moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Przed godziną „W”…

Rozterki, wahanie, brak dobrego rozpoznania – tak wyglądała sytuacja w Komendzie Głównej Armii Krajowej na kilka dni przed wybuchem Powstania Warszawskiego. Czy AK właściwie wybrała moment rozpoczęcia walk? Czy w ostatniej fazie przygotowań można było zrobić coś lepiej, by zwiększyć szanse na powodzenie zrywu?


Generał Tadeusz Bór-Komorowski na Woli. Od Lewej Major Wacław Janaszek Bolek (szef sztabu Radosława), Generał Tadeusz Bór-Komorowski, pułkownik Jan Mazurkiewicz Radosław i kapitan Ryszard Krzywicki Szymon (adiutant)

21 lipca 1944 roku gen. Tadeusz Komorowski „Bór”, komendant główny AK, donosił w meldunku do sztabu Naczelnego Wodza w Londynie: „Ogólnie wydaje się pewnym, że na froncie wschodnim Niemcy nie są już w stanie odebrać inicjatywy z rąk sowieckich ani też przeciwstawić się skutecznie. W ostatnim czasie coraz częściej widzimy objawy wewnętrznego rozkładania się armii niemieckiej, która jest bardzo zmęczona i bez chęci do walki”. Generał pisał to z autopsji, obserwując warszawskie ulice. Była to jednak wiedza niewystarczająca, by do końca właściwie ocenić sytuację, w jakiej znalazła się Warszawa w tym czasie.

Latem 1944 roku większość mieszkańców okupowanej Warszawy z radością obserwowała coraz wyraźniejsze skutki niemieckich klęsk na froncie wschodnim. 20 lipca została przerwana łączność między stolicą Polski a Brześciem i Białymstokiem oraz telefoniczna z Lublinem. W następnych dniach przez mosty i arterie miasta przelewały się tłumy żołnierzy z tyłowych jednostek Wehrmachtu oraz z rozbitych oddziałów frontowych. Zwłaszcza obraz tych ostatnich cieszył warszawiaków – brudni, w zakurzonych i podartych mundurach niedoszli „panowie Europy” myśleli tylko o ucieczce. Jednak prawdziwa panika wśród Niemców wybuchła pod wpływem rozkazu z 23 lipca o natychmiastowym, do godziny 14.00, opuszczeniu miasta przez niemieckie kobiety. Szybko też wkradł się chaos w ewakuację niemieckich cywilnych instytucji, które przenoszono do Łowicza, Łodzi, a nawet Bydgoszczy i Poznania. Panika osiągnęła apogeum następnego dnia, kiedy z Warszawy uciekła policja, SS i gestapo. Jednocześnie od strony Pragi słychać było narastający huk sowieckiej artylerii, a w nocy nad miastem pojawiły się samoloty zwiadowcze z czerwonymi gwiazdami. Przy tym wszystkim rozbite oddziały niemieckie wciąż przechodziły przez miasto, a coraz bardziej podnieceni mieszkańcy sądzili, że  lada chwila w ślad za uciekającymi Niemcami pojawią się sowieckie czołgi. Zaczęły się też rabunki pozostawionych bez straży sklepów i magazynów.

Taka sytuacja utrzymywała się również 25 lipca i w ocenie wielu oficerów Komendy Głównej AK (na przykład ppłk. dypl. Jerzego Kirchmayera czy płk. dypl. Jana Rzepeckiego) był to najlepszy moment pod względem taktycznym (bez brania pod uwagę sytuacji na froncie wschodnim) do opanowania Warszawy przez oddziały AK. Co więcej, podobnie sądzili także Niemcy, którzy spodziewali się zbrojnego wystąpienia w mieście, lecz nie znali jego terminu. Między innymi gubernator dystryktu warszawskiego Ludwig Fischer twierdził, że zaskoczone niemieckie załogi, pozostające w różnych obiektach polskiej stolicy miałyby wielkie kłopoty z utrzymaniem ich po ataku AK.

Zmiana planów

Jednak już w środę 26 lipca w zachowaniu Niemców nastąpił wyraźny zwrot. Do Warszawy wróciła i wznowiła urzędowanie część administracji. Na słupach i murach pojawiły się plakaty gubernatora Fischera ogłaszające, że Warszawa będzie broniona i nakazujące powrót do pracy. Ulice znowu zaczęła patrolować policja niemiecka. Przeprowadzono też aresztowania, a nawet zlikwidowano kilka konspiracyjnych magazynów broni. Również w wojsku sytuacja została opanowana. Dowódca 9 Armii gen. Nikolaus von Vormann w rozkazie z 25 lipca nakazywał: „Wszystkie wojska, które będą wyładowane w Warszawie, mają maszerować we wzorowym porządku na wschód przez miasto, wykorzystując możliwie główne jego ulice. Przez taką postawę należy wykazać ludności, że – wbrew różnym plotkom – chcemy bronić miasta wszelkimi środkami”. Między 29 a 31 lipca przerzucono przez Warszawę elitarną Dywizję Spadochronowo-Pancerną „Hermann Göring”. Niemieccy saperzy zaminowali mosty Poniatowskiego i Kierbedzia oraz wzmocnili ich obsadę. Jednocześnie nasiliły się sowieckie naloty na miasto. Bomby spadły między innymi na Pragę, Wolę, Brudno i Okęcie. W sztabie Okręgu AK Warszawa-miasto tak podsumowano te chwile: „Zarządzenia tego rodzaju jak ewakuacja, odwrót wojsk nieprzyjaciela, który niejednokrotnie odbywa się w chaosie […] budzą entuzjazm Polaków, a zwłaszcza oddziałów AK, i stwarzają w zasadzie dobre warunki do działań powstańczych. Z drugiej strony świadomość, że posiadamy mało broni lekkiej, a zupełnie ciężkiej, budzi w niektórych kołach obawę co do losu powstania. W każdym razie panuje ogólny nastrój, że opanowanie Warszawy przez bolszewików jest kwestią kilku dni”.

Dyskusje do ostatniej chwili

Powyższy fragment dobrze ilustruje rozterki, jakimi poddani zostali oficerowie Komendy Głównej AK. Gen. Tadeusz Bór-Komorowski podjął wstępną decyzję o podjęciu działań zbrojnych w Warszawie 21 lipca 1944 roku. I od tego dnia doszło do całej serii odpraw, na których debatowano o szansach walki z niemieckim garnizonem Warszawy. Jak podkreślają uczestnicy tych odpraw, oficerem, który wyrażał najmniej wątpliwości co do podjęcia walki, a nawet wyraźnie do niej parł, był dowódca okręgu warszawskiego, płk dypl. Antoni Chruściel (od 6 sierpnia używał pseudonimu „Monter”). Pułkownik wydawał się nie zauważać opanowania paniki wśród Niemców i pojawienia się w rejonie stolicy dwóch niemieckich dywizji pancernych – „Herman Göring” i SS „Wiking”. Swoim podkomendnym tłumaczył: „Niemcy nie wytrzymają naszych uderzeń kierowanych ze wszystkich stron jednocześnie […], żołnierz niemiecki jest zdemoralizowany odwrotem i zniechęcony do dalszego prowadzenia wojny, bić się nie będzie”. Na odprawach „Monter” podkreślał, że posiadanymi siłami może „działać zaczepnie” przez trzy–cztery dni, do czasu przybycia polskiej brygady spadochronowej z Wielkiej Brytanii i zrzutów alianckich lub wcześniejszego wkroczenia Armii Czerwonej. Natomiast w obronie mógłby się utrzymać przez 14 dni. Na sugestie o niedostatecznym uzbrojeniu oddziałów AK, odpowiadał, że brak broni zastąpi „furia odwetu” atakujących…

25 lipca gen. „Bór” podjął ostateczną decyzję o rozpoczęciu walk w Warszawie i wysłał depeszę do Londynu z prośbą o przysłanie brygady spadochronowej i bombardowanie przez lotnictwo alianckie wyznaczonych obiektów niemieckich. Następnego dnia zaproszono na odprawę Delegata Rządu na Kraj. Wicepremier Jan Stanisław Jankowski po wysłuchaniu opinii sztabowców, oficjalnie wydał gen. Komorowskiemu rozkaz opanowania Warszawy – przynajmniej na 24 godziny przed wkroczeniem do niej Armii Czerwonej (31 lipca „Bór” skrócił ten okres do 12 godzin). Jankowski uznał, że właśnie tyle czasu będzie potrzebować administracja cywilna na wyjście z konspiracji i rozpoczęcie urzędowania w oczekiwaniu na przybycie Sowietów. Ten fakt wyraźnie wskazuje, że moment uderzenia na Niemców został określony nie na podstawie przesłanek wojskowych, lecz politycznych i to uzależniało jego powodzenie od czynnika zewnętrznego, w tym wypadku decyzji Stalina, na którego ani Komenda Główna AK, ani polskie władze cywilne nie miały żadnego wpływu.

„Samowolna” mobilizacja Chruściela

Po południu 27 lipca na warszawskich ulicach rozklejono podpisane przez gubernatora Fischera plakaty z wezwaniem, by następnego dnia o godzinie 8.00 stawiło się na sześciu wyznaczonych placach sto tysięcy warszawiaków do kopania rowów przeciwczołgowych. Okazało się, że Fischer wydał swe rozporządzenie bez wiedzy dowództwa 9 Armii, a nawet służb bezpieczeństwa, które zgodnie stwierdziły, iż może to sprowokować AK do zbrojnego wystąpienia. Nie mylili się. O godzinie 19.00 płk Chruściel przekazał podległym sobie dowódcom pocztą alarmową następujący rozkaz: „Alarm! Wobec dzisiejszych zarządzeń niemieckich nadanych przez megafony zarządzam, co następuje: 1. Zgrupować się na stanowiskach wyczekiwania i czekać na ogłoszenie godziny «W». 2. Wkroczyć czynnie przed zarządzeniem godziny «W» tylko w wypadkach szczególnie usprawiedliwionych, a głównie w rejonach zbiórek”. Zgodnie z tym rozkazem, jeżeli wcześniej nie zostanie ogłoszona godzina „W” (wybuch), po 48 godzinach zmobilizowane oddziały miały automatycznie przystąpić do walki, co przypadało w nocy z 29 na 30 lipca. 

Po wojnie płk Chruściel dowodził, że rozkaz wydał za wiedzą komendanta głównego, czemu gen. Komorowski konsekwentnie i kategorycznie zaprzeczał. Wprawdzie sama mobilizacja przebiegła bardzo sprawnie i bez większych zakłóceń (stawiło się ponad 80% składu osobowego oddziałów bojowych), ale był to jedyny pozytyw tej decyzji. Wiadomość o koncentracji AK szybko rozniosła się nie tylko wśród mieszkańców Warszawy, ale zaalarmowała także Niemców, którzy nabrali pewności, że lada chwila w mieście wybuchnie powstanie. Mobilizacja też w istocie dekonspirowała na masową skalę warszawską AK. Niektórzy historycy twierdzą nawet, że to właśnie obawa przed aresztowaniem dowództwa AK wpłynęły na decyzję gen. Komorowskiego o wydaniu 31 lipca rozkazu do rozpoczęcia powstania. Stan pogotowia miał jeszcze jedną negatywną konsekwencję: zebrani żołnierze uświadomili sobie jak niewiele broni mają do dyspozycji. Dowództwo kontrwywiadu okręgu warszawskiego raportowało do Komendy Głównej: „Wojsko widzi bezcelowość koncentracji i czynnego wystąpienia wobec braku dostatecznej ilości broni i amunicji […]. Słyszało się o dużych magazynach broni, uparcie wmawiano, że będzie ona w dostatecznej ilości zrzucona. Nadzieja pomocy z tej strony zgasła”. Brak broni był takim wstrząsem, że wielu żołnierzy straciwszy zaufanie do swych dowódców, rozeszło się do domów, argumentując, że „z gołymi rękami nie pójdą na karabiny maszynowe”.

Ostatnia odprawa

28 lipca płk Chruściel wydał kolejny rozkaz, w którym zaznaczył, że jeśli „Niemcy nie zastosują represji za niezgłaszanie się ludności do robót, to należy złagodzić stopień pogotowia do rozmiarów początkowych”. Jak wiadomo, odezwa Fischera została zupełnie zbojkotowana przez warszawiaków, a Niemcy nie wyciągnęli z tego żadnych konsekwencji, co jeszcze bardziej podgrzało atmosferę w mieście. Pojawiły się nawet pogłoski, że AK porozumiało się z Wehrmachtem, który jakoby miał oddać Warszawę Polakom przed wkroczeniem Sowietów. Oliwy do ognia dolewała też sowiecka radiostacja „Kościuszko”, która 30 lipca parokrotnie nadała odezwę do mieszkańców stolicy, by rozpoczęli powstanie.

Poranna odprawa Komendy Głównej AK w poniedziałek 31 sierpnia miała dramatyczny przebieg. Leopold Okulicki, Jan Rzepecki i Józef Szostak naciskali na komendanta głównego, by jak najszybciej określił termin rozpoczęcia powstania wobec wiadomości o postępach wojsk sowieckich pod Warszawą. Sprzeciwili się temu m.in. Kazimierz Iranek-Osmecki i Kazimierz Pluta-Czachowski. Wobec podziału zdań w swoim sztabie, gen. Komorowski zarządził głosowanie. Wygrali przeciwnicy przyspieszenia wybuchu powstania, a „Bór” oświadczył, iż przed 2 sierpnia decyzja o rozpoczęciu walk nie zostanie podjęta. Po południu, około godziny 16.30 do mieszkania, w którym przebywali generałowie Komorowski, Okulicki i Pełczyński zgłosił się płk Chruściel i zameldował, że pancerne jednostki Sowietów prowadzą już walkę pod Wawrem, a „Pojedyncze czołgi Armii Czerwonej posunęły się jeszcze dalej […] w kierunku na Radzymin”. Ponadto przypomniał, że w wyniku ogłoszonej cztery dni temu mobilizacji, nie uda się już przed Niemcami ukryć swych sił. Pułkownik zaznaczył przy tym, że zdarzyły się już wypadki walki pojedynczych plutonów z nieprzyjacielem. Po dłuższej dyskusji, gen. Komorowski zdecydował się na rozpoczęcie walki. Na spotkanie zaproszono znajdującego się w pobliżu wicepremiera Jankowskiego, który po krótkiej rozmowie zgodził się, aby następnego dnia, o godzinie 17.00 oddziały AK ruszyły do boju o Warszawę. Na rutynowej popołudniowej odprawie, płk Iranek-Osmecki zszokowany zmianą postanowienia  komendanta głównego, ripostował, że decyzja o wybuchu powstania 1 sierpnia nie jest uzasadniona. W odpowiedzi, jak podkreślają świadkowie, załamany „Bór” powtarzał tylko: Nic się już nie da zrobić”.

Jeszcze długo będą trwać dyskusje historyków, czy naprawdę „nic nie dało się już zrobić”.  Czy można było zamierzenie przeprowadzić  inaczej, lub  walki nie podejmować, by ocalić stolicę Polski? Jedyne, co można stwierdzić na pewno, to fakt, że powstanie było bezmiernym dramatem ludności cywilnej i bezprzykładnym bohaterstwem powstańców w walce od początku skazanej na klęskę.

Przeczytaj wydanie specjalne „Polski Zbrojnej” przygotowane z okazji 73. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Partnerami wydania są: Polska Spółka Gazownictwa, Fundacja PGNiG, Centrum Mundurowe WPH oraz Agencja Mienia Wojskowego. 

Bibliografia

Armia Krajowa w dokumentach, t. IV, Wrocław 1990

Powstanie Warszawskie. Wybór dokumentów, red. nauk. P. Matusak, Warszawa 1997-2004

Polskie Siły Zbrojne w drugiej wojnie światowej, tom III: Armia Krajowa, Londyn 1950

A.L. Sowa, Kto wydał wyrok na miasto? Plany operacyjne ZWZ-AK (1940-1944) i sposoby ich realizacji, Kraków 2016

Piotr Korczyński , redaktor kwartalnika „Polska Zbrojna. Historia”

autor zdjęć: Wikipedia

dodaj komentarz

komentarze


Terytorialsi na wysokościach
 
Terytorialsi – ćwiczą i pomagają
W Indiach mieli swój drugi dom
Stulecie 16 Dywizji Zmechanizowanej
20 lat temu powstał Korpus Północno-Wschodni
Szykują się zmiany w wojskowych emeryturach
Pomyślna certyfikacja PKW w Libanie
Festiwal Orkiestr w Mundurach
Debiuty MSPO: Mistrz misji
Szer. rez. Szymon Sajnok na podium w Madrycie
Spadochroniarze znów wylądują pod Arnhem
Stalin czekał i kalkulował
Irańskie szachy
Iranian Chess Game
Oko na Europę
GROM Challenge
Brawurowa ucieczka „Orła”
Nowa misja i nowy sprzęt
Chorwacki test polskich kadetów
Selekcja w pigułce
Polska nie pozostanie osamotniona
Zawodnicy z Czarnej Dywizji zwycięzcami Spartakiady
Rozpoczynamy nową erę
A Torn Subcontinent
Spotkanie szefa MON z doradcą prezydenta USA
Groźny jak Tallboy
Nowy wiceminister w MON
Pylon dla śmigłowca Black Hawk
Cztery lata LITPOLUKBRIG
Jedna misja, jeden zespół
Boxer, czyli waga ciężka na londyńskich targach
Pięć medali żołnierzy w Mistrzostwach Polski w Półmaratonie
Thin Blue Line
Umowa na Feniksy
Wiceprezydent USA o Polsce: jesteśmy rodziną
Głos (z) płonącej Warszawy
Nowelizacja ustawy o weteranach w Sejmie
Natowskie brygady pod polskim dowództwem
Zapal lampkę bohaterom Września’39
„Most współpracy”, czyli polska armia bliżej NATO
Samochód do desantowania
Pamięć o tragedii
Amerykański żołnierz z … pilotem w ręku
Sprawdzają Brutusa
Polscy weterani i książę Harry
Walka i dyplomacja
„Górale” zdobywają miasto
Klasy wojskowe po nowemu
Modernizacja starów 266
Agresja sowieckiego kolosa
Podchorąży mistrzem Wojska Polskiego w szachach
Dead to the World
Cienka niebieska linia
Zmiany emerytalne dla żołnierzy
Wojsko wraca do Łomży
„Operacja Wuhan”: Judo mężczyzn
Spadochroniarze walczyli o tytuł mistrza Wojska Polskiego
Modernizacja Sokołów
Polscy nurkowie na Islandii
Posłowie o kondycji polskiego przemysłu obronnego
Wyspecjalizowany jak nurek, wszechstronny jak zwiadowca
Z maratonu programowania do wojska

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Inspektorat Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO