był zdecydowanie przeciwny rozpoczynaniu powstania. Argumentował słusznie, że według jego sprawdzonych informacji niemieckie siły pancerne pod Warszawą przechodzą właśnie do kontrofensywy, a w samym mieście nie ma już śladu po niemieckiej panice. Generał Komorowski jednak swojej decyzji nie odwołał, przypieczętowując tym los stolicy Polski. Jak się miało okazać, pomylił się podwójnie – słuchając optymistycznych meldunków o stanie wojsk niemieckich i oceniając intencje Sowietów.


Ulica Sienna. Fot. Sylwester Braun ps. Kris

W chwili wybuchu powstania Okręg Warszawa AK (miasto i powiat warszawski) liczył ok. 50 tys. ludzi. Do walki z powodu krótkiego terminu mobilizacyjnego (wynosił tylko dobę) jednak stanęło w Warszawie oraz Puszczy Kampinoskiej ok. 23 tys. żołnierzy. W tym jedynie 3500 było dostatecznie uzbrojonych w różną lekką broń strzelecką, do której mieli amunicję na trzy–cztery dni walki. Na jednego słabo uzbrojonego powstańca przypadało sześciu bardzo dobrze uzbrojonych i wyposażonych żołnierzy niemieckich. Ponadto Niemcy mieli w mieście artylerię polową i przeciwlotniczą, broń pancerną i lotnictwo, a do tego umocnione pozycje i bunkry w newralgicznych częściach miasta. Powstańcza broń przeciwpancerna była bardziej niż skromna – kilka brytyjskich granatników PIAT, granaty i butelki z mieszanką zapalającą.

Mimo to (a trzeba jeszcze pamiętać, że Niemcy spodziewali się wybuchu powstania) gwałtowność pierwszego uderzenia powstańców zaskoczyła nieprzyjaciela. Przez pierwsze cztery dni zrywu inicjatywa należała do Polaków, którzy zdobyli wiele obiektów zajmowanych przez siły niemieckie oraz opanowali większą część Śródmieścia z Powiślem, Żoliborz, Wolę, Stare Miasto, Mokotów Dolny i część Ochoty. Między tymi rejonami bronili się Niemcy, którzy ponadto utrzymywali punkty oporu wewnątrz dzielnic zajętych przez powstańców. Polakom nie udało się niestety zająć dzielnicy niemieckiej, gmachu Sejmu, uniwersytetu czy Muzeum Narodowego i co najistotniejsze ze względów operacyjnych – węzłów kolejowych oraz mostów na Wiśle.

Entuzjazm walki

Tak jak już stwierdzono, większość żołnierzy Obwodu Warszawskiego AK nie mogła już doczekać się chwili rozpoczęcia otwartej walki ze znienawidzonym okupantem. Kiedy wreszcie padł rozkaz do godziny „W”, zaskoczyli silniejszego wroga niebywałym męstwem i zaciętością w boju. Przywołajmy relacje kilku weteranów, którzy tę chwilę zapamiętali na całe życie.

Jerzy Mindziukiewicz „Jur” z Batalionu „Miotła” podkreśla: „Dziś nierzadko padają oskarżycielskie pytania: A po co żeście to powstanie wywołali? Warszawa została zniszczona, tylu ludzi zginęło… Uważam, że ten, kto nie przeżył okupacji, nie powinien na ten temat wyrażać opinii. Powtórzę jeszcze raz – przechodziliśmy straszne upokorzenia, patrzyliśmy bezsilni na egzekucje… I nagle zobaczyliśmy latem 1944 roku przejeżdżające ulicami kolumny rozbitych na wschodzie oddziałów niemieckich. To już nie byli ci eleganccy i butni Niemcy, lecz obdarci, zarośnięci, poranieni maruderzy z przerażeniem w oczach… To budziło w nas normalny w tych warunkach odruch satysfakcji i przeświadczenie, że nareszcie będziemy mogli wziąć odwet. To nie my, lecz oni będą teraz stać z podniesionymi rękoma pod ścianą!”.

Janusz Maksymowicz „Janosz” w sierpniu 1944 roku nie miał skończonych czternastu lat, ale po godzinie „W” od razu został bojowym żołnierzem Kompanii Szturmowej P-20, „bo do oddziału przyniosłem prawdziwy skarb – dwa pistolety! I jak większość młodych ludzi chciałem walczyć i brać na Niemcach odwet za lata terroru, strachu i upokorzeń. Kto nie przeżył okupacji, ten nie zrozumie tego nastroju. Powstanie było po prostu nieuchronne! Dowódca kompanii porucznik Tadeusz Garliński »Tadeusz«, widząc moją determinację i te pistolety – polskiego Visa i niemieckiego Waltera, pozwolił, bym został bojowym żołnierzem. Trzeba pamiętać, jak słabo powstańcze oddziały były uzbrojone, więc miałem naprawdę mocną kartę przetargową. Waltera oddałem komuś innemu, a na barykadzie stanąłem do walki z Visem”.

Zygmunt Jatczak „Ryszard” z Batalionu „Miotła”, a następnie „Czata 49”, wspominał: „Przed powstaniem przez trzy dni stawiano nas w gotowości bojowej i ją odwoływano. Pierwszego sierpnia 1944, pamiętam, siąpił wtedy deszcz, choć było ciepło, byliśmy na Hożej. Przyszedł do nas porucznik »Czarny« [Tadeusz Janicki] i powiedział: »Chłopaki, dziś nie będzie powstania, idźcie do domu«. Mama wtedy przygotowała mi obiad, było gdzieś przed godziną trzecią. Nagle przyjechał Rysiek Sitnik na rowerze i mówi: »Zygmunt, ubieraj się, powstanie!«. I tak się zaczęło, choć właściwie początek był jeszcze przed wybuchem, bo nasz oddział miał zbiórkę na rogu Nowolipek i Wolności, w budynku fabryki Kamlera. Tym samym, w którym swój sztab miał komendant główny AK, gen. Tadeusz Komorowski »Bór«. Ja wtedy o tym nie wiedziałem, ale stanowiliśmy jego obstawę. I właśnie do tego budynku po 16.00 przyjechali po coś bahnschutze [straż kolejowa] i wywiązała się strzelanina. Na szczęście w godzinę »W« przyszły nam na pomoc inne oddziały i nas wsparły”.


Powstanie warszawskie - panorama Śródmieścia. Fot. NAC

Czesław Lewandowski „Bystry” z Plutonu Bojowego Szkoły 227 Szarych Szeregów: „W to, że Niemcy przegrają, nie wątpiliśmy ani przez chwilę, ale pewności, że ich przegrana jest już blisko, nabraliśmy wiosną 1944 roku. Informacje z nasłuchu radiowego i konspiracyjna prasa mówiły o coraz liczniejszych klęskach armii Hitlera zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie. Młodzież rwała się do walki, Warszawa dosłownie zmieniła się w beczkę prochu. 28 lipca moja drużyna otrzymała rozkaz zgrupowania się w szkole przy ulicy Czarneckiego na Żoliborzu. Zebrało się ponad sto osób – z plecakami lub torbami wypełnionymi zapasami na kilka dni. Zakazano nam wychodzić na zewnątrz. Upchnięci w klasach liczyliśmy minuty do tego upragnionego rozkazu rozpoczęcia walki. Po dobie jednak ten rozkaz odwołano. Około południa 1 sierpnia ponownie otrzymaliśmy rozkaz stawienia się na punkt zborny o 17.00. Niestety, czasu było tak niewiele, że nie wszyscy zdążyli na tę godzinę, która okazała się godziną »W«, przybyć”.

I na koniec świadectwo Krystyny Budnickiej (Heny Kuczer), która cudem ocalała z powstania w getcie warszawskim i doczekała 1 sierpnia 1944 roku: „Wreszcie mogłam poczuć się naprawdę wolna. Nienaznaczona. Myśmy wtedy mieszkały z bratową u państwa Budnickich na ulicy Dobrej, na Powiślu. Pamiętam ten entuzjazm, biało-czerwone flagi w oknach domów i nadzieję, że zaraz nadejdzie wyzwolenie. Niestety, nie nadeszło. Za to 6 września na Powiśle przyszli Niemcy i przepędzili ludność cywilną przez płonącą stolicę na Wolę, pod kościół św. Wojciecha. Tutaj była selekcja, kto do Pruszkowa, kto na roboty, a kto do Auschwitz lub od razu pod ścianę… Nasz opiekun, pan Budnicki, zauważył wówczas zakonnice – szarytki prowadzące sieroty z domu dziecka. Przekonany, że sam trafi do obozu, poprosił jedną z sióstr, by mnie przyjęła. Zgodziła się i tak z grupą dzieci wyszłam z Warszawy do obozu w Pruszkowie. Przyjęłam nazwisko mojego opiekuna, a Krysią nazywano mnie już wcześniej”.

 

 

  

 

W 78. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego przygotowaliśmy wydawnictwo specjalne poświęcone temu bohaterskiemu zrywowi.

 

 


Zapraszamy do lektury!

 

 

 

 

 

Bibliografia:
„Armia Krajowa w dokumentach 1939–1945”, praca zbiorowa, tom IV: Lipiec 1944 – październik 1944, Wrocław 1991
Kazimierz Kaczmarek, „Na płonących brzegach Wisły. Z problematyki Powstania Warszawskiego”, Warszawa 1996
Jan Matłachowski, „Kulisy genezy Powstania Warszawskiego”, Londyn 1978

Cytaty z wypowiedziami weteranów pochodzą z wywiadów przeprowadzonych z nimi przez Piotra Korczyńskiego do „Polski Zbrojnej”.

Piotr Korczyński

autor zdjęć: Sylwester Braun ps. Kris, NAC

dodaj komentarz

komentarze


Proces krakowski na polityczne zamówienie
 
Wszystkiego najlepszego!
O jeden most za daleko?
Dwa złota w jeden dzień
Nowy dowódca 18 Dywizji
Dobrowolna służba wojskowa – poznaj zasady!
Bitwa Warszawska, dzień czwarty: Zwycięska kontrofensywa
Kontraktowi mogą wycofać rezygnację
Operacja „Śluza”
Sukcesy żołnierzy w kajakarstwie, strzelectwie i biegach
Wojsko pomoże w ratowaniu Odry
Polskie „tak” dla nowych członków NATO
Włoscy lotnicy w Malborku
Wspierają rodziny ukraińskich żołnierzy
Wojskowy prawnik pomoże żołnierzom
„Biorą inni, bierzmy i my”
Żelazna Dywizja z nowym dowódcą
Jak zostać żołnierzem zawodowym
Śladem profesjonalistów
Trzecia zmiana jedzie do Turcji
Gwiazdy Diamentowej Ligi w Chorzowie
Ćwiczenia śmigłowców z Inowrocławia
Absolwenci klas mundurowych złożyli przysięgę
Wojsko świętuje, przyłącz się!
Młot na bolszewików
Kask weterana może być twój!
AFN uderzył w Kołobrzegu
Szkolenie na klifie
Ostatni rozdział generała
Wymiana ciosów w Ukrainie
Żołnierze świętowali
Katorżnik nie odpuszcza
Wizyta w PKW Łotwa
Rosyjskie rakiety spadły na Odessę
Akademia Abrams ruszyła!
Czy po szczycie NATO Polska jest bezpieczniejsza?
Awanse w święto wojska
Rada Bezpieczeństwa Narodowego po szczycie NATO
O pomocy dla Ukrainy
Przemysł idzie w OPL
Pancerniacy rozpoczynają szkolenie
Ppłk Sławomir Kędzierski: najważniejszy jest sukces drużyny
Polacy świętują z żołnierzami
Kolektywna obrona to priorytet
Natowskie ćwiczenia 400 mil od Odessy
Armata nowej generacji dla Kormoranów
Polskie szpadzistki trzecie na świecie
Trzeci turnus na szkoleniu
Zwiad ze spadochronem
Powrót do korzeni
Rozkaz ludobójstwa
NATO zmienia priorytety
Pożegnanie z Iskrą
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
Raptory lecą do Polski
Desant do Jeziora Żywieckiego
CASA na pomoc rannym w wypadku
1 Kadrowa idzie w bój
Raptory już w Polsce

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO