Kutry rybackie podczas ćwiczeń wpływały na teren poligonu, a trzy okręty musiały przerwać działania, by wyplątać się z sieci – takie zapisy znajdą się w sprawozdaniu z morskiej fazy „Steadfast Jazz 2013”. – Problem niestety powtarza się nagminnie, a o dobre rozwiązanie trudno – przyznają marynarze.
W morskiej fazie zakończonych przed kilkunastoma dniami manewrów „Steadfast Jazz” uczestniczyło dwanaście okrętów. Zostały one podzielone na dwa podzespoły. Pierwszy, złożony głównie z niszczycieli min, ćwiczył na poligonie w okolicach ujścia Wisły. Drugi, którego trzon stanowiły fregaty, operował na północ od Rozewia. – Udało się zrealizować wszystkie założone w scenariuszu zadania – podkreśla kpt. mar. Piotr Wojtas, rzecznik komponentu morskiego. Nie obyło się jednak bez komplikacji, a ich przyczyną stali się rybacy.
– Już dwa tygodnie przed rozpoczęciem ćwiczenia podawaliśmy za pośrednictwem Polskiego Radia ostrzeżenia nawigacyjne. O manewrach i zamknięciu poligonów informowaliśmy też na odbieranym przez kutry kanale szesnastym. Mimo to znaleźli się rybacy, którzy nasze komunikaty zignorowali – przyznaje kpt. mar. Wojtas. Kutry wpływały w rejon ćwiczeń, narażając się na niebezpieczeństwo. Co więcej, trzy okręty wplątały się w zastawione wcześniej sieci. Wśród nich był brytyjski niszczyciel min HMS „Ledbury”. – Okręty musiały opuścić rejon ćwiczeń, stanąć na kotwicy i wysłać pod wodę nurków, którzy oswobodzili mechanizmy z sieci – wspomina kpt. mar. Wojtas.
Problem, jak przyznają marynarze, jest poważny. – Powtarza się, odkąd pamiętam. Co gorsza, trudno z nim walczyć. Tym bardziej jeśli ćwiczenia odbywają się nie na położonych blisko brzegu poligonach, lecz otwartym morzu – przyznaje kmdr Mariusz Kościelski, który podczas „Steadfast Jazz” kierował morskim komponentem.
Co na to sami rybacy? – Oczywiście marynarka musi ćwiczyć. Często jednak zdarza się tak, że akwen jest zamykany na przykład na dwanaście godzin, a manewry w danym jego obszarze trwają dużo krócej. Tymczasem rybacy nie chcą rezygnować z połowu czy wyciągania zastawionych wcześniej sieci, bo to dla nich pieniądz – tłumaczy Mirosław Daniluk, wiceprezes Zrzeszenia Rybaków Morskich. Dodaje, że w tym sporze każdy ma swoje racje, a o porozumienie niezmiernie trudno.
Nie zmienia to jednak faktu, że rybacy, wpływając w rejon ćwiczeń, narażają się na poważne niebezpieczeństwo. Incydenty z ich udziałem były omawiane podczas podsumowania fazy morskiej ćwiczenia „Steadfast Jazz”. Wzmianka o nich, jak przyznaje kmdr Kościelski, znajdzie się też w raporcie z manewrów. – Będziemy musieli zastanowić się, co zrobić dalej – zaznacza komandor.
Jednym z potencjalnych rozwiązań jest organizowanie ćwiczeń w okresie ochronnym dorsza, kiedy kutry raczej nie wychodzą w morze. Innym, wysyłanie na ćwiczenia dodatkowej jednostki, która będzie pilnowała akwenu i „przeganiała” nieproszonych gości.
Za wpłynięcie na teren poligonu, kiedy ten jest zamknięty, rybakom grozi kara, która może sięgnąć nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. W praktyce jednak z powodu rozległości obszaru taki zakaz trudno jest wyegzekwować.
autor zdjęć: Marian Kluczyński

komentarze