Drony i czołgi, czyli nowa jakość prowadzenia działań

sobota, 05 września 2026

Ukraińscy operatorzy dronów mieli podczas ćwiczeń „Combined Resolve” w Niemczech – jak donosiły media – zadać amerykańskiej brygadzie pancernej dotkliwe „straty”. Choć rzeczywisty przebieg manewrów był bardziej złożony, to pokazał, jak wielką przewagę daje doświadczenie zdobyte podczas kilku lat prawdziwej wojny. I jak szybko zachodnie armie muszą dziś uczyć się od Ukraińców.

Armia amerykańska w trakcie ćwiczeń „Combined Resolve”.

Amerykańska brygada pancerna ruszyła do natarcia. Abramsy i Bradleye poruszały się po drogach i bezdrożach poligonu Hohenfels w Bawarii. Z góry obserwowały je ukraińskie bezzałogowce. Jedne służyły do rozpoznania, inne odgrywały rolę dronów bombowych, które wkrótce zaczęły eliminować z gry kolejne amerykańskie pojazdy.

Jak napisał niedawno „The Wall Street Journal”, powołując się na uczestników i osoby zaznajomione z przebiegiem ćwiczeń, pojazdy US Army wypadały z gry tak szybko, że część z nich trzeba było „wskrzeszać” i ponownie wysyłać do walki, aby szkolenie mogło być kontynuowane. I tak opowieść z niemieckiego poligonu ruszyła w świat. W medialnych relacjach Ukraińcy „zniszczyli”, „rozgromili”, a nawet „unicestwili” amerykańską brygadę pancerną za pomocą tanich dronów. Co właściwie wydarzyło się w Hohenfels?

Brygada na egzaminie

Cykliczne ćwiczenia „Combined Resolve” w tym roku odbywały się od 9 kwietnia do 10 maja w Joint Multinational Readiness Center (JMRC) w Hohenfels. To jedyny należący do US Army ośrodek szkolenia bojowego tej klasy na stałe zlokalizowany poza Stanami Zjednoczonymi. Sam poligon zajmuje 163 km kw., znajduje się na nim ponad 1300 budynków szkoleniowych i ponad 300 km dróg.

W ćwiczeniach uczestniczyło ponad 3600 żołnierzy z siedmiu państw. Główną szkolącą się formacją był 3 Pancerny Brygadowy Zespół Bojowy „Szary wilk” (3rd Armored Brigade Combat Team „Greywolf”) z 1 Dywizji Kawalerii. Amerykańska brygada kończyła właśnie dziewięciomiesięczny dyżur w Europie, podczas którego jej pododdziały stacjonowały m.in. w Polsce, na Litwie i w Estonii. Nie była więc przypadkowo zebranym oddziałem ani formacją dopiero rozpoczynającą szkolenie. „Combined Resolve” miały być jednym ze sprawdzianów jej gotowości.

W Hohenfels Amerykanie zetknęli się jednak z wojskiem posiadającym doświadczenie, którego nie można zdobyć nawet na najlepszym poligonie. Do sił odgrywających rolę przeciwnika dołączyli bowiem operatorzy ukraińskiej 412 jednostki Nemesis, należącej do Sił Systemów Bezzałogowych. To formacja specjalizująca się w wykorzystaniu bezzałogowców i mająca za sobą tysiące realnych misji bojowych.

Według relacji „WSJ” Ukraińcy szybko wykrywali amerykańskich żołnierzy i pojazdy, po czym kierowali przeciw nim kolejne bezzałogowce. Ciężkie wozy miały przy tym prozaiczny problem – podczas ruchu zdradzały swoją obecność choćby kłębami kurzu widocznymi z powietrza.

„Zniszczony” nie znaczy zniszczony

Nie oznacza to jednak, że kilka ukraińskich zespołów rzeczywiście byłoby w stanie w podobnym tempie unicestwić amerykańską brygadę pancerną. „Combined Resolve” były ćwiczeniami, a nie eksperymentem polegającym na ostrzeliwaniu Abramsów prawdziwymi FPV. Samo dotarcie drona do celu mogło więc skutkować uznaniem pojazdu przez sędziów za wyeliminowany. W prawdziwej walce skutki ataku byłyby znacznie mniej przewidywalne.

Niewielka głowica może zniszczyć pojazd, ale może też uszkodzić jego optykę, antenę albo element układu jezdnego, zranić członka załogi albo nie spowodować poważniejszych szkód. Istotne jest miejsce trafienia, rodzaj głowicy, konstrukcja i dodatkowe zabezpieczenia wozu.

Nie podano oficjalnego bilansu mówiącego, że Ukraińcy „zniszczyli” określoną liczbę Abramsów, Bradleyów czy żołnierzy. US Army nie ogłosiła, że „Szary wilk” został unicestwiony przez Nemesis. Źródłem informacji o wyjątkowo dużych stratach symulowanych jest przede wszystkim relacja „WSJ”. Gazeta pisze o zdecydowanej przewadze ukraińskich operatorów, a późniejsze internetowe nagłówki poszły o krok dalej.

Nie ma jednak powodu, by lekceważyć to, co stało się w Hohenfels. Przeciwnie. Jeżeli podczas ćwiczeń trzeba ponownie wprowadzać do walki wcześniej wyeliminowane pojazdy, żeby szkolenie mogło trwać, oznacza to, że ujawniono poważny problem. Tyle że niekoniecznie z czołgami.

Kilku lat wojny nie można kupić

Amerykanie nie zostali pokonani przez nieznaną im technologię. US Army od dawna obserwuje wykorzystanie bezzałogowców w Ukrainie, rozwija własne systemy i intensywnie ćwiczy ich zwalczanie. W samym Hohenfels jeszcze przed manewrami „Combined Resolve” szkolono operatorów małych BSP-ów, w tym maszyn rozpoznawczych, płatowców oraz FPV. Celem było właśnie możliwie wierne odtwarzanie zagrożeń występujących na współczesnym polu walki.

W JMRC powstała nawet Eerie Company – specjalny pododdział sił odgrywających przeciwnika, łączący działanie bezzałogowców, rozpoznanie i walkę radioelektroniczną z tradycyjnymi zadaniami piechoty. Jego operatorzy wykorzystują między innymi FPV Archer (amerykański dron kamikadze). US Army wprost podkreśla, że scenariusze „Combined Resolve” mają uwzględniać doświadczenia z trwających obecnie wojen lądowych.

Amerykanie dobrze wiedzieli więc, jak działają FPV. Różnica polegała na czymś innym. Można kupić tysiąc dronów. Można wyszkolić tysiąc operatorów. Nie można natomiast kupić kilku lat wojny. Dla żołnierzy Nemesis bezzałogowiec nie jest nowinką techniczną ani kolejnym systemem uzbrojenia wprowadzonym do programu szkolenia. Jest narzędziem używanym każdego dnia przeciwko agresorowi, który również posiada tysiące dronów, prowadzi walkę radioelektroniczną, zmienia częstotliwości, maskuje stanowiska, zastawia pułapki i nieustannie modyfikuje własne procedury.

Za takim doświadczeniem idzie coś trudnego do zapisania w instrukcji: umiejętność dostrzegania drobnych sygnałów, przewidywania zachowania przeciwnika, szybkiego wyboru celu i właściwego środka jego rażenia. Dochodzi do tego zdolność błyskawicznego modyfikowania sprzętu i procedur, gdy rozwiązanie skuteczne wczoraj, przestaje działać dzisiaj.

Właśnie tę różnicę między posiadaniem technologii a umiejętnością wykorzystania jej na współczesnym polu walki manewry „Combined Resolve” obnażyły bezlitośnie.

Za drugim razem było trudniej

Najbardziej interesująca część historii z Hohenfels zaczyna się jednak po pierwszych niepowodzeniach Amerykanów. Ćwiczenia trwały wiele dni, a scenariusze powtarzano. Amerykańscy żołnierze zaczęli zmieniać sposób działania. Poprawiali maskowanie i rozśrodkowanie, coraz skuteczniej korzystali ze środków walki radioelektronicznej. W rezultacie Ukraińcom coraz trudniej było osiągać tak dobre efekty jak na początku. W dalszej części szkolenia operatorzy Nemesis przeszli na stronę amerykańską i pomagali brygadzie wykorzystywać bezzałogowce podczas działań ofensywnych.

Duże straty poniesione na początku ćwiczeń nie są kompromitacją US Army, lecz argumentem za prowadzeniem takich treningów. Poligon służy przecież między innymi temu, by ujawnić słabość jednostki, zanim zrobi to prawdziwy przeciwnik. W Hohenfels Amerykanie mogli po każdym niepowodzeniu zatrzymać ćwiczenia, przeanalizować sytuację i spróbować ponownie. Na wojnie ceną takiej lekcji byliby zabici żołnierze i naprawdę spalone wozy.

Co więcej, zmiany widoczne są już w samym sposobie myślenia amerykańskich wojsk pancernych. Oficerowie 1 Pancernego Brygadowego Zespołu Bojowego z 3 Dywizji Piechoty (1st Armored Brigade Combat Team z 3rd Infantry Division) pisali niedawno na łamach magazynu „Armor”, że rozpoznanie przesuwa się dziś daleko przed załogowe pododdziały. Tworzyć ma je warstwowa sieć sensorów i dronów, wykrywająca i osłabiająca przeciwnika, zanim do walki wejdą ciężkie wozy. Walka z bezzałogowcami stała się przy tym zadaniem już na szczeblu kompanii i batalionu, podobnie jak kontrolowanie własnej emisji elektromagnetycznej.

Abrams nie odchodzi do muzeum

Doświadczenia „Combined Resolve” łatwo wykorzystać jako kolejny dowód na „śmierć czołgu”. Wojna w Ukrainie miała już zresztą wielokrotnie uśmiercić nie tylko czołgi, ale również śmigłowce, artylerię, okręty, a nawet samą możliwość prowadzenia większych operacji zaczepnych. W rzeczywistości bezzałogowce nie unieważniają ciężkich wojsk lądowych. Zmieniają natomiast warunki, w których można ich skutecznie używać.

Brygada pancerna nie może już zakładać, że kilkanaście czy kilkadziesiąt kilometrów za linią styczności znajduje się w bezpiecznej strefie. Nad polem walki stale działają sensory, a czas pomiędzy wykryciem celu i próbą jego rażenia dramatycznie się skrócił. Jednostka musi zatem kontrolować własną emisję elektromagnetyczną, maskować się przed obserwacją nie tylko z ziemi, lecz również z góry, rozpraszać stanowiska dowodzenia i logistykę, dysponować własnymi bezzałogowcami oraz środkami ich zwalczania.

Dopiero w takim środowisku do walki wchodzą czołgi i bojowe wozy piechoty. Amerykańskie wojska pancerne nie przechodzą więc od modelu „czołg” do modelu „dron”, lecz od armii skoncentrowanej na platformach do armii, w której platformy są elementami znacznie większej sieci sensorów, efektorów i systemów dowodzenia. Tak właśnie przyszłość brygad pancernych opisują sami amerykańscy wojskowi.

Nauczyciel i uczeń

Historia z Hohenfels ma jeszcze jeden symboliczny wymiar. Po 2014 roku tysiące ukraińskich żołnierzy było szkolonych przez instruktorów z państw NATO. Zachodni wojskowi przekazywali im wiedzę o dowodzeniu, działaniach małych pododdziałów, logistyce czy współdziałaniu różnych rodzajów wojsk. Dwanaście lat później role częściowo się odwróciły. Nie dlatego, że ukraińska armia stała się pod każdym względem lepsza od amerykańskiej. Wojna stworzyła jednak obszary, w których żaden zachodni poligon nie może konkurować z doświadczeniem zdobywanym codziennie na froncie. Drony, walka radioelektroniczna, maskowanie i przeżywalność pododdziałów należą właśnie do nich.

Dlatego najważniejszym osiągnięciem ukraińskich operatorów w Hohenfels nie było „zniszczenie” amerykańskiej brygady. Znacznie ważniejsze było to, że gdy Amerykanie ruszyli do walki po raz kolejny, zniszczyć ją było już dużo trudniej.

Marcin Ogdowski

autor zdjęć: Jamie Robinson/AFN Bavaria