moja polska zbrojna
Strona którą odwiedzasz korzysta z plików cookies. Ustawienia dotyczące tych plików można zmienić w opcjach przeglądarki używanej do przeglądania Internetu.
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o plikach cookies przeczytaj Politykę cookies.
Jeśli ustawienia cookies nie zostaną zmienione, podczas przeglądania strony informacje automatycznie zapisywane będą w pamięci Twojego urządzenia.
Nie pokazuj mi więcej tego komunikatu: kliknij tutaj

Kobiety na misjach

Niektórzy twierdzą, że misje wojskowe to nie miejsce dla kobiet. Tymczasem panie w mundurach świetnie radziły sobie m.in. w Iraku, Afganistanie, Kosowie czy Bośni. – Kamizelka kuloodporna krojona jest na rozmiar, nie na płeć. Nie miałyśmy żadnej taryfy ulgowej – mówią.

Plut. Paulina Frynas, 17 Wielkopolska Brygada Zmechanizowana: kamizelka jest szyta na rozmiar, a nie na płeć.
Misje: IX zmiana PKW Afganistan

W Afganistanie byłam dowódcą grupy ewakuacji medycznej. To była moja pierwsza misja i było naprawdę gorąco. Dosłownie i w przenośni. Panowało lato, więc temperatury dawały nam się we znaki, ale mieliśmy też bardzo dużo kontaktów ogniowych podczas patroli. Każdy pluton, który wyjeżdżał poza bazę, musiał mieć w składzie ratownika medycznego. A wówczas w bazie było 4 ratowników: ja i kolega z jednostki plus dwóch cywilów – ale ci jeździli rzadziej. Pracy było bardzo dużo. Jeśli nie mieliśmy patrolu, to wyjeżdżaliśmy w składzie QRF, czyli sił szybkiego reagowania. Poza tym miałam też pacjentów – lokalnych mieszkańców, którzy przychodzili pod bramę bazy po pomoc medyczną. Naprawdę miałam co robić.

Czy kobiecie – ratownikowi medycznemu jest trudniej niż mężczyźnie? Łatwo mi na to pytanie odpowiedzieć, bo mój mąż jest również ratownikiem medycznym i też był wtedy na misji, choć służył w innej bazie. Odpowiedź jest prosta: obowiązki są takie same, a pot leci po plecach tak samo kobiecie i mężczyźnie. Moim zdaniem, płeć w wojsku nie ma znaczenia. Ważne są wyłącznie umiejętności. Przecież kamizelka kuloodporna pasowana jest na rozmiar, a nie na płeć.

Inna rzecz, że pewne sytuacje w Afganistanie były dla mnie zaskakujące. Na przykład to, że gdy spięłam moje długie blond włosy, zasłoniłam głowę hełmem, a oczy okularami, to Afgańczycy podawali mi rękę. Ale jeśli choć jeden kosmyk włosów wypadł spod hełmu, to już nie byłam godna, by się ze mną przywitali. Podobne wrażenia miałam z bazy. Wówczas w Giro, gdzie stacjonowałam, przebywali także afgańscy policjanci. Oni też inaczej się do mnie odnosili niż do moich kolegów. Starałam się nie odsłaniać rąk czy nóg, związywałam włosy. Chciałam uszanować ich zwyczaje i nie prowokować.

Plut. Paulina Frynas, 17 Wielkopolska Brygada Zmechanizowana

Drażniło mnie to, że kobiety w Afganistanie mają, łagodnie mówiąc, gorzej niż mężczyźni. Udzielając pomocy lokalnym mieszkańcom, spotykałam się z biednymi i zaniedbanymi dziećmi, zwłaszcza dziewczynkami. Dwie takie pacjentki, szczególnie utkwiły mi w pamięci. Jedna miała od pięciu miesięcy złamaną rękę i sepsę. Założyłam jej opatrunek i poprosiłam swoich przełożonych o to, by to dziecko odesłać śmigłowcem do większego szpitala. Nasze starania poszły na marne, bo starszy wioski się na to nie zgodził, a dziewczynka wkrótce później zmarła. Druga miała 10 lat i od 2 lat była już mężatką. Była zagłodzona, totalnie osłabiona, bo po prostu nie dostawała w domu jedzenia.

W Afganistanie tęskniłam za polską kuchnią. Ale też za tym, by włożyć szpilki, iść do fryzjera, pomalować sobie paznokcie. Takie normalne rzeczy łatwiej docenić, gdy się jest daleko od domu. Wtedy ciepła woda pod prysznicem i ciepła pościel zamiast śpiwora stają się luksusem.

Szer. Katarzyna Sutkowska, 15 Giżycka Brygada Zmechanizowana: Nigdy nie chciałam taryfy ulgowej
Misje: XXXIII zmiana PKW Kosowo

W Kosowie służyłam jako radiotelefonista, a moim zadaniem było zapewnienie łączności. Sprzęt, którym posługuję się na co dzień jest ciężki, ale przecież żaden kolega za mnie go nie nosił. Tak samo jak faceci biegałam w kamizelce z wkładami balistycznymi, bronią i radiostacją na plecach. Bywało, że miałam na sobie dodatkowych kilkanaście kilogramów. Taryfy ulgowej nie było, ale też jej nie chciałam. Dla mnie to było superdoświadczenie i cieszyłam się, że mogę je zdobywać właśnie na misji. Nie narzekałam, że jest mi za ciężko, nie oglądałam się za kimś, kto mógłby mi pomóc.

Czy pojechałabym ponownie na misję? Oczywiście! Uważam, że takie wyjazdy to doskonała okazja, by się sprawdzić i zweryfikować swoje umiejętności. Gdy wyjeżdżałam do Kosowa, w domu zostawiłam męża i córkę. Konsultowałam to z nimi, bo ten wyjazd to były również ich wyrzeczenia, oni też ponieśli jakieś „koszty”. Na początku bardzo tęskniłam. Ale potem świadomie odrzucałam myśli o bliskich – bo tak było mi łatwiej. Nie skupiałam się na tym, co się dzieje w kraju, tylko na swoich zadaniach w Kosowie.

Por. Anna Kaczmarczyk, Wojskowy Ośrodek Medycyny Prewencyjnej w Krakowie: wiem, że wyjazdy na misje to były dobre decyzje
Misje: XI zmiana PKW w Bośni i Hercegowinie; V zmiana PKW Afganistan

Tylko rok nosiłam mundur, gdy przed moją jednostką postawiono nowe zadanie: wyjazd na misję w Bośni i Hercegowinie. Decyzja o wyjeździe nie była prosta. Byłam wówczas mamą dwójki małych dzieci, ale mimo obaw, zdecydowałam się pojechać ze swoją jednostką.

Z wykształcenia jestem pielęgniarką, więc moje obowiązki na misji związane były z zabezpieczeniem medycznym kontyngentu. Początki służby w Bośni były ciężkie, przede wszystkim ze względu na tęsknotę za domem. Ale nie tylko. Byłam pierwszą kobietą w 6 Brygadzie Powietrznodesantowej i jedyną kobietą na misji. Prócz mnie w kontyngencie pracowały jeszcze dwie tłumaczki, ale tylko ja nosiłam mundur.

Por. Anna Kaczmarczyk, Wojskowy Ośrodek Medycyny Prewencyjnej w Krakowie

Do moich obowiązków należało m.in. szczepienie żołnierzy, opatrywanie poszkodowanych i pomoc medyczna w nagłych sytuacjach. Poza tym prowadziłam nadzór sanitarno-epidemiologiczny i prowadziłam magazyn z lekami. Żołnierzy było wówczas dużo, więc naprawdę było co robić. Miałam wtedy obawy, czy spełniam oczekiwania swoich przełożonych. Ponieważ byłam jedyną kobietą – żołnierzem w kontyngencie, to nie miałam się na kim wzorować.

Kilka lat później, gdy podjęłam decyzję o wyjeździe do Afganistanu, byłam bardziej pewna siebie, miałam więcej doświadczenia zawodowego. Służba pod Hindukuszem bardzo mnie zaskoczyła. Przede wszystkim dlatego, że to była potwornie ciężka misja. Było wielu rannych i poszkodowanych żołnierzy, doświadczyliśmy wielu traumatycznych przeżyć. Do dziś, gdy wspominam tamte czasy, widzę lądujące w bazie śmigłowce Medevac, które przywożą rannych żołnierzy. Do dziś przed oczami stają obrazy rannych ciał. Podczas tej zmiany zginął kpt. Daniel Ambroziński, a dosłownie kilka dni wcześniej rozmawialiśmy podczas odprawy w sztabie...

W Afganistanie było bardzo niebezpiecznie i nieraz zastanawiałam się, czy podjęłam dobrą decyzję, by tam polecieć. Ale dziś wiem, że tak. Czułam się bardzo potrzebna, pomagałam ludziom, razem z całym zespołem ratowaliśmy im zdrowie i życie.

Z czasem odeszłam z 6 Brygady i rozpoczęłam służbę w składzie Zespołu Ewakuacji Medycznej 8 Bazy Lotnictwa Transportowego. Na pokładzie C-295 M przywoziłam z misji rannych i poszkodowanych żołnierzy. Wspólnie z lekarzem walczyliśmy o życie żołnierza, którego w ciężkim stanie transportowaliśmy z Kosowa. Opiekowałam się też rannymi, których odbieraliśmy z wojskowego szpitala w Ramstein.

Kpt. Karolina Szendomierska, 15 Brygada Zmechanizowana w Giżycku: Nie myślę o sobie: kobieta żołnierz. Myślę: żołnierz.
Misja: X zmiana PKW Afganistan

Podczas misji byłam szefem zmiany Centrum Operacji Taktycznych w bazie Warrior. Pełniłam dwunastogodzinne służby, podczas których nadzorowaliśmy patrole, które znajdowały się poza bazą. Gdy coś się działo, uruchamiałam procedury, dzięki którym żołnierze otrzymywali wsparcie: artyleryjskie, medyczne, powietrzne albo sił szybkiego reagowania. Nieraz udzielałam żołnierzom zgody na otwarcie ognia, współpracowałam również z JTAC-ami, którzy naprowadzali samoloty na cele. Ta służba była bardzo wyczerpująca i stresująca. Spoczywała na mnie ogromna odpowiedzialność, bo szybko trzeba było podejmować decyzje o skierowaniu wsparcia czy o użyciu siły. Po każdym takim dyżurze padałam z nóg.

Kpt. Karolina Szendomierska, 15 Brygada Zmechanizowana w Giżycku

Pamiętam dobrze jeden ze swoich pierwszych dyżurów w TOC-u (red. Tactical Operations Center). Na mojej służbie w wyniku wybuchu improwizowanego ładunku wybuchowego zginął jeden z żołnierzy 15 Brygady, st. szer. Mariusz Deptuła. Wszystko działo się strasznie szybko. Wysłaliśmy na miejsce śmigłowiec ratunkowy Medevac, ale niestety nie udało się go uratować. Ciężkie chwile przeżyłam też kilka miesięcy później, gdy pod Rosomakiem, w którym jechał mój narzeczony, eksplodował „ajdik”. Nie było to na mojej służbie, ale zaraz po tym jak się dowiedziałam, pobiegłam do TOC-u, by sprawdzić dokładnie, co się stało. Do dziś pamiętam ten strach, a nogi miałam jak z waty. Na szczęście nie był wtedy ranny.

Co czuje kobieta na misji? Chyba to samo co mężczyzna. Nie myślałam wtedy o wygodach, kosmetyczkach. Skupiałam się wyłącznie na swojej pracy. Wpadłam w rytm: służba, zadania i… odpoczynek. Dziś jestem dowódcą 8 kompanii zmechanizowanej 2 Batalionu Zmechanizowanego w 15 Brygadzie. Mam świadomość, że nie ma w Polsce wielu kobiet na takim stanowisku, ale nie myślę o sobie jako kobiecie dowódcy. Jestem po prostu żołnierzem.

St. szer. Sylwiana Kujawa, 10 Brygada Kawalerii Pancernej: jestem jedyną kobietą w polskiej armii, która w czołgu naciska na spust
Misja: VIII zmiana PKW Afganistan

W armii służę od dziesięciu lat i niemal od początku związana jestem z 10 Brygadą Kawalerii Pancernej w Świętoszowie. W 2008 roku ukończyłam kurs i zostałam działonową czołgu Leopard 2A4. Jestem pierwszą i jedyną kobietą w armii, która w czołgu naciska na spust. Na początku dla wszystkich kolegów z jednostki to był wielki szok. Dziwili się, że baba będzie służyć w czołgu. Ale teraz, po kilku latach, przywykli do tej sytuacji i już im nie przeszkadzam. Poza tym udowodniłam swoją służbą, że nie jestem wcale gorsza i słabsza. Myślę, że minęły czasy, kiedy kobiety porównywało się z mężczyznami. Gdy zakładamy mundur, jesteśmy po prostu żołnierzami. Przyznam jednak, że chciałabym bardzo mieć w swoim pododdziale jakąś koleżankę.

Do Afganistanu pojechałam w 2010 roku. Dostałam przydział do pracy na kuchni, ale tak naprawdę to nie miałam z tym nic wspólnego. Zamiast tego, razem z koleżanką, nadzorowałyśmy Afgańczyków, którzy byli zatrudnieni w bazie Ghazni. Miałyśmy pilnować miejscowych, którzy pracowali przy rozbudowie naszej bazy. Nie było to wdzięczne zajęcie. Afgańczycy nie chcieli z nami współpracować, a ze względów kulturowych ciężko im było podporządkować się kobietom. Ale nie poddałyśmy się i wykonywałyśmy swoje zadania do końca. A oni po kilku tygodniach odpuścili i stali się bardziej skorzy do współpracy.

W Afganistanie nie siedziałam tylko w bazie. Wielokrotnie wyjeżdżałam w plutonie ochrony Zespołu Odbudowy Prowincji PRT, jeździłam do okolicznych wiosek też z CIMIC-iem, albo medykami. To właśnie z tych wyjazdów pozostało mi najwięcej wspomnień. Pamiętam, że wzruszały mnie ogromnie biedne dzieci. Przeżywałam to mocno, zwłaszcza że w Polsce czekał na mnie mąż i czteroletnia córeczka.

Czy pojechałabym na kolejną misję? Na pewno tak! Nawet już się szykowałam do wyjazdu na XIV zmianę do Afganistanu, ale tuż przed wyjazdem okazało się, że jestem w drugiej ciąży. Musiałam więc zostać w kraju.

Grafika: MON

Kobiety na misjach

Według statystyk prowadzonych w 2013 roku przez Dowództwo Operacyjne RSZ w misji w Iraku wzięło udział niemal 200 kobiet (1,33% wszystkich żołnierzy). 24 z nich były na misji więcej niż jeden raz. Były to osoby około 30. roku życia i zwykle zajmowały stanowiska medyczne. Ani jedna z nich nie była dowódcą.

Na misji w Afganistanie służyło prawie 400 kobiet (2,2%). 74 z nich decydowało się na wyjazd na misję więcej niż jeden raz. Prócz stanowisk medycznych, zajmowały również stanowiska lotnicze i inne ogólnowojskowe. Zmieniła się również liczba kobiet dowódców. Od III do XI zmiany taką służbę pełniły 34 kobiety.

W wojsku służy dziś około 4,9 tysiąca kobiet. Najwięcej, bo niemal trzy tysiące, w korpusie szeregowych. 1300 pań ma stopnie oficerskie, a ponad 800 podoficerskie. 417 kobiet żołnierzy zajmuje stanowiska dowódcze. Wciąż czekamy na pierwszą kobietę generała. Tymczasem 10 kobiet służy w stopniu pułkownika.

EK, MKS

autor zdjęć: arch. prywatne

dodaj komentarz

komentarze


Drugie życie Challengerów
„Wieniec” na drodze niemieckiego transportu
Gala MMA w Siedlcach
Sześć medali zapaśników na wojskowych mistrzostwach świata
Jak most Syreny
Łączymy siły
Wojskowe uczelnie nie powinny żebrać
Modernizacja Bergepanzerów 2
Fort zagłady
W co gra Kim?
Polowa akademia „Combat Alert”
Posłowie rozmawiali o sytuacji materialnej wojskowych
Polski podchorąży na West Point
Czy w szkołach będzie wychowanie proobronne?
Jastrzębie wracają z Litwy do domu
W weekend – NATO Days w Polsce
Islamski feniks
Polska zbrojeniówka na targach „Arms and Security” w Kijowie
Zwycięstwo pięcioboistów z Czarnej Dywizji
Techniki wspinaczkowe w walce, czyli „górale” atakują
Wakacje dla dzieci żołnierzy
Weryfikacja Czesława Juźwika to nie zadanie MON
Bohaterowie z lilijkami
Specjalsi z Gruzji wykonali zadanie
Amerykańscy żołnierze uczą się polskiej historii
Amerykańskie Herculesy wylądowały w Powidzu
Miliard więcej na modernizację
Przetarg na wroga
„Kormoran” przebadany
„Proobronni 2017” w Lublińcu
Zbierają doświadczenia w pustynnych warunkach
Najsilniejsi w służbach mundurowych
Narażali życie, by ratować innych
Generał „Tysiąc” świętowałby dziś 110 urodziny
Czternastka polata dłużej
Polska w grze o amerykańską brygadę
Minister Macierewicz z wizytą w Waszyngtonie
Legioniści w boju
Wsparcie dla weteranów będzie większe
Posłowie o wspólnej polityce obronnej Unii Europejskiej
Przedsiębiorcy na rzecz obronności
Nowy sprzęt do obsługi samolotów
Nowa instrukcja lotów HEAD do końca roku
Kobiety na misjach obserwacyjnych
Polacy jadą na misję szkoleniową do Iraku
Polsko-gruziński test specjalsów
Generał Kościuszko – przyjaciel wolności
Pustelnik, czyli nowe rakiety dla polskiej armii
Eksportowy sukces Nitro-Chemu
Biegacze walczyli o Nóż Komandosa
Minister obrony o szkoleniu wojskowym studentów
Wsparcie dla misji Air Policing
Takiej wieży nie ma nikt
Konflikt bratanków
Rosja i deja vu

Ministerstwo Obrony Narodowej Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Żandarmeria Wojskowa Inspektorat Uzbrojenia Inspektorat Implementacji
Innowacyjnych Technologii Obronnych
Dowództwo Garnizonu Warszawa

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO