moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Bazówka JWK, czyli hartowanie komandosów

Mój egzamin trwał siedem dni. W tym czasie udało mi się przespać… kilka godzin – mówi komandos, który zakończył bazówkę. W czasie szkolenia dla operatorów zespołów bojowych żołnierze Jednostki Wojskowej Komandosów szlifują umiejętności ogniowe i medyczne. Wspinają się i nurkują, ćwiczą topografię i taktykę. Na koniec czeka ich egzamin, ale co trzeci do niego nie dotrwa.

Szkolenie trwa rok. – Przygotowywałeś się jakoś do niego? Prosiłeś kolegów o wskazówki? – pytam jednego z kursantów. Odpowiada stanowczo: – Krążą w jednostce jakieś opowieści o bazówce, ale mówi się na ten temat niewiele. Jest taka niepisana zasada, że każdy musi przejść to sam, bez podpowiedzi. To nie jest klasówka, do której można się przygotować. My tu mamy roczny zapieprz… Jest po trzydziestce. Cztery lata temu porzucił służbę w desancie, bo chciał dołączyć do wojsk specjalnych. Przeszedł selekcję do Jednostki Wojskowej Komandosów, a następnie trafił do pododdziałów zabezpieczających. – Teraz spełnia się moje marzenie. Dowódca zgodził się, żebym rozpoczął szkolenie bazowe. Wiem, że lekko nie będzie, ale dam z siebie wszystko, by zostać operatorem – mówi. Jest jednym z około trzydziestu mężczyzn, którzy we wrześniu rozpoczęli tzw. bazówkę. To szkolenie jest przepustką dla komandosów, którzy chcą służyć jako operatorzy w zespołach bojowych Jednostki Wojskowej Komandosów. Czego uczą się przez rok? Uchylamy rąbka tajemnicy.

Pacjent się wykrwawia, działaj!

Było dość chłodno, nie więcej niż 4 stopnie Celsjusza. Dobiegał końca egzamin z medycyny taktycznej. Żołnierze byli głodni i zmęczeni, ponieważ maszerowali od świtu przez ostatnich kilka godzin. Najpierw odbyły się zajęcia, a potem – gdy zdaniem instruktorów wszyscy już byli wystarczająco wyczerpani – rozpoczął się sprawdzian. Przez kilka godzin wykonywali różnego rodzaju polecenia. Teraz zostało jeszcze jedno, ostatnie zadanie…

Stanęli na zbiórce. Na polecenie instruktorów kolejno zdejmowali części umundurowania, na koniec buty i skarpetki. – To szkolenie z hipotermii. Jeśli sami nie zrozumieją, na czym polega hipotermia, to nie będą wiedzieli, w jaki sposób zająć się poszkodowanym – mówi „Sly”, operator-medyk z 14-letnim stażem służby. – Trzeba ogrzewać poszkodowanego, bo pacjent, który stracił dużo krwi, wyziębia się bardzo szybko. Jeden stopień temperatury ciała w dół, to około 12 procent mniej szans na przeżycie – dodaje. Jest absolwentem prestiżowego kursu SOCM (Special Operations Combat Medic) prowadzonego w Międzynarodowym Centrum Szkoleniowym Sił Specjalnych w Niemczech oraz uczestnikiem trzech misji w Afganistanie.

Niespełna godzinę później u pierwszych żołnierzy zaczęły pojawiać się dreszcze. – To znak, że organizm walczy z zimnem. Jeśli dreszcze ustąpią, to wpadną w głębszy stan hipotermii – wyjaśnia spokojnie „Miki”, kierownik szkolenia medycznego w czasie bazówki. Jest operatorem-ratownikiem. W Afganistanie i Iraku był głównym medykiem Task Force 50 (zespołu bojowego JWK). Latał także na pokładzie amerykańskiego śmigłowca MEDEVAC i ratował rannych. – Muszą poznać swój organizm. Ocenić jego możliwości, zobaczyć, ile są w stanie wytrzymać. Tego w książkach nie przeczytają – dodaje. Test z hipotermii skończył się tuż przed północą. Wtedy też zakończył się cały egzamin z medycyny. – Gratulacje. Zdaliście niemal wszyscy. Tylko jedna osoba ma poprawkę – mówi „Miki”.

Egzamin poprzedziły żmudne, wielodniowe treningi. Każdego dnia żołnierze prawie 10 godzin ćwiczyli zakładanie opaski uciskowej, szukając na ciele poszkodowanego ran i tamując krwotoki. Uczyli się, czym jest algorytm MARCHE, czyli sprawdzali, czy nie ma masywnych krwotoków, badali tętno i drożność dróg oddechowych, oceniali rany klatki piersiowej i urazy głowy oraz ryzyko wystąpienia hipotermii.

– Wybuch miny. Masz rannego. Płytki oddech, tętno słabo wyczuwalne. Pacjent wykrwawia się… Działaj! Zaraz go stracisz – huczał nad głową kursantów jeden z instruktorów. – Źle założyłeś opaskę. Pacjent nie przeżył – ocenił kilka minut później. – Uwaga! Żołnierz ucierpiał w wyniku wybuchu miny przeciwpiechotnej. Podwójna amputacja. Odłamek dostał się do klatki piersiowej. Odma! Musicie działać szybko – tym razem głośno instruował „Sly”.

– Zmierzyłeś się w rzeczywistości z taką sytuacją? – pytam go.

– Tak. Kiedyś do naszej bazy przywieziono siedmiu rannych policjantów afgańskich. Jeden był właśnie z odmą i podwójną amputacją. Miałem do pomocy dwóch medyków. Uratowaliśmy wszystkich, nawet tego najciężej rannego – wspomina.

Instruktorzy przyznają, że zagadnienia medyczne będą pojawiać się podczas rocznego kursu regularnie. – W każdy scenariusz, w każde szkolenie z taktyki wpleciemy medycynę. Jest tak samo ważna jak strzelanie, ale żeby ratować rannych, potrzeba praktyki – zapewnia „Miki”.

Zanim rozpoczęło się szkolenie bazowe, kursanci zdawali egzaminy sprawnościowe i zaliczali egzamin strzelecki. Mają różne stopnie wojskowe i są w różnym wieku: najstarszy ma 37 lat, najmłodszy 27. „Ruski”, 35-latek, selekcję do JWK przeszedł kilka lat temu i służył w zabezpieczeniu. Przez lata cierpliwie czekał na kurs bazowy. – Czy mam obawy? Oczywiście! Najbardziej boję się kontuzji, które mogą wyeliminować mnie ze szkolenia. Ale nie poddam się. Wybrałem drogę wojownika i będę dążył do celu – mówi. Jest też 27-latek, utytułowany zawodnik MMA, który do selekcji w JWK podchodził dwukrotnie. Test zaliczył wiosną tego roku, a już jesienią dostał się na bazówkę. – Nie boję się wysiłku, ale wiem, że dużo będzie mnie kosztowała nauka. Jestem jednak zdeterminowany. Chcę zostać operatorem, kopać w drzwi [tak potocznie mówi się o żołnierzach biorących udział w akcjach bezpośrednich – red.] i wyjeżdżać na misje – przyznaje.

Jednym z kursantów jest także Daniel, który do wojsk specjalnych trafił po kursie JATA przeznaczonym dla cywilów, którzy chcą zostać komandosami. – O służbie w wojskach specjlanych marzyłem od gimnazjum. Konsekwentnie realizuję swój plan. Dostałem się do jednostki, zaliczyłem selekcję, teraz jestem na bazówce. Za rok będę operatorem. Wiem, że niektórych może to dziwić, może nawet śmieszyć, że jataman dostał się na to szkolenie. Ale nie dbam o to. Robię swoje, bo to moje marzenia – mówi.

Hartowanie, czyli mocniej, szybciej, dalej

„Kraszan”, starszy podoficer z dowództwa JWK, który podobny kurs ukończył wiele lat temu w Stanach Zjednoczonych (Special Forces Qualification Course, tzw. Q Course), przyznaje, że to ogromny wysiłek. – Niektórzy myślą, że selekcja to prawdziwy wycisk, że jeśli przetrwali pięć dni ekstremalnego wysiłku, to nic gorszego nie może już ich spotkać. Ale podczas bazówki szybko przekonują się, jak bardzo się mylili. Przez rok będzie ich bolał każdy mięsień, będą piekielnie zmęczeni – mówi. – Bacznie ich obserwujemy i oceniamy każdy krok. Mają świadomość, że odpaść można w każdym momencie – dodaje „Kraszan”. Wyjaśnia też, że podczas poprzedniej bazówki niektórzy odpadli nawet w dwunastym miesiącu szkolenia, w czasie finalnego egzaminu.

Kierownikiem szkolenia bazowego jest „Mrówki”. Oficer ostatnie dziesięć lat spędził w zespole bojowym, w którym przez siedem był dowódcą grupy specjalnej. Trzykrotnie służył na misji w Afganistanie, brał tam udział w operacjach najwyższego ryzyka. Razem z komandosami z Task Force 50 prowadził między innymi akcje zatrzymywania najgroźniejszych terrorystów oraz likwidował składy materiałów wybuchowych talibów. – Program bazówki tworzony jest przez lata. To suma doświadczeń moich poprzedników oraz lekcji wyniesionych z misji. Dowództwo jednostki celowo powierza prowadzenie szkolenia doświadczonym operatorom. Wywodzimy się z bojówki, więc wiemy, jakich żołnierzy potrzeba – mówi „Mrówki”. Szczegółowy program szkolenia bazowego jest tajemnicą. Wiadomo jednak, że został tak opracowany, by wzrastał poziom trudności zajęć.

Szkolenie komandosi zaczynają od pracy z bronią. Trenują na strzelnicach otwartych i zamkniętych, strzelają z broni osobistej i zespołowej. – Wydawało mi się, że strzelanie jest moją mocną stroną. Wymagania są wyśrubowane i dopiero teraz widzę, ile jeszcze nauki przede mną. Trzeba się bardzo starać, żeby nie wylecieć – mówi jeden z żołnierzy. Pytam instruktorów: – Czy to prawda, że kursanci tak dużo czasu spędzają na strzelaniu, że na dłoniach mają odciski? W odpowiedzi tylko wymowny uśmiech.

Żołnierze mają również zajęcia z terenoznawstwa i topografii, z łączności i medycyny. Już za kilka miesięcy będą się uczyć technik linowych, trenować między innymi współdziałanie ze śmigłowcami. Przejdą także szkolenie z zakresu SERE, treningi w wodzie i górach. Będą się również szkolić z taktyki, tzw. zielonej (w terenie niezurbanizowanym) i czarnej (w terenie miejskim). Kursanci przyznają, że to właśnie szkolenia z „zielonej” obawiają się najbardziej. Dlaczego? – Wiedzą, że przed nimi coraz trudniejsze wyzwania. To szkolenie jest prowadzone na poligonach zimą. Nie będzie więc łatwo – przyznaje „Mrówki”. – Będą działać bez przerwy przez kilka tygodni. Brudni, głodni i bardzo zmarznięci.

Instruktorzy przypominają, że każdy etap szkolenia kończy się sprawdzianem. Zasada zawsze jest ta sama: nie zdajesz – wylatujesz. Po dwunastu miesiącach wszystkich czeka egzamin, podczas którego muszą pokazać, czego nauczyli się przez rok. Każdy z komandosów ma m.in. zaplanować operację specjalną, przygotować różnego rodzaju warianty działania i na koniec wykonać zadanie.

– Mój egzamin trwał siedem dni i w tym czasie udało mi się przespać zaledwie kilka godziny – mówi komandos, który bazówkę ukończył dwa lata temu. – Instruktorzy hartowali nas przez rok. Przesuwali granicę coraz dalej i dalej. Dla mnie to był rok walki z własnymi słabościami. Robiłem rzeczy, które wcześniej wydawały mi się niemożliwe – dodaje.

Magdalena Kowalska-Sendek

autor zdjęć: Magdalena Kowalska-Sendek

dodaj komentarz

komentarze


Nauka zimowego pływania
 
Gen. Piotrowski: zagrożenie w Iraku nie wzrasta
Szturmani na Lipie
Jałta była zdradą naszych sojuszników
Jakie zmiany dla chętnych do służby za granicą?
Zmiany emerytalne dla żołnierzy
They Train Together, They Fight Together
Rozpoznają skażenie Rosomaków
Ważka bliżej
Defense Without Politics
Nowy wiceminister w MON
Hokeiści Grunwaldu o krok od podium Pucharu Europy
Wszyscy jesteśmy Darfurczykami
Iskra – dama polskiego lotnictwa
„Defender 20”: pierwszy transport US Army już w Europie
Rywalizacja strzelców wyborowych
Centrum dla Viperów w Łodzi?
Przekaż 1 proc. dla poszkodowanych saperów
Stulatka hydrografia
Double Eagle po nowemu
Rok pod znakiem kondycji i zdrowia
Polscy żołnierze niosą pomoc w Libanie
NATO pozostaje w Iraku, Polska także
Prezydent Duda w Davos o przyszłości Sojuszu
„San 2020” – międzynarodowy trening na mapach
Żyj zdrowiej
Jastrzębie przechwyciły rosyjskie myśliwce
Nowy pilot F-16 Tiger Demo Team
Pretorianie na Mazurach
Powstanie Muzeum Bitwy Warszawskiej
Wojownicy w Akademii Wojsk Lądowych
Obradowała Rada Gabinetowa
Klasy wojskowe po nowemu
Operacja „Adolphus”, czyli pierwszy skok
We Are All Darfur
Czerwoni w odwrocie
Darłowo czeka na śmigłowce
„Polski Czołg”, czyli żołnierz niepokonany w oktagonie
Ćwierćwiecze lublinieckiej Mety
Iran uderza w USA
Klasy wojskowe – MON czeka na wnioski szkół
Zaproponują zmiany w systemie kształcenia żołnierzy
Władze Cassino chcą oddać hołd gen. Andersowi
Krwawe walki o Monte Cassino
Żołnierze w dziesiątce najlepszych sportowców Polski
Arsenał talibów rozbity przez polskich żołnierzy
Pamiętajmy o przeszłości – konkursy MON
„Brilliant Jump” – gotowi na sygnał
Szer. Robert Baran wicemistrzem Europy w zapasach
Chciałem walczyć z Niemcami
Medyczne ćwiczenia zawiszaków
O Patriotach na WAT
Arsenał Iranu
Chcę zadbać o sprawy wszystkich żołnierzy
USA nie zacznie wojny z Iranem
Własne interesy Europy
Jakie podwyżki dla żołnierzy?
F-16 pod opieką sokołów i jastrzębi
Symulatory strzelań Rosomaków
For the Right Cause
Podziemna potęga

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Inspektorat Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO