moja polska zbrojna
Strona którą odwiedzasz korzysta z plików cookies. Ustawienia dotyczące tych plików można zmienić w opcjach przeglądarki używanej do przeglądania Internetu.
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o plikach cookies przeczytaj Politykę cookies.
Jeśli ustawienia cookies nie zostaną zmienione, podczas przeglądania strony informacje automatycznie zapisywane będą w pamięci Twojego urządzenia.
Nie pokazuj mi więcej tego komunikatu: kliknij tutaj

Sowiecka technologia zbrodni

Funkcjonariusze NKWD mordując w 1940 roku Polaków, strzelali w tył głowy, bo ta metoda egzekucji dawała największą pewność natychmiastowego uśmiercenia. Taką technologię zbrodni opracował mjr Wasilij Błochin, jeden z głównych organizatorów mordu – mówi dr Ewa Kowalska, dyrektor Muzeum Katyńskiego w Warszawie.

Ilu polskich jeńców znalazło się w sowieckiej niewoli po agresji ZSRR 17 września 1939 roku?

Dr Ewa Kowalska: Około 250 tys. żołnierzy. Jesienią 1939 roku większość więzionych przez sowietów oficerów i policjantów – prawie 15 tysięcy – oddzielono od pozostałych żołnierzy i skoncentrowano w trzech obozach specjalnych NKWD. Oficerowie Wojska Polskiego zostali uwięzieni w obozach w Kozielsku i Starobielsku, do Ostaszkowa skierowano głównie funkcjonariuszy policji wszystkich stopni, Korpusu Ochrony Pogranicza, Straży Granicznej i Służby Więziennej.

Co się stało z szeregowymi i podoficerami?

Władze sowieckie część z nich zwolniły, część przekazały stronie niemieckiej, innych skierowały do pracy przymusowej w obozach Gułagu. Policjantów uwięziono wszystkich, gdyż traktowano ich jako obrońców polskich granic 1939 r. oraz wrogów systemu komunistycznego.

Jakie panowały warunki w obozach?

Obozy mieściły się w byłych klasztorach prawosławnych: w Kozielsku w dawnej Pustelni Optyńskiej, w Starobielsku w byłym żeńskim klasztorze, a w Ostaszkowie w dawnej Pustelni Niłowo-Stołobieńskiej. Monastyry te nie były przygotowane na przyjęcie tylu osób. Przez pierwsze tygodnie zdarzało się, że jeńcy grzebali jamy w ziemi, aby się ogrzać, bo na przykład cerkiew służyła chwilowo za magazyn ziarna. Dopiero potem wydano im deski, z których jeńcy budowali nary, czyli miejsca do spania. Dodatkowo w Ostaszkowie obowiązywał reżim pracy i jeńcy byli zmuszani m.in. do umacniania grobli łączącej wyspę z lądem. Z powodu pracy, wilgoci, zimna zwielokrotnianego przez wiatry wiejące od jeziora wielu z nich chorowało.

Oficerowie byli przesłuchiwani?

Do obozów skierowano funkcjonariuszy wywiadu NKWD, którzy prowadzili drobiazgowe dochodzenia. Między innymi ustalano tożsamość jeńców. Każdy z nich wypełniał ankietę, której jedno z pytań brzmiało „Gdzie chcesz się udać po odzyskaniu wolności?”. Uzyskane adresy agenci potwierdzali przez kontrolę korespondencji więźniów z rodzinami. Sprawdzano też, kto jest obywatelem innego państwa, kto może swoją wiedzą służyć lub zagrażać władzy radzieckiej. Na podstawie pozyskiwanych adresów rodzin NKWD tworzyło listy proskrypcyjne, które następnie posłużyły do przeprowadzenia deportacji rodzin zatrzymanych.

Szukano też osób, które byłyby skłonne pójść na współpracę z władzą sowiecką?

Na pewno tak. Jednak Polska nie uzyskała dotąd z Rosji teczek osobowych zakładanych podczas tych przesłuchań, nie wiemy więc, kto zadeklarował chęć współpracy, dla kogo było to zgodne z jego światopoglądem, a kto został złamany w śledztwie. Nie znając tych dokumentów, nie mamy też pełnej wiedzy, w jaki sposób część polskich jeńców ocalała z zagłady.

Ile to było osób?

395 z trzech obozów. Zdzisław Peszkowski, kapelan Rodzin Katyńskich mówił, że ocaleni tworzyli swoistą Arkę Noego. Były to osoby różnych światopoglądów, szarż, pochodzenia, wyznania, profesji. Nie ma wspólnego wyznacznika, który by ich łączył. Ksiądz Peszkowski też ocalał z Kozielska. Znalazł się 12 maja w ostatnim transporcie z obozu, który nie trafił do Katynia, ale do obozu NKWD w Juchnowie, a następnie w Griazowcu. Jednym z ocalonych był też prof. Stanisław Swianiewicz, ekonomista, specjalista z dziedziny gospodarki Niemiec i ZSRR. 29 kwietnia dojechał razem z innymi oficerami do stacji Gniezdowo, skąd jeńców przewożono samochodami na miejsce kaźni w Lesie Katyńskim. Jego jednak zostawiono w wagonie. Potem trafił do łagru, skąd został zwolniony w ramach tak zwanej amnestii w 1941 roku.

Pozostali jeńcy na podstawie decyzji Biura Politycznego Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików) z 5 marca 1940 roku zostali wymordowani…

3 kwietnia rozpoczęto likwidację obozu w Kozielsku, dwa dni później obozów w Starobielsku i Ostaszkowie. Przez następnych sześć tygodni Polacy byli wywożeni z obozów grupami do miejsc kaźni. Transporty odbywały się na podstawie list dyspozycyjnych. W pierwszych grupach było nawet ponad 300 osób. Okazało się jednak, że kaci nie są w stanie zamordować w jedną noc tylu ludzi. Następne konwoje liczyły najwyżej 250 jeńców.

Jak wyglądała ich ostatnia droga?

Z Kozielska oficerowie jechali pociągiem do stacji Gniezdowo pod Smoleńskiem, dalej autobusem więziennym zwanym cziornyj woron wieziono ich na miejsce zbrodni – na tak zwane uroczysko Kozie Góry w Lesie Katyńskim. Ze Starobielska konwoje docierały wagonami więziennymi do Charkowa, natomiast jeńców z obozu w Ostaszkowie wieziono do Kalinina (obecnie Twer). W obu miastach samochodami transportowano ich ze stacji do więzień w siedzibach Obwodowych Zarządów NKWD.

Czy podczas transportu jeńcy domyślali się co ich czeka?

Do końca byli okłamywani. W obozie strażnicy rozpowszechniali różne pogłoski: że wracają do domu, że zostaną przekazani państwom neutralnym lub Niemcom. Podtrzymaniu kłamstwa służyły szczepienia, które przed drogą przechodzili oficerowie, pozwalano im też zabrać ze sobą osobiste rzeczy i żywność. Dzięki temu większość oficerów nie mogła się doczekać wyjazdu, a kiedy zmniejszono liczebność transportów, prosili o ich przyspieszenie.

Jak wyglądał sam mord?

W Katyniu na początku zabijano oficerów w lesie nad dołami śmierci, potem w podziemiach willi NKWD nad brzegiem Dniepru. Nie znamy jednak szczegółów zbrodni, bo nie mamy zeznań dotyczących tego mordu. Wyciągamy wnioski głównie ze śladów znalezionych podczas ekshumacji. Stąd wiemy, że części jeńców zarzucano na głowę płaszcze wojskowe i wiązano z tyłu ręce sznurem. Lepiej znamy szczegóły zabójstwa w Kalininie i Charkowie, dzięki zeznaniom byłych funkcjonariuszy NKWD: Piotra Supronienki, Dmitrija Tokariewa i Mitrofana Syromiatnikowa. Jeńców po przywiezieniu do więzień rozmieszczano w celach, a nocą prowadzono pojedynczo do piwnic, gdzie pytano ich o nazwisko. Następnie przechodzili do następnego pomieszczenia, w którym drzwi i ściany wygłuszono wojłokiem, czyli rodzajem filcu, a podłogę wysypano wiórami, aby łatwiej było usunąć ślady krwi. Tam funkcjonariusze NKWD zabijali oficerów strzałem w tył głowy. Łącznie zamordowano w ten sposób 14 587 polskich jeńców.

Dlaczego Sowieci wybrali tak czasochłonną metodę zabijania, a nie np. rozstrzeliwali z broni maszynowej?

Technologię zbrodni katyńskiej opracował mjr NKWD Wasilij Błochin, jeden z głównych organizatorów i wykonawców mordu. Sam też rozstrzeliwał polskich jeńców w piwnicach Kalinina. Błochin wybrał mordowanie strzałem w kark, bo ta metoda egzekucji dawała największą pewność natychmiastowego uśmiercenia. W przypadku masowego rozstrzeliwania mogło się zdarzyć, że niektóre ofiary trzeba było dobijać lub nawet komuś mogło udać się przeżyć. „Metoda katyńska” była pewna, a poza tym zapewniała małe krwawienie – było więc mniej sprzątania.

Jakiej broni używali kaci z NKWD?

Na początku sowieckich rewolwerów Nagant kal. 7,62. Okazało się jednak, że broń ma duży odrzut, jest zawodna i szybko się nagrzewa. Zastąpiono ją więc niemieckimi pistoletami Waltherami PP kal. 7,65 mm. Ciała zabitych oficerów ładowano potem na ciężarówki i wywożono do lasu, gdzie czekały już przygotowane doły. W Katyniu chowano ich na miejscu, ciała z Charkowa grzebano na przedmieściach miasta, a zamordowanych w Kalininie zakopywano 20 km dalej – w Miednoje.

Ile osób było bezpośrednio zaangażowanych w zbrodnię?

Dokładnie nie wiemy, ale w październiku 1940 roku 125 funkcjonariuszy NKWD uczestniczących w przygotowaniu zbrodni i jej wykonaniu zostało nagrodzonych przez sowieckie władze. Wśród nich były też kobiety. Nie wiemy jednak, czy były one tylko maszynistkami i świadkami ludobójstwa czy też same rozstrzeliwały więźniów. Znany tylko polecenie, iż nikt biorący udział w tym ludobójstwie nie powinien zostać czysty. Kaci katyńscy otrzymali awanse i nagrody finansowe. Za zabicie człowieka dostali, w przeliczeniu, równowartość dwóch kilogramów chleba. Tyle wówczas w Rosji sowieckiej warte było ludzkie życie.

Dr Ewa Kowalska jest historykiem, autorką m.in. pracy „Przeżyć, aby wrócić! Polscy zesłańcy lat 1940–1941 w ZSRR i ich losy do roku 1946”. Była wieloletnim pracownikiem Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk w Warszawie, a następnie Muzeum Katyńskiego, oddziału Muzeum Wojska Polskiego. Od stycznia 2016 roku kieruję katyńską placówką.

Rozmawiała Anna Dąbrowska

autor zdjęć: Michał Niwicz

dodaj komentarz

komentarze


Co dalej z polsko-ukraińskim dialogiem historycznym?
Rozbrajanie kontrolowane, Warszawa, listopad 1918
Boeing dla VIP-ów wylądował w Polsce
Ćwiczenia Maple Arch '17 w Nowej Dębie
Wsparcie dla misji Air Policing
Jubileusz Śląska Wrocław
Posłowie o budżecie obronnym na 2018 rok
Kobiety na misjach obserwacyjnych
Polacy pojechali do Kanady po zwycięstwo
Patrioty o krok bliżej
Czarna dywizja na ćwiczeniach „Borsuk”
Żołnierze kruczego pióra
Armia Czerwona zamyka kleszcze
Żołnierz WOT-u mistrzem wojska w szachach
Spartakiada: Zmechanizowani ze Szczecina kontra Czarna Dywizja
Piłkarska jesień wojskowych drużyn – czas na podsumowania
Podziękuj bohaterom!
Raport MON o książce Tomasza Piątka
Centrum dowodzenia NATO w Polsce?
Patrioty coraz bliżej
Limity służby czynnej w 2018 roku
Twierdze nie do zdobycia
Wojsko kupiło drony uderzeniowe
Nowa instrukcja lotów HEAD do końca roku
Czy w szkołach będzie wychowanie proobronne?
MON odzyska narzędzia analizy planów operacyjnych
Posłowie rozmawiali o sytuacji materialnej wojskowych
Antoni Macierewicz w Kanadzie o rosyjskiej agresji
Studenci Akademii Wojsk Lądowych pomagają weteranom
Zabytkowy silnik do Renault FT
Polacy jadą na misję szkoleniową do Iraku
Jeszcze mobilniejsze NATO
Dni Radiolokacji
Minister Antoni Macierewicz podsumował dwa lata kierowania resortem obrony
Trzy medale przełajowców na wojskowych mistrzostwach świata
Posłowie o przemyśle stoczniowym
Świętowali na sportowo
Zbierają doświadczenia w pustynnych warunkach
Służba w WOT nie tylko dla dwudziestolatków
Nowa współpraca wojskowa UE
Bandera nad „Kormoranem”
Wyższe dodatki dla żołnierzy
Twórcy SPO odznaczeni
Pamiątki po polskich żołnierzach trafią do ich rodzin
Blok operacyjny na miarę XXI wieku
Tragedia SS „Wigry”
Więcej pieniędzy na obronność
Z obiektywem na wojnę
Wypadek na poligonie
Cztery kilometry walki
„Dunaj ’17” – test przed misją
Drugie życie Challengerów
Jastrzębie wracają z Litwy do domu
Język współpracy
Autosan sprzedaje autobusy do Niemiec

Ministerstwo Obrony Narodowej Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Żandarmeria Wojskowa Inspektorat Uzbrojenia Inspektorat Implementacji
Innowacyjnych Technologii Obronnych
Dowództwo Garnizonu Warszawa

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO