moja polska zbrojna
Strona którą odwiedzasz korzysta z plików cookies. Ustawienia dotyczące tych plików można zmienić w opcjach przeglądarki używanej do przeglądania Internetu.
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o plikach cookies przeczytaj Politykę cookies.
Jeśli ustawienia cookies nie zostaną zmienione, podczas przeglądania strony informacje automatycznie zapisywane będą w pamięci Twojego urządzenia.
Nie pokazuj mi więcej tego komunikatu: kliknij tutaj

Fort zagłady

Najpierw osadzano tu Polaków na podstawie sporządzonych przed wojną list proskrypcyjnych: powstańców wielkopolskich, społeczników, przedstawicieli inteligencji. Potem trafiali tu także działacze podziemia, a nawet osoby uchylające się od pracy. 78 lat temu Niemcy założyli w Poznaniu pierwszy na ziemiach polskich obóz koncentracyjny.

– Już samo osadzenie w Forcie VII, ze względu na warunki tam panujące, uznać należy za zbrodnię – mówi Mirosław Więckowiak, prokurator z Instytutu Pamięci Narodowej w Poznaniu, który prowadził w tej sprawie śledztwo.

Głodowe racje żywnościowe, małe wilgotne cele, w których temperatura oscylowała w granicach dziesięciu stopni Celsjusza. Stłoczeni ludzie spali wprost na podłodze.

REKLAMA

A przecież nie to było najgorsze. W forcie na porządku dziennym były egzekucje. Przez niespełna pięć lat mogło tam zginąć nawet kilkanaście tysięcy osób.

Ci, którym udało się uniknąć śmierci byli nękani i torturowani. Niemcy mieli swoje „zabawy”, jedną z nich nazwali „wycieczką w Karpaty”. Więźniowie przy wtórze wrzasku strażników musieli wbiegać po stromej skarpie, a potem robiąc przewroty w przód, staczać się na sam dół. Były też „schody śmierci”. Osadzony dźwigał ważący kilka kilogramów głaz i mozolnie wspinał się po kolejnych stopniach. Na samej górze czekał na niego esesman. Jeśli więzień mu się nie spodobał, dostawał solidnego kopniaka, po którym staczał się w dół, zgarniając po drodze idących za nim towarzyszy.

Śmierć w „Dzwonie”

Fort powstał w latach 1876–1880. Był jedną z 18 podobnych budowli, które Niemcy wznieśli w samym Poznaniu i wokół niego. Ich załogi miały w razie wojny bronić miasta przed armią rosyjską i zatrzymać jej pochód na Berlin. W 1919 roku fort zdobyli powstańcy wielkopolscy. W II Rzeczypospolitej służył polskiej armii. A potem znów przyszli Niemcy, tym razem pod flagami ze swastyką. W Forcie VII urządzili pierwszy na dopiero co zagarniętych ziemiach polskich obóz koncentracyjny. Zaczął działać 10 października 1939 roku.

– Początkowo trafiali do niego Polacy z list proskrypcyjnych sporządzonych jeszcze przed wojną – wyjaśnia Leszek Wróbel z Muzeum Martyrologii Wielkopolan, które ma siedzibę właśnie w Forcie VII. – Znaleźli się na nich wszyscy, których Niemcy uznali za niebezpiecznych: powstańcy wielkopolscy, działacze społeczni, przedstawiciele inteligencji. Ale byli też tacy, którzy po prostu im podpadli. Wystarczyło przy piwie zażartować już nawet nie z Hitlera, ale z cesarza albo choćby ponarzekać na czasy, gdy Poznań był pod jego władzą – dodaje Wróbel. Takie informacje gromadzili przedstawiciele bardzo licznej w mieście mniejszości niemieckiej. Spora ich część z uznaniem spoglądała na porządki zaprowadzane za zachodnią granicą przez nazistów, licząc, że wkrótce dotrą one także nad Wartę.

Z czasem do wytypowanych wcześniej więźniów, zaczęli dołączać działacze tworzących się organizacji konspiracyjnych, a nawet Polacy uchylający się od pracy. Tak zwani „niedzielnicy” przetrzymywani byli w celach od soboty wieczorem do poniedziałku rano. Nawet tak krótki pobyt miał ich zmiękczyć i wybić z głowy wszelki opór. Wielkopolska formalnie nie była terytorium okupowanym, ale wcielonym do Rzeszy, dlatego sytuacja Polaków była tutaj cięższa niż w Generalnym Gubernatorstwie. W Forcie VII więźniowie masowo umierali na skutek chorób, tortur, głodu. Każdego dnia, na podstawie wyroków doraźnego sądu, przeprowadzane były egzekucje. – Skazanych rozstrzeliwano lub wysyłano na szubienicę – wyjaśnia Wróbel. – Część z nich wieszana była w tradycyjny sposób, część za nogi, głową w dół – dodaje. Odbywało się to w specjalnym pomieszczeniu, zwanym „dzwonem”. Strażnicy rozhuśtywali tam unieruchomionego więźnia, który z impetem uderzał głową o ściany pomieszczenia. – W Poznaniu Polacy byli też ścinani. Tyle że gilotyna i katowski pień znajdowały się nie w Forcie VII, lecz w więzieniu na ulicy Młyńskiej – dodaje Wróbel.

Również w poznańskim obozie Niemcy po raz pierwszy do uśmiercania skazańców zastosowali gaz. – W październiku i listopadzie 1939 za pomocą dwutlenku węgla zabili blisko 400 pacjentów i członków personelu szpitala psychiatrycznego w Owińskach oraz oddziału psychiatrycznego szpitala przy ulicy Grobla w Poznaniu – wyjaśnia Wróbel. Była to część akcji T-4, która polegała na mordowaniu niepełnosprawnych. – Gazowanie ludzi w Forcie VII było rodzajem eksperymentu, który otworzył drogę do masowych egzekucji w obozach zagłady – podkreśla Wróbel.

Na ślizgawce z oprawcami

Do Fortu VII trafili między innymi Florian Marciniak, pierwszy naczelnik Szarych Szeregów, Franciszek Witaszek, znany lekarz, a zarazem szef Związku Odwetu w okręgu poznańskim, czy Stanisław Pawłowski, światowej sławy geograf, rektor Uniwersytetu Poznańskiego. Dla wielu pobyt w KL Posen kończył się wysyłką do obozów śmierci w innych częściach okupowanej Polski. – Ucieczki i zwolnienia należały do rzadkości – zaznacza Wróbel.

Poznański obóz działał do wiosny 1944 roku. Potem Niemcy urządzili w forcie fabrykę radiostacji dla okrętów podwodnych i samolotów. – Do dziś nie wiemy dokładnie, ile osób było tutaj więzionych i jak wiele z nich zmarło. Niemcy aż do 1941 roku nie zgłosili w urzędzie stanu cywilnego ani jednego zgonu osadzonego. Potem uzupełnili te dane, ale były one w absurdalny sposób zaniżane – mówi Wróbel. Z szacunków poczynionych przez historyków wynika, że przez Fort VII mogło przejść nawet 40 tys. więźniów, z których kilkanaście tysięcy zginęło.

Śledztwo w tej sprawie prowadziła poznańska okręgowa komisja ścigania zbrodni przeciwko narodowi polskiemu. – Rozpoczęło się ono jeszcze w 1981 roku. Prokuratorom udało się wówczas przesłuchać nielicznych świadków zbrodni. Na przykład więźnia, który został członkiem komanda zatrudnionego przy gazowaniu uwięzionych – wyjaśnia prokurator Więckowiak. – Zresztą kilka lat później skazano tego człowieka za podobne czyny na siedem lat więzienia. Z czasem, już w obozie w Chełmnie nad Nerem zbliżył się do Niemców, nawet jeździł z nimi na łyżwach. Sąd uznał, że przekroczył granicę dzielącą kata od ofiary – dodaje.

Śledztwo w sprawie Fortu VII z czasem przejął IPN. W październiku 2013 roku zostało ono jednak umorzone. – W wątku dotyczącym zbrodni przeciwko ludzkości, jaką było osadzenie w obozie ustaliliśmy odpowiedzialnych. Byli to przede wszystkim niemieccy wojskowi. Wszyscy już nie żyli. Niestety, nie udało się ustalić nazwisk tych, którzy bezpośrednio mordowali więźniów – przyznaje prokurator Więckowiak.

Z całej rzeszy osób, którzy zamknięcie w Forcie VII przypłacili życiem, znane są dziś nazwiska zaledwie 676.

Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: Wikipedia

dodaj komentarz

komentarze


Fort zagłady
PGZ charytatywnie
„Wieniec” na drodze niemieckiego transportu
Specjaliści z WAT opracowali system inteligentnych granic
Minister obrony o szkoleniu wojskowym studentów
Posłowie rozmawiali o sytuacji materialnej wojskowych
Modernizacja Bergepanzerów 2
Przetarg na wroga
Zmiana dowodzenia w Batalionowej Grupie Bojowej
Kardiolog z WIM-u jedzie do Afryki
Nowy kierunek na Akademii Sztuki Wojennej
Islamski feniks
Centrum Kontrwywiadu NATO działa w Krakowie
Drugie życie Challengerów
Amerykańskie Herculesy wylądowały w Powidzu
Konflikt bratanków
Polacy jadą na misję szkoleniową do Iraku
Rosja i deja vu
Minister Macierewicz z wizytą w Waszyngtonie
Zbierają doświadczenia w pustynnych warunkach
Żołnierz WOT-u mistrzem wojska w szachach
Czy w szkołach będzie wychowanie proobronne?
Nowy sprzęt do obsługi samolotów
Czternastka polata dłużej
Nowa instrukcja lotów HEAD do końca roku
Sześć medali zapaśników na wojskowych mistrzostwach świata
Wakacje dla dzieci żołnierzy
Jastrzębie wracają z Litwy do domu
Jak most Syreny
Wsparcie dla weteranów będzie większe
Posłowie o wspólnej polityce obronnej Unii Europejskiej
Generał „Tysiąc” świętowałby dziś 110 urodziny
Raki w Błękitnej Brygadzie
Legioniści w boju
W co gra Kim?
Weryfikacja Czesława Juźwika to nie zadanie MON
Więcej pieniędzy na obronność
Wsparcie dla misji Air Policing
Raki atakują
Ostatnie święto 16 Dywizji w Elblągu
Miliard więcej na modernizację
Pancerniacy z politechniki
Chorąży Rosiński – w rezerwie i dalej w Mecie
Biegacze walczyli o Nóż Komandosa
Techniki wspinaczkowe w walce, czyli „górale” atakują
Kobiety na misjach obserwacyjnych
Najpierw poligon, później promocja
Przedsiębiorcy na rzecz obronności
Generał Kościuszko – przyjaciel wolności
Zwycięstwo pięcioboistów z Czarnej Dywizji
Najsilniejsi w służbach mundurowych
Polska w grze o amerykańską brygadę
Polacy na poligonie w Hohenfels
Jubileusz Śląska Wrocław
POW, czyli Piłsudski buduje zaplecze

Ministerstwo Obrony Narodowej Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Żandarmeria Wojskowa Inspektorat Uzbrojenia Inspektorat Implementacji
Innowacyjnych Technologii Obronnych
Dowództwo Garnizonu Warszawa

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO