moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
„Sokół” w służbie Rzeczpospolitej

Z naszych szeregów wyszli generałowie Anders, Sosabowski, Haller. Wszyscy oni rozumieli, jak ważna jest codzienna służba społeczeństwu. Rozumiemy to też my – podkreśla Damian Małecki, prezes Związku Towarzystw Gimnastycznych „Sokół”, który w tym roku świętował 150-lecie istnienia.

150 lat bogatej historii, a wszystko zaczęło się od sportu...

Damian Małecki: Tak, choć to jednak pewne uproszczenie. Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” zostało zarejestrowane 7 lutego 1867 roku we Lwowie. Powołali je do życia studenci tamtejszego uniwersytetu, korzystając z nowego austro-węgierskiego prawa. Pozwalało ono na swobodne zakładanie stowarzyszeń. Pomysłodawcy „Sokoła” chcieli zaktywizować Polaków, wyrwać ich z marazmu i zniechęcenia, które zapanowały po klęsce powstania styczniowego. Poszukiwali nowej, atrakcyjnej formuły. A wówczas sport zaczynał być modny. Podobne towarzystwo wcześniej założyli Czesi. Wkrótce mieli do nich dołączyć Serbowie, Chorwaci, Rosjanie. Sport był coraz popularniejszy na zachodzie Europy. Uprawiali go już nie tylko przedstawiciele arystokracji, ale też robotnicy i reprezentanci rodzącej się klasy średniej. Swoistym zwieńczeniem tego boomu stały się pierwsze nowożytne igrzyska olimpijskie, zorganizowane pod koniec XIX stulecia w Atenach. Ale w przypadku Polski sport tak naprawdę był tylko pretekstem, jednym z narzędzi mających wychowywać elity. Dla narodu bez własnego państwa była to sprawa kluczowa. Polacy mieli dbać o zachowanie tożsamości, organizować się tak, by w dogodnym momencie zawalczyć o niepodległość, a potem zbudować nowe państwo.

To wyobraźmy sobie młodego człowieka, który wstępuje do „Sokoła”. Na co może liczyć, czym się zajmuje?

Oczywiście uprawia sport. Jeśli wstąpił do „Sokoła” na początku jego istnienia, można przypuszczać, że była to gimnastyka albo szermierka. W kolejnych latach dyscyplin przybywało: kajakarstwo, turystyka piesza, zapasy, piłka nożna. Pierwszy piłkarski mecz na ziemiach polskich rozegrały w 1894 roku drużyny sokole z Krakowa i Lwowa. Im bliżej pierwszej wojny światowej, tym więcej było zajęć paramilitarnych: turniejów strzeleckich, marszów na orientację w terenie. Działacze „Sokoła” widzieli, że oto nadchodzi czas, kiedy można będzie zawalczyć o jakąś formę autonomii, a niewykluczone, że nawet o niepodległość.

Ale na tym oczywiście nie koniec. „Sokół” to również celebrowanie ważnych dla narodu świąt i rocznic. Weźmy taką bitwę pod Grunwaldem, która w XIX wieku była mało znana. W powszechnej świadomości zagościła dopiero na przełomie stuleci, w dużej mierze właśnie dzięki działaczom Towarzystwa Gimnastycznego. W 1905 roku zapadła decyzja o organizacji obchodów 500. rocznicy wielkiego zwycięstwa nad Krzyżakami. Pięć lat później w Krakowie zorganizowane zostały wielkie uroczystości. Miasto było biało-czerwone od flag, teatry zaś przygotowały specjalny rocznicowy repertuar. „Sokół” współpracował też ściśle z Kościołem katolickim. Członkowie „Sokoła” uświetniali swoją obecnością religijne uroczystości. Wiele kół powstawało przy parafiach.

Same gniazda miały – do dziś zresztą mają – dużą autonomię w swojej działalności. Ich prezesi sami mogli profilować działalność, wybierać rodzaj aktywności. W Małopolsce na przykład działacze „Sokoła” stworzyli zręby polskiego skautingu. Generalnie jednak trzy elementy – sport, obchodzenie narodowych świąt i współpraca z Kościołem stanowiły fundament działalności całego Towarzystwa.

Jak rozumiem, apatię udało się przezwyciężyć, a Polaków zachęcić do aktywności.

Tak, ale nie stało się to od razu. Przez pierwszych kilkanaście lat organizacja rozrastała się raczej powoli. Proces przyspieszył wraz z założeniem własnego miesięcznika. Działacze „Sokoła” zdali sobie sprawę z roli mediów. Starali się docierać do dziennikarzy, udzielali wywiadów, tłumaczyli, o co im chodzi i w ten sposób krzewili ideę. Część działaczy zmieniała miejsce zamieszkania. A tam, gdzie się osiedlali, zakładali nowe gniazda. W efekcie „Sokół” działał nie tylko na ziemiach polskich, lecz także w zachodniej Europie, a nawet USA, Australii czy Chinach. Liczba członków zawsze była płynna. W szczytowym okresie, który przypadł na dwudziestolecie międzywojenne, organizacja mogła liczyć nawet 150 tysięcy osób. Warto przy tym nadmienić, że pomimo narodowego charakteru stowarzyszenia, członkami „Sokoła” byli także Niemcy, Czesi, a nawet Chińczyk.

Ale zatrzymajmy się przez moment na I wojnie światowej, w wyniku której runął stary europejski porządek. Przed Polakami stanęła szansa na odzyskanie niepodległości. Czy działacze „Sokoła” okazali się gotowi, by o nią zawalczyć?

Jeszcze przed wybuchem wojny liderzy „Sokoła” ze wszystkich zaborów i Stanów Zjednoczonych podjęli decyzję, by nie walczyć aż do momentu, gdy wyłoniona zostanie jedna polska reprezentacja polityczna. Miało to zapobiec bezcelowemu rozlewowi polskiej krwi w armiach zaborczych. Jednak nie wszyscy decyzji tej się podporządkowali. Niektórzy działacze począwszy od 1914 roku wstępowali do Legionów Polskich, gdzie walczyli u boku Austro-Węgier, przede wszystkim w II Brygadzie, zwanej „Żelazną”, pod rozkazami Józefa Hallera. Kilka lat później mieli ogromne zasługi w walce o kształt polskich granic. Na bazie „Sokoła” stworzona została Straż Ludowa, która podczas powstania wielkopolskiego przejmowała władzę w kolejnych miastach wokół Poznania. Również na gniazdach „Sokoła” opierała się polska konspiracja, która doprowadziła do dwóch pierwszych powstań śląskich. Polska Organizacja Wojskowa Górnego Śląska dziś kojarzy się przede wszystkim z Józefem Piłsudskim, wówczas jednak nie miała z nim wiele wspólnego.

Jednak najpiękniejszą kartę działacze „Sokoła” zapisali przy okazji tworzenia Błękitnej Armii generała Hallera. Została ona powołana w 1917 roku we Francji, jednak początkowo nabór do niej szedł bardzo opornie. I gdy wydawało się, że przedsięwzięcie zakończy się fiaskiem, włączyli się w nie działacze Towarzystwa ze Stanów Zjednoczonych. W ciągu kilku miesięcy, przez obóz w Kanadzie, do Francji przyjechało ponad 20 tysięcy ochotników. Po nich pojawili się kolejni: z samej Francji, Australii, Ameryki Południowej i północnej Afryki, z Chin. Wielu z nich podróżowało miesiącami, za własne pieniądze, by bić się o niepodległość Polski. Co ciekawe, po zwycięskiej walce – Polska w końcu odzyskała przecież niepodległość – trzy czwarte ochotników wróciło do swoich domów na obczyźnie... Moim zdaniem to temat na wielką filmową opowieść.

A potem nastała II Rzeczpospolita i wspomniany już przez pana czas największego rozkwitu „Sokoła”.

W 1919 roku powstał Związek Towarzystw Gimnastycznych „Sokół”, na czele którego stanął Bernard Chrzanowski, znany działacz z Wielkopolski. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości „Sokół” ponownie zaczął stawiać przede wszystkim na sport, głównie ten w wydaniu masowym, co nie zmienia faktu, że z szeregów organizacji wywodzili się również znani olimpijczycy, choćby Stanisława Walasiewicz czy Jadwiga Wajsówna. Z drugiej strony działacze nie rezygnowali z udziału w polityce. Choć Towarzystwo kojarzone było głównie z endecją, miało przedstawicieli nawet w sanacji. „Sokół” jako organizacja nigdy nie popierał konkretnej partii, ale jego członkowie zachęcani byli do działalności politycznej.

Po przewrocie majowym piłsudczycy usiłowali wciągnąć popularną w społeczeństwie organizację w orbitę swoich wpływów. A kiedy to się nie udało, przegłosowali w sejmie ustawę, która miała poważnie ograniczyć jego funkcjonowanie. Na szczęście przepisy pozostały martwe, „Sokół” zaś bez przeszkód działał dalej.

Cios zadała mu dopiero II wojna światowa...

Rzeczywiście, straty były ogromne. Wystarczy wspomnieć listy osób do rozstrzelania, które przygotowali Niemcy w ramach operacji „Tannenberg”. We wrześniu 1939 roku nie było chyba miejscowości, w której przed plutonem egzekucyjnym nie stawaliby miejscowi działacze „Sokoła”. Doskonale pamiętano ich rolę i udział w powstaniu wielkopolskim. Ci, którzy ocaleli, walczyli potem w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie, między innymi w dywizjonach bombowych.

Czy bezpośrednio po wojnie starali się odbudowywać struktury organizacji?

Tak, choć oczywiście nie było to łatwe. Pod koniec lat 30. mieliśmy 850 gniazd. Do 1947 roku udało się reaktywować jedynie 90. Szybko jednak stało się jasne, że nowe władze działalności „Sokoła” sobie nie życzą. Nie pomogła nawet interwencja jednego z naszych działaczy u samego Edwarda Osóbki-Morawskiego, premiera Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej. Komuniści nie mogli tolerować potężnej, zasłużonej i niezależnej organizacji. Poza tym duże znaczenie miał dla nich majątek „Sokoła”, zwłaszcza budynki organizacji zwane sokolniami.

Dawni członkowie nigdy nie pogodzili się z likwidacją stowarzyszenia, dlatego w okresie PRL kilkakrotnie próbowali je reaktywować. Po raz ostatni w 1981 roku. Co ciekawe, w 1957 roku, przy okazji jednego z takich zjazdów powstało kontrolowane przez państwo TKKF, czyli Towarzystwo Krzewienia Kultury Fizycznej. Sam „Sokół” ostatecznie odrodził się w 1989 roku. Do dziś jednak nie zdołał odzyskać dawnego majątku. Warto przy tym wspomnieć, że przez cały PRL gniazda sokole działały na emigracji, między innymi w kanadyjskim Winnipeg. Historyczna ciągłość została więc zachowana, a świętowanie 150 lat „Sokoła” jest jak najbardziej zasadne.

Jak zatem działa „Sokół” obecnie?

Zdołaliśmy odtworzyć Związek Towarzystw Gimnastycznych „Sokół” w Polsce. W kraju mamy blisko 70 stowarzyszeń i około sześciu tysięcy członków. Do tego dochodzą gniazda na Litwie, Ukrainie, Białorusi, w USA i Kanadzie. Każde spośród nich cieszy się dużą niezależnością i samo dobiera profil działalności. Jest ona bardzo zróżnicowana – od strzelectwa i kick boxingu po teatr amatorski. W tym roku powołaliśmy Naczelną Komendę Polowych Drużyn Sokolich, co było związane z ogromnym wzrostem zainteresowania działalnością proobronną w szeregu naszych gniazd. Na jej czele stanął druh Marek Kasperski, policjant, znakomity specjalista szkolony między innymi przez GROM. W ramach komendy prowadzimy zajęcia strzeleckie, organizujemy obozy, kursy pierwszej pomocy, ale też kursy samoobrony kobiet, uczymy, w jaki sposób zabezpieczać ważne – zwłaszcza z punktu widzenia bezpieczeństwa mieszkańców – obiekty, takie jak wodociągi, ale też uczelnie wyższe. To odpowiedź na niespokojne czasy. Wierzymy, że praktyczne zajęcia tego typu mogą pomóc naszym członkom w znalezieniu odpowiedniej pracy. Zresztą wielu z nich już trafiło do wojska i policji. Sami zachęcamy do wstępowania w szeregi wojsk obrony terytorialnej, widząc w tym szansę na wzmocnienie systemu bezpieczeństwa państwa, a więc bezpieczeństwa nas wszystkich. Do tego dochodzą liczne prelekcje historyczne, poświęcone na przykład powstaniu wielkopolskiemu, powstaniom śląskim czy żołnierzom wyklętym. W wielu miejscach w Polsce organizujemy zawody sportowe, coraz częściej zabiegamy też o pieniądze na odnowienie strzelnic. Do remontu takiego obiektu udało się zachęcić m.in. władze samorządowe w Lesznie. Wkrótce ruszymy też z nieodpłatnymi zajęciami z gimnastyki i szermierki historycznej, które poprowadzą dwaj nasi znakomici instruktorzy, dr Grzegorz Bielec i dr Marek Helman. Myślę, że każdy działacz i każde gniazdo na tym skorzystają.

Z naszych szeregów wyszli generałowie Władysław Anders, Stanisław Sosabowski i Józef Haller, ale też rzesze mniej znanych działaczy. Wszyscy oni rozumieli, jak ważna jest codzienna służba społeczeństwu. O tej służbie pamiętamy także dziś.

Rozmawiał Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: NAC

dodaj komentarz

komentarze

~historyk
1515416280
"W Małopolsce na przykład działacze „Sokoła” stworzyli zręby polskiego skautingu." - a później uznali, że na tym formuła Sokoła się wyczerpała i lepszą formą wychowania jest skauting. Szkoda, że ta opinia nie znalazła uznania u ówczesnych władz Sokoła (ale w jakiej organizacji wizja jej rozwiązania znalazła by uznanie u władz...).
62-22-67-A6

Modernizacja starów 266
 
Z maratonu programowania do wojska
Debiuty MSPO: Mistrz misji
Brawurowa ucieczka „Orła”
Szykują się zmiany w wojskowych emeryturach
Głos (z) płonącej Warszawy
Modernizacja Sokołów
Irańskie szachy
Pomyślna certyfikacja PKW w Libanie
Stalin czekał i kalkulował
Nowa misja i nowy sprzęt
Zmiany emerytalne dla żołnierzy
Cztery lata LITPOLUKBRIG
Podchorąży mistrzem Wojska Polskiego w szachach
GROM Challenge
Festiwal Orkiestr w Mundurach
„Operacja Wuhan”: Judo mężczyzn
Samochód do desantowania
„Górale” zdobywają miasto
Cienka niebieska linia
Spotkanie szefa MON z doradcą prezydenta USA
Pamięć o tragedii
Nowy wiceminister w MON
Amerykański żołnierz z … pilotem w ręku
Rozpoczynamy nową erę
Boxer, czyli waga ciężka na londyńskich targach
Iranian Chess Game
„Most współpracy”, czyli polska armia bliżej NATO
Zawodnicy z Czarnej Dywizji zwycięzcami Spartakiady
Polska nie pozostanie osamotniona
Natowskie brygady pod polskim dowództwem
Nowelizacja ustawy o weteranach w Sejmie
Dead to the World
Chorwacki test polskich kadetów
Polscy weterani i książę Harry
Oko na Europę
Stulecie 16 Dywizji Zmechanizowanej
Spadochroniarze znów wylądują pod Arnhem
Wiceprezydent USA o Polsce: jesteśmy rodziną
Walka i dyplomacja
Spadochroniarze walczyli o tytuł mistrza Wojska Polskiego
Selekcja w pigułce
Pylon dla śmigłowca Black Hawk
Skok na lotnisko
A Torn Subcontinent
W Indiach mieli swój drugi dom
Groźny jak Tallboy
Pięć medali żołnierzy w Mistrzostwach Polski w Półmaratonie
Agresja sowieckiego kolosa
Sprawdzają Brutusa
Wyspecjalizowany jak nurek, wszechstronny jak zwiadowca
Klasy wojskowe po nowemu
20 lat temu powstał Korpus Północno-Wschodni
Polscy nurkowie na Islandii
Szer. rez. Szymon Sajnok na podium w Madrycie
Wojsko wraca do Łomży
Posłowie o kondycji polskiego przemysłu obronnego
Jedna misja, jeden zespół
Terytorialsi na wysokościach
Umowa na Feniksy
Terytorialsi – ćwiczą i pomagają
Thin Blue Line
Zapal lampkę bohaterom Września’39

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Inspektorat Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO