moja polska zbrojna
Strona którą odwiedzasz korzysta z plików cookies. Ustawienia dotyczące tych plików można zmienić w opcjach przeglądarki używanej do przeglądania Internetu.
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o plikach cookies przeczytaj Politykę cookies.
Jeśli ustawienia cookies nie zostaną zmienione, podczas przeglądania strony informacje automatycznie zapisywane będą w pamięci Twojego urządzenia.
Nie pokazuj mi więcej tego komunikatu: kliknij tutaj

Studenci na mistrzostwach czeskiej armii

Przez trzy dni przeszli 120 km, noce spędzali w Górach Opawskich. Musieli pokonać lodowate rzeki, wspinać się na szczyty, a nawet nawiązać łączność radiową, siedząc na… drzewie. Polscy podchorążowie z Akademii Wojsk Lądowych wzięli udział w Międzynarodowych Mistrzostwach Armii Republiki Czeskiej w wieloboju zimowym „Winter Survival”.

Mistrzostwa odbyły się w pobliżu miejscowości Jesenik w Czechach. Na starcie stanęły 22 trzyosobowe zespoły podchorążych m.in. z Czech, Słowacji, Belgii, Ukrainy, Niemiec i Austrii. Polskę reprezentowali podchorążowie z Sekcji Szkoleń Wysokogórskich z Akademii Wojsk Lądowych. „Winter Survival” zorganizował Uniwersytet Obrony w Brnie.

 

REKLAMA

„Top to top” i niespodzianki

Do udziału w zawodach Polacy przygotowywali się od dawna. – Startowaliśmy w ubiegłym roku, więc wiedzieliśmy, że rywalizacja będzie naprawdę trudna. Jak tylko przyszła zima i warunki na to pozwalały, zaczęliśmy trenować jazdę na nartach i pracować nad kondycją – mówi pchor. Tomasz Kuś z AWL-u. Wojskowi studenci wiedzieli, z czym będą musieli się zmierzyć. Miesiąc przez zawodami ukazał się specjalny przewodnik, który dokładnie opisywał poszczególne konkurencje. Tradycyjnie jednak organizatorzy przygotowali kilka niespodzianek.

Zmagania podchorążych trwały cztery dni. Pierwszego, wszyscy musieli odbyć 7-kilometrowy bieg. – Po pokonaniu tego dystansu czekał nas zjazd na nartach, a gdy tylko dotarliśmy na metę, organizatorzy rozdali nam mapy, na których zaznaczonych było 12 szczytów górskich. Musieliśmy zdobyć je w ciągu siedmiu godzin, czekało nas ponad 20 km wędrówki – opowiada pchor. Kuś – Ta konkurencja nosiła nazwę „Top to top” – dodaje.

Taryfy ulgowej nie było. Nawet jeśli zespół wykonał wszystkie zadania, ale nie zmieścił się w czasie, punktów nie otrzymywał. – Niektórzy wiedząc, że nie zdążą dojść do mety w ciągu siedmiu godzin, rezygnowali ze zdobycia kilku szczytów. Nam ta konkurencja poszła bardzo dobrze, nie tylko zmieściliśmy się w czasie, lecz także zdobyliśmy wszystkie 12 wierzchołków – mówi pchor. Kuś.

Tego dnia nie zabrakło też niespodzianki. – Kolejna konkurencja zakładała, że jeden z nas musiał za pomocą technik linowych wspiąć się na drzewo na wysokość 20 m. Tam znajdowało się radio, za pomocą którego trzeba było skontaktować się z sędzią – opowiada pchor. Maciej Łukaszewicz. To zadanie miało wykazać, czy studenci potrafią nawiązać łączność w trudnych warunkach.

Bez namiotu i GPS-u

Podczas zawodów uczestnicy nigdy nie wiedzieli, gdzie przyjdzie im spędzić noc. O przygotowanie miejsca noclegowego musieli zadbać sami. Używanie namiotów było zakazane, studenci wykorzystywali więc śpiwory i płachty biwakowe. – Pierwszej nocy, gdy wreszcie spaliśmy po wyczerpującym dniu, organizatorzy nas obudzili i wręczyli mapy. Okazało się, że musimy się szybko spakować i przenieść z noclegiem 2 km dalej – opowiada pchor. Kuś.

Kolejnego dnia było jeszcze trudniej. Z samego rana zawodnicy dostali kolejne zadanie – stawić się w 11 punktach kontrolnych znajdujących się na 30-kilometrowej trasie w paśmie gór Wysoki Jesionik (Jesenik). Nie mogli używać GPS-u, a jedynie map i kompasu. – Największym problemem w tej konkurencji okazał się jednak brak śniegu, bo z tego powodu nie mogliśmy założyć nart. W efekcie trasę musieliśmy pokonać pieszo z całym ekwipunkiem. Wagę plecaków jeszcze na starcie ograniczyliśmy do minimum, miały po 13 kg. Gdy okazało się, że z nart nie będzie pożytku, musieliśmy je wraz z butami przytroczyć do plecaków. Ich waga wzrosła wtedy do 17 kg – opowiada pchor. Łukaszewicz.

Po 30 kilometrach zawodników czekał biathlon – 1,5-kilometrowy sprint i dwa strzelania, a także szturmowanie budynków i przejście po moście linowym nad rzeką. Na tym jednak atrakcje tego dnia się nie skończyły. – Gdy już kładliśmy się spać, ponownie wręczono nam mapy z zaznaczonym miejscem biwakowania, było 10 km dalej. Mimo ogromnego zmęczenia musieliśmy się znów się zmobilizować i wyruszyć w trasę, a na miejscu urządzić sobie nowy nocleg – opowiada pchor. Łukaszewicz.

120 km w trzy dni

Z każdą konkurencją poprzeczkę podnoszono coraz wyżej. Trzeciego dnia zawodnicy znów ruszyli w 30-kilometrowy marsz do wyznaczonych punktów kontrolnych. Na trasie czekały ich zadania. Strzelali z czeskich karabinków Bren i CZ57 Phantom do tarcz na dystansie 50 m, musieli też udzielić pomocy rannym. – Dla mnie tego dnia najtrudniejszym zdaniem było pokonanie via feratty. To taki pionowy szlak skalny, na którym umieszczona jest lina asekuracyjna. Było bardzo stromo i ślisko. Po wejściu na górę, każdy z nas musiał zjechać z niej cztery razy – opowiada pchor. Kuś.

W ciągu trzech dni polscy podchorążowie pokonali w sumie 120 km, z czego tylko pierwsze 15 na nartach. – Ten brak śniegu kompletnie nas zaskoczył. Było dużo trudniej, a niektóre konkurencje trwały z tego powodu o wiele dłużej – mówi pchor. Kuś.

W czwartym dniu zawodów, wojskowych studentów czekały ostatnie konkurencje: bieg na orientację i organizowany na stoku narciarskim slalom. – Nie poszło nam tu zbyt dobrze. Na co dzień zajmujemy się skitouringiem, czyli podchodzeniem na nartach i zjeżdżaniem. A ta konkurencja była ściśle związana z techniką zjazdu, liczyły się setne sekundy. Zabrakło nam pewnych umiejętności. Ale przynajmniej wiemy, nad czym musimy pracować – przyznaje pchor. Łukaszewicz.

24. edycję Międzynarodowych Mistrzostwach Armii Republiki Czeskiej w wieloboju zimowym „Winter Survival” wygrała drużyna żołnierzy zawodowych z Austrii. Studenci z wrocławskiej Akademii zajęli 12. miejsce i uplasowali się w środku rankingu. – Ważne, że ukończyliśmy zawody. Poziom był bardzo wysoki, a naszymi rywalami byli żołnierze, którzy na co dzień trenują skiaplinizm. Udział w mistrzostwach był dla nas okazją do zdobycia cennych doświadczeń, poznania rozwiązań, podpatrzenia, jak sobie radzą koledzy z innych krajów – mówi pchor. Kuś.

Podchorążowie podkreślają, że ukończyli zawody m.in. dzięki temu, że tworzyli zgraną drużynę. – Właściwe każda z konkurencji opierała się na pracy zespołowej. Dostawaliśmy zadanie i mieliśmy kilka minut, by podzielić się pracą. Ale świetnie się uzupełnialiśmy nawet w najprostszych sprawach, jak wsparcie przy wspinaczce czy przepięcie karabinka do liny poręczowej – podkreśla pchor. Łukaszewicz. Studenci zapowiadają, że w przyszłorocznych zawodach będą walczyć o miejsce w pierwszej dziesiątce.

W Sekcji Szkoleń Wysokogórskich w Akademii Wojsk Lądowych działają podchorążowie, którzy kształcą się w specjalności rozpoznawczej. Rozwijają wiedzę na temat zasad przetrwania w terenie górskim, uczą się technik wykorzystania sprzętu wysokogórskiego o różnych porach roku, biorą udział w różnego rodzaju kursach i szkoleniach tematycznych oraz reprezentują uczelnię na zawodach w kraju i za granicą (m.in. Ukraina, Azerbejdżan, Mołdawia, USA, Niemcy, Kanada, Wielka Brytania, Republika Czeska).

Paulina Glińska

autor zdjęć: Sekcja Szkoleń Wysokogórskich AWL

dodaj komentarz

komentarze

~BB
1518336540
I znów okazuje się, żę tylko pasjonacji mogą coś takiego zrobić. Czy Inspektorat Wsparcia zastanawiał się dlaczego żaden z nich nie wziął ze sobą wojskowych butów wydanych przez Matkę Armię?
78-41-F6-06

Będzie więcej dróg o znaczeniu obronnym
Drugi dzień obrad NATO w Brukseli
Praktyczne szkolenie przyszłych oficerów
Nowa współpraca wojskowa UE
Polscy lotnicy kontra ISIS
Komandosi szkolą się przed misją
Z Iskier na Mastera
Polskie niszczyciele min dla Belgii i Holandii?
Medyk do zadań specjalnych
Lotnik z Radomia wrócił z medalami z Antarktydy i Chile
Żołnierze na skoczniach narciarskich
Resort obrony opracował zmiany w ustawie o weteranach
Śmierć za pomoc sąsiadom
Biało-Czerwone Iskry w Pjongczangu
Szturm na metro
Strażacy na medal
Amunicja do radzieckich czołgów sprzedana
„Kwartalnik Bellona” ma 100 lat
Polacy na straży bezpieczeństwa NATO
Ćwierćmaraton Komandosa po raz czwarty
Prezydent z ministrem o dowodzeniu armią
Kolej na poligon. A może i dla pasażerów?
Troje żołnierzy wystartuje w PyeongChang
Wyższe dodatki dla żołnierzy
W Budapeszcie o współpracy zbrojeniowej państw V4
Rumuńsko-polskie ćwiczenia taktyczne
Centrum dowodzenia NATO w Polsce?
Zostań lekarzem w mundurze
Oto kawałek mnie
Obronny „Brave Band”
Witamy w domu
Srebro polskich spadochroniarzy w futsalu
Francja inwestuje w obronność
Kierunek „Saber Strike ’18”
IPN wznowił poszukiwania ofiar totalitaryzmu
Lucyna, zuch dziewczyna
Walka o Zamojszczyznę
Awanse generalskie w Narodowym Dniu Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”
Antoni Macierewicz w Kanadzie o rosyjskiej agresji
Polska wigilia w Rumunii
Pierwszy zrzut cichociemnych
„Pierwsza polska bitwa” według Napoleona
„Sophia” z polskim akcentem
Złote Odznaki Górskie przyznane po raz drugi
Nowe drony kamikadze
Za trzy lata Muzeum Wojska Polskiego będzie już na Cytadeli
ORP „Drużno” po nowemu
Nowi wiceministrowie obrony
Ministrowie obrony w Brukseli
Trotyl pod zabytkowym mostem
Motoryzacyjne zakupy armii
Argentyńska zagadka
Polonia bliżej marynarki
Posłowie debatowali o modernizacji
Posłowie o budżecie obronnym na 2018 rok
Polish WAAF, czyli Pestki w służbie wojska
Nurkowie muszą zachować zimną krew
Prezydent podpisał ustawę budżetową na 2018 rok

Ministerstwo Obrony Narodowej Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Żandarmeria Wojskowa Inspektorat Uzbrojenia Inspektorat Implementacji
Innowacyjnych Technologii Obronnych
Dowództwo Garnizonu Warszawa

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO