moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Z Iskier na Mastera

Masterem lata się bardzo szybko. Samolot w porównaniu z Iskrami ma bardzo dużą moc. Pilot odczuwa przy starcie silne kopnięcie, po czym maszyna momentalnie odrywa się od pasa startowego. Trzeba nawet pilnować, by M-346 za bardzo się nie rozpędzał – tak pierwszy lot M-346 wspomina mjr Jacek Moskal, pilot z 41 Bazy Lotnictwa Szkolnego.

Ile godzin spędził Pan za sterami odrzutowców?

REKLAMA

Mjr pil. Jacek Moskal: Ponad 2500 godzin. Osiemnaście lat temu ukończyłem Wyższą Szkołę Oficerską Sił Powietrznych na kierunku pilot samolotu odrzutowego. I zaraz po promocji trafiłem do 41 Bazy Lotnictwa Szkolnego, gdzie jako pilot TS-11 Iskra szkoliłem kolejne pokolenia podchorążych. Do 2016 roku byłem związany wyłącznie z Iskrami. Potem przełożeni wytypowali mnie do przeszkolenia na nowym typie samolotu, czyli M-346.

Zgodnie z podpisaną umową z włoskim koncernem Leonardo, producentem Masterów, szkolenie przeszło 16 pilotów. Jakimi kryteriami kierowano się przy wyborze lotników?

Głównym kryterium było doświadczenie lotnicze. Piloci, którzy wyjechali na szkolenie do Włoch, mieli wylatane około 2 tys. godzin na odrzutowcach, a także uprawnienia instruktorskie. Poza tym wybierano ludzi, którzy zajmowali już jakieś stanowiska w bazie, czyli np. dowódcy klucza, eskadry. Jednym z kryteriów był również wiek. Chodziło o to, by inwestować w ludzi, którzy jeszcze trochę w wojsku posłużą. Jako ciekawostkę podam, że wśród przeszkolonej szesnastki są piloci, którzy latali na samolotach MiG-29 i F-16. Dzięki ich doświadczeniu lotniczemu łatwiej dopasujemy program szkolenia podchorążych, którzy w przyszłości chwycą za stery myśliwców.

Jak Pan wspomina szkolenie we Włoszech? Jak ono przebiegało?

Do Włoch wyjechałem z pierwszą grupą polskich pilotów na początku 2016 roku. Najpierw wszyscy musieliśmy zaliczyć czterotygodniowy kurs językowy w Loreto. Włosi wymagali potwierdzenia w swoim centrum szkolenia językowego znajomości języka zgodnie z wytycznymi ICAO [International Civil Aviation Organization – Organizacja Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego – red.]. Tylko osoby legitymujące się certyfikatem tego kursu mogą wykonywać loty we włoskiej przestrzeni powietrznej.

Potem przenieśliśmy się do włoskiej bazy lotniczej w miejscowości Lecce-Galatina, gdzie rozpoczęło się szkolenie teoretyczne. Musieliśmy nauczyć się budowy oraz funkcjonowania wszystkich systemów samolotu. Ale nie siedzieliśmy w zwykłych salach wykładowych, lecz do nauki wykorzystywaliśmy system komputerowy, czyli Computer Based Training (CBT). Po trzytygodniowej nauce i egzaminach byliśmy już bliżej M-346. Każdy z pilotów przeszedł jeszcze trening symulatorowy. To właśnie korzystając z wirtualnych narzędzi, uczyliśmy się uruchamiania samolotu, programowania, kołowania, startu i lądowania. Ogromne wrażenie robił na wszystkich zwłaszcza symulator FMS (Full Mission Simulator), w którym każdy spędził około 20 godzin. FMS gwarantował doskonałe zobrazowanie terenu, więc trening był bardzo zbliżony do rzeczywistego działania.


Film: polska-zbrojna.pl

Co można przećwiczyć za pomocą symulatora?

Tak naprawdę wszystko. Dowolny scenariusz lotu, misję lotniczą, walki powietrzne. Ale dla nas najważniejsze było szkolenie z sytuacji szczególnych i awaryjnych. Ćwiczyliśmy, na przykład, co zrobić, gdy wyłączy się jeden z silników albo zepsują się systemy hydrauliczne.

Z analogowej Iskry przesiadł się Pan do cyfrowego Mastera. To chyba nie jest proste?

Nie jest też trudne, ale wymaga odpowiedniego przygotowania i treningu w symulatorze. Nie ukrywam, że ćwiczeń na symulatorach we Włoszech nie było tak dużo, jakbyśmy sobie tego życzyli. Potrzebowaliśmy treningu, by wyrobić sobie pamięć mięśniową, czyli intuicyjnie wykonywać niektóre procedury. No ale na to trzeba więcej czasu.

Z czym miał Pan największe problemy?

Z przyzwyczajeniem się do niektórych procedur oraz z ogromem informacji, które trzeba było zapamiętać. Przy czym nie jest to jakiś wysiłek ponad ludzkie możliwości. Wszystko można wypracować, to jedynie kwestia długości treningu. Przed startem w M-346 trzeba na przykład wykonać tzw. check listę. Jest bowiem bardzo dużo systemów w samolocie do sprawdzenia. To było dla mnie nowością, bo w przypadku Iskry taka procedura nie obowiązuje.

A gdy w końcu wystartował Pan Masterem, jakie wrażenia temu towarzyszyły?

Przede wszystkim w M-346 wszystko dzieje się bardzo szybko. Samolot ma w porównaniu z Iskrą potężną moc. Przy starcie pilot odczuwa silne kopnięcie, po czym samolot momentalnie odrywa się od pasa startowego. Nawet trzeba nad nim panować, by nie rozpędzał się za bardzo. Z Iskrą było odwrotnie: ona potrzebuje czasu, by nabrać prędkości i wystartować.

M-346 jest wysokomanewrowym samolotem. Można w nim utrzymywać duże przeciążenia, czyli do poziomu 8G. Takie latanie wiąże się ze sporym wysiłkiem fizycznym. Podczas walk powietrznych, gdy trzeba się bronić albo atakować, zmęczenie odczuwa się podwójnie. A do tego ten ogrom informacji, które trzeba w krótkim czasie przyswoić i nauczyć się odpowiednio reagować. To tak, jakby stanąć na bieżni i bez żadnej rozgrzewki ustawić ją na największą prędkość.

Jakie zadania wykonywaliście podczas praktycznego treningu we Włoszech?

Szkolenie praktyczne było podzielone na trzy części. Na początku wszyscy przeszliśmy przeszkolenie na nowym typie samolotu. Wykonywaliśmy loty z widocznością, tzw. VFR [Visual Flight Rules – red.], ćwiczyliśmy starty i podejścia do lądowania oraz loty do wyznaczonej strefy. Potem przyszedł czas na trening specjalistyczny z taktyki i użycia uzbrojenia. Ostatni etap to szkolenie na poziomie instruktorskim.

Piloci M-346 mają specjalne kombinezony lotnicze. Jaką pełnią one funkcję?

To nie tyle kombinezon, ile specjalne spodnie przeciążeniowe. Musimy je nosić, by przeciążenia w czasie lotu nie wpływały negatywnie na nasz organizm. Wraz ze wzrastającym przeciążeniem zawęża się bowiem obraz widzenia, a gdy krew odpłynie z głowy, to można nawet stracić przytomność. I właśnie dlatego w odpowiednim momencie lotu zwiększa się ciśnienie powietrza w spodniach, co utrudnia przepływ krwi do nóg czy brzucha. Najwięcej krwi pozostaje wtedy w mózgu. To nie jest nowe rozwiązanie, z takich spodni przeciążeniowych korzystają na przykład piloci F-16.

W Dęblinie jest osiem samolotów M-346, a za pilotami pierwsze loty…

Mamy rok na zweryfikowanie opracowanego przez nas programu szkolenia podchorążych. Zaczniemy od wykonywania mniej skomplikowanych lotów, będziemy sprawdzać właściwości manewrowe przy małej i dużej prędkości, ćwiczyć starty i podejścia do lądowania. Przećwiczymy także sytuacje awaryjne. Z czasem przyjdzie pora na bardziej skomplikowane manewry: loty w parach i w większych lotniczych formacjach. Na koniec przejdziemy do walki powietrznej.

mjr pil. Jacek Moskal, cz.p.o. dowódca 48 Eskadry Lotniczej w 41 Bazie Lotnictwa Szkolnego. Nalot życiowy ponad 2500 godzin. Pilotował TS-11 Iskra, teraz będzie szkolił podchorążych na odrzutowcu szkolnym M-346.

rozmawiały: Magdalena Kowalska-Sendek, Ewa Korsak

autor zdjęć: Michał Niwicz

dodaj komentarz

komentarze


Military Doctor 2018
Kargil – pierwsza wojna nuklearnych mocarstw
Konkurs dla pasjonatów wojska
Misja na południowej flance NATO
Żołnierze na podium mistrzostw Europy
Pogrom w błocie
Lisowczycy – jeźdźcy apokalipsy ze wschodu
Spadochroniarze ćwiczą skoki na wodę
Wirtualny lot M-346
Treningowy zamach
Armia dostała kolejną partię nowych mundurów
W Brukseli o Afganistanie i pieniądzach
Mustang po raz trzeci
Pierwszy lot pamiętam stale…
Powitanie kuwejckiego kontyngentu
Fantastyczny finisz kaprala Lewandowskiego
Praktyczny wymiar Legii Akademickiej
Polscy weterani już częścią rodziny Invictus Games
Cywile z szansą na kaprala
Homar od nowa
Kotwica Polski Walczącej dla WOT
Menak spiskuje, czyli manewry na Morzu Czarnym
Wielka Defilada Niepodległości
Terytorialsi w urzędach
Życzenia Polaków dla Ojczyzny
Himarsy na polskim poligonie
Świętowanie i szkolenie
PKW „Sophia” zaczyna II zmianę
Święto Wojska Polskiego – relacja na żywo
Więcej pieniędzy dla cywilów w wojsku
Na Bałtyku tonął jacht. Z pomocą ruszyli żołnierze
Szkoła Orląt będzie Akademią
Armia Krajowa na pomoc płonącej Warszawie
Nowe stare śmigłowce dla US Army
Francuski żołnierz przyszłości 2.0
Święto Wojska Polskiego z warszawiakami
Wojsko pamięta o lotnikach
Gwardziści z USA w Krzesinach
Pokazy Air Show coraz bliżej
Szef MON odwiedził polskie kontyngenty
Trump: „Polska nie jest zakładnikiem”
Obchody 1 września na Westerplatte jednak z udziałem wojska
Cisi bohaterowie
Powietrzne szkolenie zwiadowców
Serbskie Homary i Kryle
Saperskie Dni Dobrosąsiedztwa
Zakochany w mundurze
MON na lato dla dzieci żołnierzy
Razem w życiu, razem na ringu
Strzały z Procy
Jastrzębie w walce radioelektronicznej
Robert Korzeniowski: kocham sport, jest on treścią mojego życia
Burza wokół rocznicowych uroczystości na Westerplatte
Armia Ochotnicza ostatniej szansy
Amerykanie będą mieli wojska kosmiczne
16–31 sierpnia 1918 – Pierwsze sukcesy ofensywy stu dni

Ministerstwo Obrony Narodowej Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Żandarmeria Wojskowa Inspektorat Uzbrojenia Inspektorat Implementacji
Innowacyjnych Technologii Obronnych
Dowództwo Garnizonu Warszawa

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO