moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Afgańska wojna: ciąg dalszy nastąpi

Pośród chaosu panującego obecnie w Afganistanie trudno jest nadążyć za bieżącymi wydarzeniami i odróżnić prawdę od propagandy, nie mówiąc już o próbach przewidywania przyszłości. Tempo wydarzeń jest tak wielkie, że wszystko, co napisane zostanie jednego dnia, drugiego może być już nieaktualne. Jednak kurz bitewny kiedyś opadnie i nie sposób nie zadać sobie tego pytania: co dalej? Co stanie się z Afganistanem po zwycięstwie talibów?

To, że talibowie wygrają wojnę, można było bezpiecznie przewidywać już kilka lat temu. Po zapowiedzi wycofania wojsk USA było oczywiste, że prędzej czy później – ale raczej prędzej – przejmą władzę nad większością terytorium kraju. Jednak tempo i dynamika wydarzeń były oszałamiające.

W lipcu po błyskawicznej ofensywie talibowie kontrolowali blisko połowę kraju, ale ani jednej stolicy prowincji. Na początku sierpnia stolice te wpadały w ich ręce jedna po drugiej. Gdy 13 sierpnia upadły Herat i Kandahar, a dzień później Mazar-i Szarif, ostrzegano w alarmistycznym tonie, że zdobycie Kabulu jest kwestią tygodni. W rzeczywistości rebelianci dotarli na przedmieścia stolicy w trzy dni, a miasto poddało się bez walki po kilku godzinach. Prezydent Ghani zrezygnował z urzędu i opuścił kraj, a talibowie ponownie objęli władzę po 20 latach od swego upadku.

Z drugiej jednak strony nie do końca prawdą jest, co czasem można usłyszeć, że talibowie zajęli cały kraj w kilka tygodni. Jeśli nie liczyć bowiem kilku pierwszych lat, nieustannie kontrolowali oni duże obszary Afganistanu, według niektórych szacunków nawet 30%, i stale byli obecni na pozostałym terytorium. Na pasztuńskim południu, w prowincjach Helmand czy Kandahar i wzdłuż granicy afgańsko-pakistańskiej, międzynarodowa koalicja i siły rządowe nigdy nie rozszerzyły swojej kontroli poza duże miasta i teren, który widać z wieżyczek strażniczych na perymetrze baz wojskowych. Im bliżej wycofania się sił NATO, tym większe tereny zajmowali rebelianci.
Talibowie, zwłaszcza wśród Pasztunów, mieli wciąż ogromne poparcie, a kolejne rządy – czy to Hamida Karzaja, czy Ashrafa Ghaniego – postrzegane były przez Afgańczyków – niebezpodstawnie – jako skorumpowane i nieudolne.

REKLAMA

Armia afgańska, mimo że szkolona i wyposażana przez Amerykanów i NATO, nigdy właściwie nie osiągnęła zdolności do samodzielnego działania. Oficjalnie liczyła ponad 300 tys. żołnierzy, ale szacuje się, że nawet połowa tej liczby to tzw. martwe dusze: żołnierze istniejący tylko na papierze, wyłącznie w tym celu, by dowódcy mogli pobierać ich żołd. Dziewięciu na dziesięciu żołnierzy stanowili analfabeci; dezercje, kradzieże sprzętu, amunicji czy paliwa były na porządku dziennym, a duża część armii, zwłaszcza na południu, nawet jeśli nie współpracowała z talibami, to przynajmniej zawierała umowy o nieagresji, pozwalając rebeliantom skupić się na walce z okupantem. Wśród niektórych amerykańskich oddziałów współpracujących z rządowym wojskiem powszechną praktyką było konfiskowanie afgańskim żołnierzom telefonów komórkowych przed wspólnymi operacjami, by ci nie mogli donosić partyzantom.

Nie można talibom odmówić, że lipcowo-sierpniową ofensywę przeprowadzili – również pod względem propagandowym – w sposób błyskotliwy, ale była ona raczej zadaniem ostatecznego ciosu po długiej walce przeciwnikowi, który już chwiał się na nogach, niż zaskakującym zwrotem akcji.

Rządy talibów

Gdy w 1998 roku talibowie zdobyli Mazar-i Szarif, to – według relacji jednego z komendantów polowych przytaczanej w książce „Talibowie” dziennikarza Ahmeda Rashida – „zabijali [mieszkańców] przez dwa dni”, mimo że od mułły Omara – co samo w sobie jest szokujące – dostali pozwolenie, by zabijać przez dwie godziny. Dziś po opanowaniu stolicy talibowie ogłaszają powszechną amnestię, deklarują, że nie będą szukać pomsty na urzędnikach poprzedniej administracji ani wojskowych sił rządowych i nawołują swych żołnierzy, by wobec cywilnej ludności zachowywali się przyzwoicie. Zachodni dziennikarze – i dziennikarki – już po zajęciu Kabulu wciąż przebywali w mieście i wciąż mogli nadawać. Wysoko postawieni talibscy urzędnicy mieli nawet wziąć udział w szyickich uroczystościach religijnych w Kabulu – rzecz nie do pomyślenia w latach dziewięćdziesiątych, gdy sposobem dialogu z szyitami były rzezie.

To ucywilizowanie się talibów to oczywiście gra, ale błędem byłoby postrzeganie ich przez pryzmat poprzednich rządów. Wojna trwała dwie dekady, świat zmienił się diametralnie, zmienił się Afganistan i zmienili się talibowie. Założyciel ruchu, mułła Mohammad Omar, nie żyje od ośmiu lat, nie żyje też wielu jego towarzyszy z tamtych czasów, nie żyje w końcu Osama bin Laden. 40% Afgańczyków nie ma jeszcze 15 lat, a ponad połowa to ludzie poniżej 24. roku życia, którzy nie pamiętają czasów sprzed amerykańskiej interwencji w 2001 r., a tym bardziej wojny domowej czy interwencji radzieckiej. Siłą rzeczy ci młodzi ludzie stanowią też dużą część sił talibów.

W latach dziewięćdziesiątych Afganistan pod rządami talibów był czarną dziurą na mapie świata, państwem zacofanym, zamkniętym i przez nikogo nieuznawanym; państwem rządzonym jednoosobowo przez wiejskiego mułłę, który – według legendy – miał wozić cały budżet kraju przy sobie w skrzyniach wypełnionych banknotami i rozdawać je według swego uznania i który nawet po zajęciu stolicy rezydował w rodzinnym Kandaharze, niechętnie stamtąd wyjeżdżając.

Dziś talibowie mają swoje biura w Emiratach i Katarze, mają dyplomatów, którzy od dziesięciu lat negocjowali z Amerykanami warunki wycofania zachodnich wojsk i którzy teraz prowadzą rozmowy z Chinami i Rosją. Mają własnych dziennikarzy, rzeczników prasowych i konta w mediach społecznościowych, poprzez które prowadzą kampanię ocieplania wizerunku.

Nawet jeśli mentalność talibów nie zmieniła się przez te 20 lat, to przynajmniej zmieniła się taktyka polityczna. Nie ulega wątpliwości, że prześladowania przeciwników politycznych, mniejszości religijnych i etnicznych, kobiet czy byłych funkcjonariuszy, żołnierzy i urzędników będą występować – i już występują – ale masakry, jakich talibowie dokonywali w latach dziewięćdziesiątych, raczej nie powtórzą się na taką skalę, zwłaszcza dziś, w dobie social mediów, gdy relacje ze zdobytych miast można oglądać w internecie niemal na żywo i gdy talibowie poszukują międzynarodowego uznania i zagranicznych inwestycji. Symptomatyczne, że jedyną do tej pory egzekucją wysoko postawionego przeciwnika politycznego dokonaną przez talibów było ścięcie byłego przywódcy tzw. Państwa Islamskiego Chorasanu – lokalnego odłamu ISIS – Abu Omara Khorasaniego, od maja 2020 roku przebywającego w więzieniu, które teraz wpadło w ręce zwycięskich talibów.

Eksport dżihadu

Czy pod rządami talibów Afganistan może znów stać się bezpieczną przystanią dla międzynarodowych organizacji terrorystycznych, tak jak niegdyś dla Al-Kaidy?

Sami talibowie nigdy na większą skalę nie próbowali przenosić wojny na inne kraje – z wyjątkiem Pakistanu, który ma jednak z talibami specyficzne stosunki i gdzie ma to raczej podłoże etniczne niż religijne. Nigdy też – ani podczas swoich rządów przed 2001 rokiem, ani podczas 20-letniej wojny z NATO – nie organizowali zamachów w krajach Zachodu czy świeckich państwach arabskich, bardzo rzadko też walczyli w nie swoich wojnach jako bojownicy „międzynarodówki dżihadu”. Częściowo mogło to wynikać z tego, że nawet w czasach swojej świetności nigdy nie kontrolowali całego kraju i musieli się skupić na wewnętrznych wrogach z Sojuszu Północnego. Jeśli uda im się ustabilizować swoją władzę nad Afganistanem, mogą próbować ponieść płomień dżihadu na sąsiednie kraje.

Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem byłaby współpraca z organizacjami dżihadystycznymi z sąsiednich państw, takich jak talibowie pakistańscy, Islamski Ruch Wschodniego Turkiestanu w chińskiej prowincji Sinciang czy Islamski Ruch Uzbekistanu. Jednak próby podjęcia współpracy z Rosją czy zwłaszcza Chinami mogą powstrzymywać talibów przed takimi usiłowaniami.

Stosunki z Al-Kaidą w latach dziewięćdziesiątych były specyficzne i wynikały bardziej z wdzięczności za pomoc udzieloną w walce ze Związkiem Radzieckim niż ze wspólnoty interesów. Odmowa wydania Amerykanom Osamy bin Ladena po zamachach 11 września miała zaś być samodzielną decyzją mułły Omara, który – podobno wbrew radom swego najbliższego kręgu – wolał kierować się pasztuńskim kodeksem honorowym nakazującym chronić gościa za każdą cenę niż interesem rządzonego przez siebie państwa. Dziś talibowie postrzegają Al-Kaidę jako organizację, która ściągnęła im na głowę NATO, a sama ich porzuciła i przeniosła się na fronty w Iraku czy Syrii.

Dla ISIS zaś talibowie są śmiertelnym wrogiem i to oni byli główną siłą, która zapobiegła zakorzenieniu się tzw. Państwa Islamskiego w Afganistanie. Obie grupy toczyły ciężkie walki, w tym dwutygodniową bitwę o dystrykt Darzab w 2018 roku. W bitwie tej wzięło udział około 2 tys. talibskich bojowników, w tym elitarne siły specjalne, tzw. czerwona grupa, które rozbiły oddziały ISIS. Ci ostatni w obliczu klęski woleli się poddać siłom rządowym niż wpaść w ręce talibów.

Jednak upokarzająca klęska NATO w Afganistanie może mieć inny, mniej bezpośredni wpływ na światowy dżihad. Pokonanie Związku Radzieckiego utwierdziło przywództwo Al-Kaidy w przekonaniu, że zdeterminowani i wierzący w sprawę mudżahedini są w stanie wygrać nawet ze światowym supermocarstwem, i stanowiło legendę założycielską dla „międzynarodówki dżihadu”, tysięcy bojowników świętej wojny walczących później na całym świecie, od Bałkanów przez Kaukaz po Afrykę i Bliski Wschód. To przekonanie stało też za planem sprowokowania Stanów Zjednoczonych poprzez zamach na WTC i zwabienia ich do Afganistanu, gdzie zostaną wykrwawieni i pokonani, tak jak wykrwawiono i pokonano Sowietów. Zwycięstwo nad Ameryką udowadnia, że Osama bin Laden miał rację, i stanowi inspirację dla ruchów dżihadystycznych z całego świata.

Wojna domowa

Zdobycie Kabulu nie oznacza bynajmniej końca wojny. Afganistan wciąż pozostaje krajem silnie podzielonym – politycznie, etnicznie i religijnie. Nie wszystkim też podoba się zajęcie kraju przez talibów. Tadżyccy żołnierze z rozbitej rządowej armii gromadzą się w dolinie Pandższiru, nad którą powiewa już flaga Sojuszu Północnego. Przywództwo nad tym ruchem oporu objęli wiceprezydent Amrullah Saleh oraz Ahmad Masud, syn słynnego mudżahedina Ahmada Szaha Masuda, przywódcy Sojuszu z lat dziewięćdziesiątych, zamordowanego przez Al-Kaidę dwa dni przed zamachami na WTC. W Dżalalabadzie mieszkańcy zastąpili flagę talibów flagą Afganistanu, kilka dystryktów w północnej części kraju miało już zostać odbitych przez bojówki wrogie nowej władzy. Na razie siły ruchu oporu są niewielkie i jego sukcesy mogą być przejściowe – talibowie już kierują w tamten region uzupełnienia. Ale jeśli do nowego Sojuszu Północnego zaczną przyłączać się bojówki uzbeckie czy hazarskie, a zwłaszcza jeśli dostanie zagraniczne wsparcie, to ma szanse przynajmniej utrzymać dolinę Pandższiru, a może nawet całą północną część kraju.

Trzeba też pamiętać, że 20-letnia wojna partyzancka zmieniła silnie scentralizowaną organizację talibów w dziesiątki na wpół samodzielnych grup. Niesieni entuzjazmem zwycięstwa talibowie wydają się monolitem, ale jak w każdej organizacji istnieją wśród nich frakcje, skonfliktowane grupy i osobiste urazy. Nie jest wykluczone, że gdy już ostatecznie ustabilizują swą władzę, ujawnią się wśród nich te animozje.

W Katarze, by rozmawiać o stworzeniu rządu, spotkali się były prezydent Hamid Karzaj, jego dawny rywal Abdullah Abdullah oraz Gulbuddin Hekmatjar, watażka, który od lat osiemdziesiątych zdążył walczyć już przeciwko wszystkim: Sowietom, mudżahedinom, talibom i Amerykanom. Nawet prezydent Ghani zapowiedział, że rozważa swój powrót do kraju. Każdy z tych graczy dysponuje wpływami, poplecznikami i autorytetem. Każdy z nich może też w pewnych okolicznościach stać się narzędziem jednego z licznych państw, których interesy ścierają się w Afganistanie – od USA przez Pakistan, Iran i Turcję po Rosję i Chiny – i zachwiać pozycją nowych władców.

Patrząc na wojnę w Afganistanie przez pryzmat błyskawicznego zdobycia stolicy i przerażających obrazów ewakuacji z kabulskiego lotniska, łatwo odnieść wrażenie, że zwycięstwo talibów jest niepodważalne, a ich przeciwnicy ostatecznie pobici. Jednak gdy w listopadzie 2001 roku Amerykanie i Sojusz Północny po niecałym miesiącu wojny zajęli Kabul i Kandahar, również wydawało się, że talibowie nigdy się nie podniosą. W rzeczywistości przejście od upokarzającej klęski do ogarniającej cały kraj insurekcji zajęło im cztery–pięć lat. Jeśli historia wojen w Afganistanie czegoś uczy, to tego, że łatwo ten kraj zająć, ale znacznie trudniej utrzymać. Wojna afgańska daleka jest jeszcze od ostatecznego rozstrzygnięcia.

Stanisław Sadkiewicz , były żołnierz 6 Brygady Powietrznodesantowej, specjalista ds. bezpieczeństwa i zarządzania ryzykiem

autor zdjęć: st. chor. sztab. Adam Roik

dodaj komentarz

komentarze


Orlik po raz dziesiąty
 
Zespół NATO na bojowo
Słowo jak odcisk palca
Hybrydowa agresja ze Wschodu
16 Dywizja przeprawiła się przez Narew
Siły NATO ćwiczą w Kłajpedzie
Podchorążowie na posterunku
Wojsko, fotonika i rewolucja technologiczna
Czy będzie koniec służby kontraktowej?
Dowódca generalny na granicy
F-16 lecą na Litwę
Mielec wraca do odrzutowców
O Polskę walczyli u boku Napoleona
Jakie zmiany w zakwaterowaniu?
W jedynym słusznym kierunku
W BBN o sytuacji na granicy
#MuremZaPolskimMundurem na scenie
Kawaleria powietrzna w akcji, czyli skok na poligon
Dodatek specjalny za ochronę granicy
Course on Diplomacy
Szer. Alicja Tchórz i szer. Radosław Kawęcki mistrzami Europy!
Wojsko wobec wyzwań przyszłości
Retro Liga, czyli rozgrywki z historią w tle
Śladem „białych kurierów”
Marynarz najlepszy na trasie Maratonu Komandosa
Siedem medali zapaśników na wojskowym czempionacie
„Globstate ‘21”, czyli wyzwania dla sił zbrojnych
Legioniści wkraczają do Warszawy
Sojuszniczy ogień w Orzyszu
Reforma administracji wojskowej
Lekcja wojska od górali
Tarcza Polski coraz bliżej. Umowy w sprawie „Wisły” i „Narwi”
(Nie)ludzka broń Łukaszenki
Wyścig zbrojeń nie ustaje
Pentagon: oko na Chiny, Europa z tyłu głowy
W Sejmie o kondycji PGZ
Pułkownik Ciepliński w rękach UB
Kiedy słyszysz „Alpha Scramble”!
„Tumak ’21” na finiszu
Niewybuch w gdyńskim porcie, nurkowie minerzy w akcji
11 medali dla wojskowych na czempionacie w boksie
Marynarze spoczęli w Kwaterze Pamięci
Nastał dzień krwi i chwały…
Wojskowa politechnika świętuje
Mecz z mistrzem!
Najlepszy Sportowiec Polski 2021 roku. Głosujmy na żołnierzy!
Prezydent Duda rozmawiał z sekretarzem generalnym NATO
Nowy stopień w siłach zbrojnych
Afganistan. Czas wracać do domu
SOMA dla specjalsów
Zakupy dla wojska w nowym trybie?
Terytorialsi wybrali najlepszych pracodawców
Uczniowie powalczą o tytuł mistrza
UE o wspólnym bezpieczeństwie
Harduny dla strażaków?
Oczy na wschodnią flankę
Nocny szturm na polską granicę
Niespokojna granica
Bryza na południowej flance

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Inspektorat Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO