moja polska zbrojna
Strona którą odwiedzasz korzysta z plików cookies. Ustawienia dotyczące tych plików można zmienić w opcjach przeglądarki używanej do przeglądania Internetu.
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o plikach cookies przeczytaj Politykę cookies.
Jeśli ustawienia cookies nie zostaną zmienione, podczas przeglądania strony informacje automatycznie zapisywane będą w pamięci Twojego urządzenia.
Nie pokazuj mi więcej tego komunikatu: kliknij tutaj

Powstanie nasze codzienne

Działały kuchnie polowe, poczta, sądy, odbywały się koncerty i seanse filmowe, ludzie brali śluby – podczas powstania warszawskiego ludzie starali się nadać życiu choćby pozory normalności. 9 września 1944 roku, korzystając z czasowego zawieszenia broni, część mieszkańców opuściła jednak Warszawę i oddała się w ręce Niemców.

– Ludność Warszawy znalazła się w trudniejszej sytuacji niż powstańcy. Żołnierz na barykadzie, z bronią w ręku, mógł mieć choćby złudzenie, że jest panem swego losu, że może zrobić cokolwiek, by się obronić. Cywil często był zmuszony siedzieć w ciasnej, dusznej piwnicy i czekać, i zastanawiać się: „wpadnie tutaj bomba i mnie zabije, czy jednak nie wpadnie?” – wspomina Tadeusz Filipkowski, pseudonim „Filip”, uczestnik powstania warszawskiego w szeregach Szarych Szeregów, obecnie członek Światowego Związku Żołnierzy AK. A jednak codzienne życie, choć już dawno postanowione na głowie, toczyło się naprzód.

Rzecz najważniejsza: przetrwać. Uniknąć kuli, ale też oszukać głód. – Przez pierwszych kilkanaście dni ludzie jedli zgromadzone wcześniej zapasy: przetwory, mąkę, cukier. Szybko jednak żywności zaczęło brakować – opowiada Filipkowski. Jego rodzina mieszkała w najspokojniejszej, jak mówi, części Śródmieścia – przy ulicy Poznańskiej. – Wybieraliśmy się na Pole Mokotowskie, na ogródki działkowe. Warszawiacy przynosili stamtąd warzywa, ale wiązało się to z ryzykiem, bo Niemcy uczestników takich wypraw ostrzeliwali – tłumaczy. Mieszkańców ratowały powstańcze kuchnie polowe. W walczącej stolicy powstało ich sto kilkadziesiąt. Serwowana tam żywność pochodziła ze zdobytych magazynów, ale posiłki nie były zbyt urozmaicone. – Słynna stała się wówczas zupa plujka. Robiło się ją z jęczmienia i owsa, tyle że ziarna były niełuskane, pełne paździerzy. Niemal po każdej łyżce, trzeba je było wypluwać, stąd nazwa – opowiada Filipkowski.

REKLAMA

Z czasem jednak braki w zaopatrzeniu dawały o sobie znać coraz mocniej. – Ludzie zaczęli zabijać i zjadać zwierzęta. Początkowo konie i gołębie, potem także psy i koty – wspomina Filipkowski. – Pamiętam, że jeden z moich kuzynów miał ukochanego pieska. Dokarmiał go, jak tylko mógł, dbał o niego. Pewnego dnia wybrał się na patrol. Kiedy wrócił, po mieszkaniu roznosił się zapach zupy. Koledzy namówili go, żeby spróbował. Kiedy kuzyn zjadł, jeden z nich zapytał: „A ty wiesz z czego ta zupa? Swojego Mikusia zjadłeś”. Kuzyn chwycił za karabin i gdyby go nie powstrzymali, pewnie kogoś by zastrzelił. Potem do końca życia nie można było przy nim wspominać o tamtym wydarzeniu – podkreśla.

Jeszcze większym problemem był dostęp do wody. – Tej brakowało od samego początku powstania. Ludzie ratowali się, kopiąc studnie. Jedna z nich znajdowała się na podwórzu kamienicy sąsiadującej z tą, w której mieliśmy mieszkanie. Czasem mieszkańcy czerpali wodę wprost ze zbombardowanej sieci wodociągowej. Wielu musiało chodzić z wiadrami po kilkaset metrów albo i więcej, a do studni ustawiały się kolejki – opowiada Filipkowski. – Jedną z przyczyn upadku powstania stało się wyczerpanie zapasów amunicji. Niemniej ważny okazał się jednak głód – dodaje.

Ptaszek na barykadzie

10 sierpnia: „Kochany synku! Jesteśmy na Kredytowej w suterenach. Jesteśmy cali i zdrowi. Czekamy na list od Ciebie. Całujemy. Matka”.

20 sierpnia: „Panie Antoni!!! Syn Pana jest ranny. Jest u nas w domu. Żona moja się nim opiekuje. 9 rano. Woźniak”.

5 września: „Zaniepokojony jestem losem państwa Sawickich, proszę uprzejmie o wiadomość. 20 sierpnia zawiadomił mnie pan Jan, że żyją, lecz są w samym środku walk. Z poważaniem Józef Zaremba, Śniadeckich 11 m. 7”.

Podobnych listów podczas powstania mieszkańcy Warszawy napisali około 200 tysięcy. Adresatom doręczali je harcerze. Poczta Polowa (początkowo pod nazwą Poczta Harcerska) działała od 4 września. – Przesyłki nosili zawiszacy, czyli najmłodsi członkowie Szarych Szeregów, do których ja też się zaliczałem – wspomina Filipkowski. Główny urząd mieścił się przy ulicy Świętokrzyskiej, poczta miała także siedem ekspozytur. Mieszkańcy mieli do dyspozycji 40 skrzynek zawieszonych w różnych punktach miasta. Listy nadawali za darmo, musieli jednak przystać na istotne ograniczenia. Kartki mogły zawierać nie więcej niż 25 słów. Wszystkie podlegały cenzurze. Dowództwo Armii Krajowej badało w ten sposób panujące w mieście nastroje i zabezpieczało się przed ewentualną dywersją. – Pierwsze stemple pocztowe wykonane zostały z ziemniaków, potem poczta się rozwinęła. Działała do ostatniego dnia powstania. Dzięki niej mieszkańcy mieli szansę dowiedzieć się, co dzieje się z ich bliskimi, nie stracić się z oczu w wojennej zawierusze – tłumaczy Filipkowski.

O tym, co się dzieje, dowiadywali się też w inny sposób. W mieście od 8 sierpnia aż do końca walk działała powstańcza radiostacja „Błyskawica”. Każdego dnia ukazywał się też „Biuletyn Informacyjny”, który na czas powstania z tygodnika przerodził się w dziennik. Z kolei w kinie „Palladium” wyświetlane były kolejne części filmu „Warszawa walczy”, przygotowanego przez sprawozdawców wojennych AK pod kierunkiem Antoniego Bohdziewicza „Wiktora”. Życie kulturalne na tym się jednak nie skończyło. – Na podwórkach występowały teatry kukiełkowe, koncerty, które miały podtrzymać ludzi na duchu, dawali znani artyści, choćby Mieczysław Fogg – wyjaśnia Filipkowski. Jeden z najsłynniejszych przedwojennych piosenkarzy podczas powstania nosił pseudonim „Ptaszek”. Przed publicznością w schronach, szpitalach, a nawet na barykadach wystąpił przeszło sto razy.

Order za protezy

Na jednym z najbardziej znanych zdjęć z powstania ksiądz z biało-czerwoną opaską na ramieniu i przewieszoną przez szyję stułą pochyla się nad dwójką młodych ludzi. Dziewczyna ma kraciastą koszulę, chłopak mundur i rękę na temblaku. To Alicja Treuler i Bolesław Biega. Przed chwilą wzięli ślub. Za obrączki posłużyły kółka od zasłon, zaś naprędce zorganizowana ceremonia trwała zaledwie kilka minut. Podobnie jak ponad 250 innych zaaranżowanych podczas powstania. W walczącej Warszawie ludzie żenili się na potęgę. Biegowie przetrwali wojnę, a po niej wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych. Małżeństwem są do dziś. Kilkadziesiąt lat przetrwało też małżeństwo Jana Nowaka-Jeziorańskiego. – O jego ślubie opowiadali mi znajomi. Wiem, że były kwiaty zerwane z jakiegoś balkonu, a uroczystość odbywała się jakieś 300–400 metrów od linii walk – mówi Filipkowski. Sam Nowak-Jeziorański wspominał po latach, że trwała dokładnie siedem minut.

Tymczasem z zabandażowaną ręką Bolesława Biegi wiąże się inna niezwykła historia. – Podczas walk został ranny w rękę, a stan był na tyle poważny, że nieunikniona wydawała się amputacja. Wtedy Biegę obejrzał lekarz Mirosław Vitali i zaryzykował. Zrezygnował z operacji. Potem okazało się, że ręka wydobrzała – opowiada Adrian Sobieszczański, historyk i przewodnik po Warszawie. Po powstaniu Vitali trafił do obozu jenieckiego, potem do polskiej armii na Zachodzie, po demobilizacji zaś zdecydował się zostać w Wielkiej Brytanii. – Pracował między innymi nad ulepszaniem protez, a za wybitne zasługi w tej dziedzinie królowa Elżbieta II nadała mu Order Imperium Brytyjskiego – wyjaśnia Sobieszczański.

Krucha namiastka normalności

W blisko 150 powstańczych szpitalach pracowała cała rzesza ofiarnych lekarzy i niższego personelu, który często składał się z ochotników naprędce przyuczonych do zawodu. – Przez cały czas borykali się oni z brakiem leków i środków opatrunkowych, choć te gromadzone były jeszcze przed powstaniem. Przykład? Akcja oddziału AK pod dowództwem Janusza Brochwicza-Lewińskiego „Gryfa”. Żołnierze na krótko przed wybuchem walk opanowali przeznaczoną dla Niemców aptekę Wendego i wynieśli z niej pokaźną ilość środków medycznych – tłumaczy Sobieszczański.

Podczas powstania działał wymiar sprawiedliwości, na którego czele stał Włodzimierz Sieroszewski oraz pilnująca porządku żandarmeria. Prowadzone były śledztwa i rozprawy sądowe. W ten sposób AK chciała ukrócić, na przykład, prowadzony tu i ówdzie czarny handel oraz pospolitą przestępczość. Żandarmi strzegli też wejść do kanałów. – Z podziemnych tras korzystali przede wszystkim powstańcy, w dalszej kolejności jednak też cywile. Kanałami do Śródmieścia miała przejść, między innymi, znana przedwojenna aktorka Ina Benita z dzieckiem. Ale żeby korzystać z tej drogi ewakuacji, należało mieć przepustkę. Służby porządkowe pilnowały, by tak się działo i by pozwolenia nie były fałszowane – zaznacza Sobieszczański.

Ale ta krucha namiastka ładu, którą starała się stworzyć ludność Warszawy, niemal każdego dnia była podważana przez coraz większą liczbę ofiar i coraz mocniejsze przeczucie zbliżającej się klęski. Powstanie przetrwało 63 dni. Podczas walk zginęło kilkanaście tysięcy żołnierzy polskiego podziemia. Liczba ofiar cywilnych szacowana jest na 150–180 tysięcy.

Podczas pisania wykorzystano m.in. zasoby Muzeum Powstania Warszawskiego upublicznione w Internecie – stamtąd pochodzą cytaty z powstańczych listów

 

Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: Narodowe Archiwum Cyfrowe, Wikipedia

dodaj komentarz

komentarze


„Dunaj ’17” – test przed misją
Posłowie rozmawiali o sytuacji materialnej wojskowych
Raport MON o książce Tomasza Piątka
Boeing dla VIP-ów wylądował w Polsce
Polacy jadą na misję szkoleniową do Iraku
Cztery kilometry walki
Dni Radiolokacji
Żołnierze kruczego pióra
Z obiektywem na wojnę
Rozbrajanie kontrolowane, Warszawa, listopad 1918
Samoobrona Kobiet – runda druga
Nie lekceważymy żadnego problemu
MON pomaga spełniać marzenia dzieci
Patrioty o krok bliżej
Język współpracy
Jastrzębie wracają z Litwy do domu
Drugie życie Challengerów
Nowa instrukcja lotów HEAD do końca roku
Centrum dowodzenia NATO w Polsce?
Świętowali na sportowo
Islamski feniks
Wojsko kupiło drony uderzeniowe
Jubileusz Śląska Wrocław
Wsparcie dla misji Air Policing
Polskie F-16 na manewrach „Blue Flag”
Więcej pieniędzy na obronność
Więcej pieniędzy dla żołnierzy
Ćwiczenia Maple Arch '17 w Nowej Dębie
Kobiety na misjach obserwacyjnych
Tragedia SS „Wigry”
MON odzyska narzędzia analizy planów operacyjnych
Patrioty coraz bliżej
Jeszcze mobilniejsze NATO
Limity służby czynnej w 2018 roku
Najsilniejsi w służbach mundurowych
Minister Antoni Macierewicz podsumował dwa lata kierowania resortem obrony
Zabytkowy silnik do Renault FT
Bandera nad „Kormoranem”
Armia Czerwona zamyka kleszcze
Blok operacyjny na miarę XXI wieku
Twórcy SPO odznaczeni
Antoni Macierewicz w Kanadzie o rosyjskiej agresji
Podziękuj bohaterom!
Żołnierz WOT-u mistrzem wojska w szachach
Nowa współpraca wojskowa UE
Czy w szkołach będzie wychowanie proobronne?
Czarna dywizja na ćwiczeniach „Borsuk”
Posłowie o budżecie obronnym na 2018 rok
Wyższe dodatki dla żołnierzy
Posłowie o przemyśle stoczniowym
PGZ deklaruje: Mamy BMS
Twierdze nie do zdobycia
Zbierają doświadczenia w pustynnych warunkach
Polskie myśliwce nad Bułgarią
Trzy medale przełajowców na wojskowych mistrzostwach świata

Ministerstwo Obrony Narodowej Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Żandarmeria Wojskowa Inspektorat Uzbrojenia Inspektorat Implementacji
Innowacyjnych Technologii Obronnych
Dowództwo Garnizonu Warszawa

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO