moja polska zbrojna
Strona którą odwiedzasz korzysta z plików cookies. Ustawienia dotyczące tych plików można zmienić w opcjach przeglądarki używanej do przeglądania Internetu.
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o plikach cookies przeczytaj Politykę cookies.
Jeśli ustawienia cookies nie zostaną zmienione, podczas przeglądania strony informacje automatycznie zapisywane będą w pamięci Twojego urządzenia.
Nie pokazuj mi więcej tego komunikatu: kliknij tutaj

Polski podchorąży na West Point

Przeszedł gęste sito selekcji w Polsce i jako najlepszy dostał szansę studiowania w prestiżowej amerykańskiej akademii wojskowej w West Point. Pchor. Bartłomiej Grzybowski z Wojskowej Akademii Technicznej spędzi tam 4 lata. Opowiada nam o tym, jak kształceni są przyszli oficerowie amerykańskiej armii.

Na początku lipca przekroczył Pan progi słynnej West Point. Jak wyglądały pierwsze miesiące na amerykańskiej uczelni?

Pchor. Bartłomiej Grzybowski: Po wcieleniu przeszedłem bardzo intensywne szkolenie podstawowe (CBT – Cadet Basic Training). Wzięło w nim udział ponad 1200 kadetów, w tym zaledwie 13 spoza USA. Ponad dwa tygodnie spędziliśmy na pobliskim poligonie, a instruktorzy skupiali się na umiejętności współdziałania w grupie oraz ćwiczeniach praktycznych. Zajęcia z nawigacji w terenie trwały prawie trzy dni, podczas których maszerowaliśmy z punktu do punktu używając mapy i busoli. Podczas nauki taktyki i pierwszej pomocy na polu walki szkoliliśmy się w warunkach odwzorowujących prawdziwe warunki bojowe. Sytuacja, w której działaliśmy była stale zmieniana, używane były środki pozoracji pola walki, korzystaliśmy ze specjalistycznego sprzętu medycznego. Prowadziliśmy też strzelania z różnych rodzajów broni. Duży nacisk był kładziony na rozwój fizyczny. Codziennie, bez względu czy byliśmy na poligonie czy w koszarach, braliśmy udział w porannych, a często też popołudniowych treningach. Ważnym elementem szkolenia były także marsze w pełnym oporządzeniu, które wraz z postępami w szkoleniu były coraz dłuższe i coraz bardziej wymagające.

REKLAMA

Po szkoleniu podstawowym rozpoczął się rok akademicki i pierwsze zajęcia. Jest równie intensywnie?

Tak, choć mniej mamy praktyki, a więcej teorii. Sposób nauczania na West Point i tzw. Thayer Method, czyli metoda aktywnej nauki, wymaga dobrego przygotowania do każdych zajęć. Dlatego w tygodniu prawie każdą wolną chwilę spędzamy na studiowaniu zadanego materiału i wykonywaniu zleconych zadań i projektów.

Studia w Akademii West Point wymagają pracowitości i doskonałego zorganizowania. Szczególnie bez tej drugiej cechy może być bardzo trudno nadążyć. Wykładowcy potrafią jednak zrozumieć nowicjuszy i ich początkowe problemy z przestawieniem się na tak intensywną naukę. Dlatego na uczelni organizowane są specjalne kursy, gdzie uczą, w jaki sposób najlepiej planować czas, przygotowywać się do egzaminów i jak efektywnie studiować. To wszystko ma swoje uzasadnienie, bo Akademia stawia sobie za cel kształtowanie liderów i rozwijanie ich umiejętności przywódczych. Dlatego też program nauczania jest tak intensywny – przygotowuje się kadetów do radzenia sobie w każdej sytuacji i bycia wzorem dla podwładnych. Wymaga się także przestrzegania kodeksu honorowego i poszanowania starszych stopniem. Cała edukacja jest prowadzona w taki sposób, aby jak najlepiej przygotować absolwentów West Point do objęcia stanowisk dowódczych.

Jak wygląda Pański dzień w uczelni?

Zaczyna się pobudką przed szóstą. Potem każdy z nas ma do wykonania codzienne obowiązki, to na przykład zamiatanie korytarza, wyrzucenie śmieci itp. Do siódmej mamy czas na poranną toaletę, potem apel i śniadanie. Pierwsze zajęcia zaczynają się o siódmej trzydzieści. Odbywają się one w grupach kilkunastoosobowych, dzięki czemu wykładowca jest w stanie zaangażować w zajęcia każdego kadeta. Wykładowcy często sprawdzają naszą wiedzę w praktyce i organizują zajęcia np. w laboratorium lub przydzielają nam projekt do zrealizowania.

Tuż przed południem jest zbiórka na apel popołudniowy i lunch, a potem tzw. godziny rektorskie, które uczelnia rezerwuje sobie, w przypadku np. wykładu wygłaszanego przez gościa, na który zaprasza się kadetów. Od czternastej do szesnastej znów mamy wykłady. Po ich zakończeniu zazwyczaj idę poćwiczyć. O osiemnastej mamy kolację, a od dziewiętnastej do dwudziestej trzeciej jest tzw. Evening Study Period (ESP), podczas którego obowiązkiem każdego kadeta jest odrabiać zadania i przygotowywać się na najbliższe lekcje. O 23 jest capstrzyk i można iść spać.

Co jest dla Pana największą korzyścią ze studiów na West Point?

Przede wszystkim mam wyjątkową okazję, aby poznać jak funkcjonuje armia amerykańska, aby potem zaadaptować najlepsze i sprawdzone wzorce w Wojsku Polskim. Mam też szansę odbyć mnóstwo dodatkowych szkoleń, jak np. kurs spadochroniarski, kurs płetwonurka bojowego itp., które pozwolą mi zwiększyć moje kwalifikacje. Co więcej, mam także świetne środowisko do nauki języków obcych – otaczają mnie ludzie z całego świata i oprócz dalszego doskonalenia języka angielskiego, mogę uczyć się nowych języków i poznawać nowe kultury. Dodatkowo, mogę tutaj nawiązać kontakty, które mogą okazać się  nieocenione w mojej dalszej służbie. Chwalę sobie także program nauczania, który pomaga wykształcić niezbędne cechy charakteru, jakie powinien posiadać przyszły dowódca.

W West Point bardzo aktywnie działają też kluby sportowe oraz koła zainteresowań. Oferują one bardzo szeroką gamę ciekawych zajęć, a uczestnictwo w nich jest bardzo opłacalne, ponieważ kluby często organizują wycieczki tematyczne związane z aktywnością klubu oraz pozwalają nawiązać mnóstwo nowych, przydatnych kontaktów.

Cofnijmy się na chwilę w przeszłość. Jak to się stało, że właśnie Pan został wytypowany do wyjazdu na studia na West Point?

Delegowanie podchorążych z Polski na studia w akademiach wojskowych USA odbywa się na mocy porozumienia zawartego między Ministerstwem Obrony Narodowej a stroną amerykańską. Udział w rekrutacji jest dobrowolny i ogłaszany na wszystkich uczelniach wojskowych w Polsce. Przedstawiciele każdej uczelni typują najlepszych podchorążych, którzy przechodzą do właściwego etapu rekrutacji. Podczas tej wstępnej selekcji brane są pod uwagę m.in. wyniki w nauce, osiągnięcia sportowe, znajomość języków obcych oraz opinia służbowa o kandydacie. WAT wytypowała trzech takich podchorążych, w tym mnie. Z tej grupy po zakończeniu wszystkich procedur kwalifikacji pozostało sześciu kandydatów. Poza nami, podchorążymi z WAT-u, o miejsce na West Point ubiegało się jeszcze trzech podchorążych z Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych we Wrocławiu.

Jak wyglądała dalsza rekrutacja?

W listopadzie w Ministerstwie Obrony Narodowej zostaliśmy zapoznani z zasadami rekrutacji do amerykańskiej akademii. Składa się ona z wielu etapów, a w Polsce jest prowadzona przez MON we współpracy z ambasadą Stanów Zjednoczonych. Tam właśnie, zostaliśmy zaproszeni na rozmowę kwalifikacyjną w grudniu 2016 roku. Potem musieliśmy złożyć wymagane dokumenty, w tym wyniki z uczelni polskiej oraz zdać niezbędne egzaminy. Na to wszystko dostaliśmy nieco ponad dwa miesiące, do końca lutego 2017 r. Był to bardzo pracowity czas.

Jakie egzaminy musieliście zaliczyć?

Poza rozmową w języku angielskim z przedstawicielami ambasady, czekał nas egzamin TOEFL (Test of English as a Foreign Language) z akademickiego języka angielskiego, a także zdanie amerykańskiej matury. W jej skład wchodzi pięć następujących po sobie testów: z języka angielskiego, matematyki, czytania i interpretacji tekstu, pisania (esej na podany temat) oraz wiedzy ogólnej zawierający w sobie elementy geografii, biologii i fizyki. Musieliśmy przejść także testy medyczne oraz test sprawności fizycznej CFA (Candidate Fitness Assessment). Potem od lutego 2017 oczekiwaliśmy na decyzję uczelni West Point. Bo to do przedstawicieli tej uczelni należała ostateczna weryfikacja oraz podjęcie decyzji, kto będzie studiował w Akademii West Point.

Przeszedł Pan pomyślnie wszystkie testy i okazał się najlepszy spośród pozostałych kandydatów. W kwietniu przyszła informacja, że to właśnie Pan rozpocznie studia w tej prestiżowej uczelni.

Sądzę, że duży wpływ miały bardzo dobra znajomość języka angielskiego oraz wyniki na uczelni. Moja średnia na koniec szóstego semestru III roku logistyki na Wydziale Mechanicznym WAT wyniosła 5.0. Choć przyznam, że egzaminy językowe były według mnie najtrudniejsze. A to dlatego, że musiałem jednocześnie nadążać z obowiązkami na uczelni oraz przyswajać mnóstwo nowego materiału w krótkim czasie – zaledwie około dwóch miesięcy. Ostatecznie zostałem przyjęty do Akademii jako jedyny z całej szóstki. Liczba miejsc dla zagranicznych kadetów na West Point jest bardzo ograniczona i konkurencja jest bardzo duża, dlatego też sporadycznie i wyjątkowo zdarza się, że kilka osób z tego samego kraju dostaje się na jeden rocznik. Ale nie jest wykluczone, że w następnych latach uda się to większej liczbie podchorążych z Polski.

Przed wylotem za ocean skończył Pan trzeci rok logistyki na Wydziale Mechanicznym WAT-u. Teraz na West Point spędzi kolejne cztery lata. Czy po powrocie będzie Pan musiał ukończyć WAT, by zdobyć szlify oficerskie i stopień podporucznika?

Każdy oficer w Wojsku Polskim musi posiadać wyższe wykształcenie i sądzę, że po powrocie z USA będę musiał także dokończyć edukację na mojej uczelni. Ta sprawa będzie jeszcze omawiana, a do czasu ukończenia West Point otrzymam wytyczne co do dalszej edukacji z Departamentu Nauki i Szkolnictwa Wojskowego Ministerstwa Obrony Narodowej.

rozmawiała Paulina Glińska

autor zdjęć: arch. pryw. pchor. Bartłomieja Grzybowskiego

dodaj komentarz

komentarze


Siedem maratonów na siedmiu kontynentach
Polska wigilia w Rumunii
Arena Wojskowa Zegrze zaprasza sportowców
Zimowe szkolenie pod Klimczokiem
16–31 stycznia 1918 – bolszewicy kończą z fasadową demokracją
Podstawy dla kawalerzystów
Remontowcy – aktorzy drugiego planu
Noworoczne biegi, sukcesy żołnierzy
Ksiądz Brzóska i jego „kozacy”
Nowe stopnie dla oficerów młodszych
Zapraszamy do lektury „Polski Zbrojnej”
Centrum dowodzenia NATO w Polsce?
Armia wzywa na kwalifikację
Napisz kartkę do żołnierza
Polacy na straży bezpieczeństwa NATO
Przetarg na pojazdy dla desantu
Premier powołał szefa SKW
Styczniowy zwiad w Nowej Dębie
Bałtycka tragedia
Nowy szef podkomisji smoleńskiej
Wojska NATO na polskich drogach
Program Legii Akademickiej ruszył na kolejnych uczelniach
Resort obrony opracował zmiany w ustawie o weteranach
Rekordowy rok JFTC
Buzdygan Internautów – głosowanie!
Wyślij bohaterów na ferie!
Minister Błaszczak z wizytą w NATO
Sukces polskich pływaków w Brazylii
Polscy lotnicy kontra ISIS
Będzie więcej dróg o znaczeniu obronnym
Mistrzyni narciarska i kurier z konspiracji
Posłowie o budżecie obronnym na 2018 rok
Mniej na mundury od 2019 roku
Więcej pieniędzy na obronność
Nowa współpraca wojskowa UE
Zwiedzaj nocą fortyfikacje i schrony
Minister Błaszczak w Waszyngtonie
Wyższe dodatki dla żołnierzy
Antoni Macierewicz w Kanadzie o rosyjskiej agresji
Nowi wiceministrowie obrony
Jak zniknąć w mieście?
Błękitna Brygada wyruszyła do Hohenfels
Witamy w domu
Argentyńska zagadka
Wojownicy z 16 Dywizji Zmechanizowanej w oktagonie
Groty dla strzelców wyborowych
Dzień pamięci o poległych na misjach
Pamięć o powstańcach styczniowych
Tomasz Zdzikot wiceministrem obrony
Ćwierćmaraton Komandosa po raz czwarty
Pierwsze strzelnice kontenerowe dla terytorialsów
Studenci WAT najlepsi w konkursie Microsoftu
Wojsko kupuje Pająki
Jeszcze mobilniejsze NATO
Amerykanie w Zamościu
Wigilia u stóp Hindukuszu
1–15 stycznia 1918 – wsparcie dla Polski zza oceanu

Ministerstwo Obrony Narodowej Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Żandarmeria Wojskowa Inspektorat Uzbrojenia Inspektorat Implementacji
Innowacyjnych Technologii Obronnych
Dowództwo Garnizonu Warszawa

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO