moja polska zbrojna
Strona którą odwiedzasz korzysta z plików cookies. Ustawienia dotyczące tych plików można zmienić w opcjach przeglądarki używanej do przeglądania Internetu.
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o plikach cookies przeczytaj Politykę cookies.
Jeśli ustawienia cookies nie zostaną zmienione, podczas przeglądania strony informacje automatycznie zapisywane będą w pamięci Twojego urządzenia.
Nie pokazuj mi więcej tego komunikatu: kliknij tutaj

Czy ludobójstwu wołyńsko-małopolskiemu dało się zapobiec?

Pamięć o 135 tysiącach ofiar zbrodni OUN-UPA na Wołyniu stała się symbolem kontrowersyjnych zaniechań. Weterani AK, którzy na Kresach Południowo-Wschodnich często potracili swoje rodziny, niejednokrotnie stawiali pytania: Czy krwawej rzezi bezbronnych cywilów dało się zapobiec? Czy można było zrobić więcej?

Odpowiedź często była twierdząca. Pytaniom i wątpliwościom dał wyraz Andrzej Żupański, jeden z żołnierzy podziemia, pisząc w przedmowie do jednej z książek: „Komenda Główna Armii Krajowej nie udzieliła żadnej pomocy zbrojnej ginącej ludności polskiej Wołynia i Małopolski Wschodniej. Ta decyzja powinna być poddana badaniom naukowym”. Co znaczące, sam Żupański nie był z tamtymi ziemiami rodzinnie w żaden sposób związany. Ale znany był z utrwalania wśród młodego pokolenia etosu Armii Krajowej, tak jak i niepoddawania się emocjom. A jednak temat ten powracał do niego i jego kolegów nieustannie.

Choć na hasło ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej przed oczami pojawia się krajobraz ze spalonymi, spustoszonymi polskimi wsiami, historia jednej miejscowości miała zupełnie inne zakończenie. Potwierdzające, a na pewno uprawdopodobniające tezę, że wydarzenia na Kresach Południowo-Wschodnich mogły potoczyć się inaczej. Mowa o Przebrażu, który stał się symbolem zwycięskiego oporu Polaków. Miejscowość, która przed wojną liczyła około tysiąca mieszkańców, w 1943 roku rozrosła się co najmniej dziesięciokrotnie za sprawą uciekinierów z innych unicestwianych polskich wiosek. Powstał tam cały system obronny: okopy, bunkry, zasieki z drutu kolczastego, gniazda karabinów maszynowych. Zorganizowano nawet produkcję broni. Działał wywiad AK. Na czele samoobrony stał komendant wojskowy oraz komendant cywilny. Każdy mieszkaniec miał przydzielone konkretne role – żołnierze w dzień pracowali, w nocy pełnili warty. Jednak mimo świetnej organizacji, warunki, na przykład sanitarne, panujące w miejscowości bywały niezwykle trudne.

Siły UPA, które zostały ściągnięte do rozbicia tej samoobrony, kilkakrotnie przewyższały liczbę uzbrojonych mieszkańców Przebraża. Mimo to Polacy przez kilka miesięcy odpierali zaciekłe ataki upowców oraz towarzyszących im zwykłych siepaczy i szabrowników. Punktem przełomowym było przedostanie się z oblężonego Przebraża gońca, któremu udało się bezpiecznie dotrzeć do partyzantki sowieckiej i poprosić o pomoc. Akcja była ryzykowna, bo przecież nawet gdyby wysłannik polskiego podziemia odnalazł rosyjski oddział, nie było pewności, że nie zostanie przez Rosjan zabity. Ci jednak zgodzili się przyjść z odsieczą. Główne siły UPA zostały zaatakowane z dwóch stron jednocześnie – przez Sowietów i polskich obrońców Przebraża. Walka skończyła się 31 sierpnia 1943 roku masakrą ukraińskich nacjonalistów.

Nasuwa się pytanie, dlaczego to, co udało się w Przebrażu, nie udało się w innych miejscach na Wołyniu? Przede wszystkim Przebraże różnił jeden szczegół – tu dowodziło dwóch świetnych wojskowych i znakomici cywilni organizatorzy.

Niestety, oficerów i potencjalnych przywódców Sowieci już wcześniej wywieźli z tych terenów. Czy jednak nie można było takowych przysłać, skoro dowództwo AK i tak miało to w zwyczaju, gdy budowało struktury organizacji w różnych podziemnych jednostkach terytorialnych?

Dlaczego nie przerzucono oddziałów, gdzie każdy w miarę przyzwoicie uzbrojony pluton mógł uratować przed UPA mieszkańców kilku wsi? Co więcej, katastrofalny okazał się pomysł zachęcania ludności polskiej, by pozostawała na miejscu, propagowany w kręgach polskiego podziemia. Przyjęto bowiem założenie, że jej obecność udokumentuje przed Sowietami polskość tych terenów. Zwalczanie UPA nie było zresztą dla polskich władz podziemnych programowe i nosiło raczej charakter defensywny.

Dziś trudno jednoznacznie stwierdzić, czy chodziło o niewywoływanie regularnej wojny AK z UPA. Ta, jak można było się obawiać, posłużyłaby Sowietom za pretekst do oskarżeń, że Polacy są okupantami na tych terenach, a ludność ukraińska nie popiera przynależności tych terenów do Polski. Jedno jest jednak pewne. Polskie podziemie prowadziło słuszną politykę unikania zbędnych ataków na Niemców, by oszczędzić ludności represji, jednak takie działanie było uzasadnione w przypadku centrum kraju. Na Kresach Południowo-Wschodnich AK mogła prowadzić konkretne, potrzebne akcje przeciw OUN-UPA.

Zresztą później, na potrzeby operacji „Burza”, właśnie z mężczyzn ocalałych z polskich wiosek sformowano na początku 1944 roku największą, bo 7-tysięczną jednostkę – 27 Wołyńską Dywizję AK, która z UPA radziła sobie bardzo dobrze. Czy nie można było uczynić tego nieco wcześniej? Wtedy, gdy żyła jeszcze duża część tych, którzy później znaleźli się wśród 60 tysięcy osób zamordowanych przez UPA.

Sama UPA przysłużyła się Sowietom doskonale. Skutecznie zmotywowali ludność polską do ucieczki czy ekspatriacji na ziemie zachodnie. Masakra dokonana na Polakach osłabiała polskie społeczeństwo, zmniejszając możliwości oporu przed sowietyzacją. W dodatku, eksterminacja została dokonana „nie ich rękoma” – tak jak nie ich, lecz niemieckimi rękoma zlikwidowano potencjalnie problematyczną społeczność oraz inteligencję Warszawy. Co więcej, Sowieci mogli jeszcze wystąpić w roli wyzwolicieli i pokazać, że okupacja sowiecka to nie najgorsze, co ludność cywilną może czekać.

Mimo krytyki postaw i decyzji tych, którzy dowodzili w Armii Krajowej, trzeba powiedzieć, że sami jej członkowie zrobili we własnym zakresie bardzo dużo, by ludności polskiej pomóc. Nie tylko starali się przed OUN-UPA bronić, ewakuowali ludność, uderzali na własną rękę, osłaniali ją, dokonywali ekspedycji karnych czy odwetów (niekoniecznie mordując niewinną ludność) i jednocześnie słali alarmujące depesze do centrali. W tym samym czasie realizowali odgórne założenia walki z okupantem niemieckim.

 

REKLAMA

Aleksander Szycht , redaktor kwartalnika "Polska Zbrojna Historia”, specjalizujący się w tematyce nacjonalizmu ukraińskiego

dodaj komentarz

komentarze

~Maciek
1499858280
Warto wspomnieć również o tym, że gdyby II RP nie zarekwirowała na potrzeby mobilizacji broni kresowiaków na pewno punktów oporu jak i samych ofiar byłoby mniej. Dlatego tak ważne jest aby nie tylko żołnierze i funkcjonariusze mieli broń ale również zwykli obywatele do samoobrony.
BF-BB-89-ED

Ukraina – strategiczny partner Polski
Czy w szkołach będzie wychowanie proobronne?
Tomasz Szatkowski: Chcemy współpracy w przygotowywaniu reformy dowodzenia armią
W walce na dwa fronty nie mieliśmy żadnych szans
Jubileusz klubów z lotniczym rodowodem
W co gra Kim?
Ruszyła amerykańska rotacja
Amerykański noblista wygłosił wykład na WIM
„Dragon”: sprawdzian współpracy
Tarzan strzela, Bartek defiluje
Tomasz Szatkowski: SPO to bardzo skomplikowany proces
„Dragon ‘17”– największe ćwiczenia w tym roku
Trzy medale żołnierzy w mistrzostwach kraju w półmaratonie
Kościuszko, bohater dwóch narodów
„Północne Wybrzeża” tuż obok „Zapadu”
Zbierają doświadczenia w pustynnych warunkach
Brązowy medal pięciobojowej sztafety mieszanej
Kobiety na misjach obserwacyjnych
Rosja i deja vu
Przedsiębiorcy na rzecz obronności
Lewandowski i Małachowski walczyli o diamenty
Bałtyk pod osłoną
Defendery 2017 – nagrody dla przemysłu obronnego
Wakacje dla dzieci żołnierzy
Muzeum, które upamiętnia więźniów obozu Dulag 121
Królewscy kaprowie kontra Krzyżacy
Lądowcy świętują w Giżycku
W śmiertelnym uścisku
Sejmowa debata na temat zwiększenia wydatków na obronność
Konferencja „Polskie sojusze wojskowe w XX wieku”
Londyńskie targi zbrojeniowe zakończone
Ogniowy tydzień artylerzystów
Jastrzębie wracają z Litwy do domu
ORP „Czajka” w sowieckiej zagrodzie
Terytorialsi i policjanci stawiają na współpracę
Szer. Agata Ozdoba trzecią dżudoczką na świecie
Grot będzie modyfikowany wg wskazówek WOT-u
Wsparcie dla misji Air Policing
MSPO 2017 – Defendery dla sprzętu zabezpieczenia logistycznego
Półmaratończycy z Czarnej Dywizji najlepsi w wojsku
Polacy jadą na misję szkoleniową do Iraku
Wsparcie dla weteranów będzie większe
Decyzja w sprawie „Orki” do końca roku
Sekretarz generalny NATO chwali Polskę
Samoobrona kobiet – chwyt za nadgarstek
Francusko-niemiecki myśliwiec 5. generacji
PGZ powołuje Centrum Usług Biznesowych
Trzy medale szermierzy na wojskowych mistrzostwach
Czołgi, czyli lądowe pancerniki
Miejsca na studium dla przyszłych oficerów
MON chce zmienić kluczowe dla wojska ustawy
Konflikt bratanków
MSPO 2017 – Nagrody dla sprzętu szkoleniowego i saperskiego
Rumunia kupuje Patrioty
Husaria – młot bojowy polskiej armii

Ministerstwo Obrony Narodowej Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Żandarmeria Wojskowa Inspektorat Uzbrojenia Inspektorat Implementacji
Innowacyjnych Technologii Obronnych
Dowództwo Garnizonu Warszawa

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO