moja polska zbrojna
Strona którą odwiedzasz korzysta z plików cookies. Ustawienia dotyczące tych plików można zmienić w opcjach przeglądarki używanej do przeglądania Internetu.
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o plikach cookies przeczytaj Politykę cookies.
Jeśli ustawienia cookies nie zostaną zmienione, podczas przeglądania strony informacje automatycznie zapisywane będą w pamięci Twojego urządzenia.
Nie pokazuj mi więcej tego komunikatu: kliknij tutaj

Pierwsze wspólne ćwiczenia polskich i amerykańskich chemików

Nacierający na pozycje przeciwnika Amerykanie zostali zaatakowani bronią chemiczną. Do akcji natychmiast wkroczył polski pluton odpowiedzialny za likwidację skażeń. Taki scenariusz przewidywało ćwiczenie na poligonie w Świętoszowie. Wzięli w nim udział żołnierze z 10 Brygady Kawalerii Pancernej oraz Amerykanie z 3 Brygadowej Pancernej Grupy Bojowej.

Ćwiczenia odbywały się na początku marca z udziałem kilkudziesięciu wojskowych z Polski i USA. To pierwsze wspólne szkolenie polskich i amerykańskich żołnierzy, które zakładało walką z chemicznym atakiem. Stacjonujący w Świętoszowie sojusznicy dysponują wyłącznie plutonem rozpoznania skażeń i nie mają specjalnych pojazdów do ich likwidacji. Dzięki ćwiczeniom na poligonie w Świętoszowie obie strony miały okazję wymienić doświadczenia i zapoznać się z obowiązującymi w obu armiach procedurami.

REKLAMA

Scenariusz szkolenia był prosty – nacierający na przeciwnika amerykańscy żołnierze zostali zaatakowani bronią chemiczną. Wskutek skażenia musieli wycofać się z zajmowanych pozycji. I tu do akcji wkroczył polski pluton chemiczny. – Pododdziały zostały skażone środkiem trwałym, czyli takim, który skrapla się na ludziach oraz sprzęcie i stanowi zagrożenie nawet do kilku tygodni. Amerykańskie pododdziały zostały skierowane na plac likwidacji skażeń. Utworzyliśmy tam oddzielne „nitki”, jedną przeznaczoną do odkażania sprzętu, drugą dla ludzi – opowiada major Michał Stańczyk, szef wojsk chemicznych 10 Brygady Kawalerii.

Wykryć i zlikwidować skażenie

W rozstawionym przez polskich chemików punkcie likwidacji skażeń Amerykanie najpierw zostali skierowani do punktu rozdzielczego. Tu za pomocą podstawowego sprzętu sprawdzono rodzaj i stopień skażenia. – W przypadku wykrywania skażeń chemicznych używamy PChR-54M, do wykrywania skażeń promieniotwórczych dysponujemy DP-75 oraz DPO. Dzięki nim możemy dokładnie określić grupę, rodzaj występującego środka oraz jego stężenie. Wyposażono nas również w automatyczny sygnalizator skażeń nowej generacji, AP2C, który bardzo szybko wykrywa skażenia. Jest to urządzenie analogiczne do wspomnianego PChR-54M, jednak mniej dokładne – wyjaśnia starszy kapral Marek Sowicki, dowódca sekcji drużyny rozpoznania skażeń.

Kolejnym etapem było podzielenie na grupy zarówno żołnierzy, jak i sprzętu. Procedury obowiązujące w polskim wojsku przewidują, że wojskowi muszą się rozebrać, a następnie zostają skierowani do namiotów w których zamontowane są dysze prysznicowe. Po kąpieli są sprawdzani przez lekarza i dozymetrystę wykonującego pomiar promieniowania jonizującego. Jeżeli wynik badania jest pozytywny, żołnierze wracają do swoich pododdziałów. W przeciwnym wypadku muszą przechodzić procedurę do skutku. Zarówno w punkcie odkażania pojazdów, jak i personelu skażenia likwiduje się za pomocą rozrobionego w wodzie odkażalnika proszkowego dozowanego za pomocą instalacji rozlewczej IRS 2M.

– Preparat odkażający jest uniwersalny i można go używać zarówno w przypadku bojowych środków trujących, jak i toksycznych środków przemysłowych. Pod nadzorem ratowników medycznych wykorzystujemy również zestaw masowej dekontaminacji rannych – mówi podporucznik Wioletta Wojciak, dowódca plutonu chemicznego 10 Brygady Kawalerii Pancernej.

Jak likwidują skażenia Amerykanie, a jak Polacy

Zdaniem sierżanta Nicholasa Batsona, dowódcy jednego z Bradleyów biorących udział w szkoleniu, nie ma większych różnic pomiędzy sposobem likwidacji skażeń prowadzonym przez Polaków, a treningiem, który przeszedł w US Army. W obu przypadkach dowódca musi uszczelnić swój pojazd, założyć ochronny ekwipunek i skierować się na ustalone pozycje. – W Bradleyu mamy ekwipunek ochronny, który w każdej chwili jest gotowy do użycia. Zakładamy go, nie opuszczając pojazdów, w chwili, w której otrzymujemy ostrzeżenie. W punkcie odkażania załoga pozostaje w wozie, jedna osoba wychodzi i przechodzi przez odkażenie. W ten sposób wymieniamy się aż do końca procesu. Polacy już na samym początku oddzielają sprzęt od ludzi - zauważa sierżant Nicholas Batson.

Według strony amerykańskiej, najbardziej cennym aspektem ćwiczeń jest możliwość przypomnienia procedur, które nie są wpisane w codzienny plan szkoleń. Dodają, że wspólne, polsko-amerykańskie szkolenia pozwalają nie tylko przećwiczyć reakcję na atak chemiczny, lecz także wzmacniają wzajemne relacje. Z kolei major Michał Stańczyk zwraca uwagę na sposób współdziałania żołnierzy z obu armii, który nie zakładał wcześniejszych prób. – Pododdziały amerykańskie wjechały tutaj prosto z pola, na bojowo. Z naszej strony wymagało to pewnej elastyczności. Sprawdziliśmy, czy również damy radę wejść na bojowo, dogadać się z nimi i przeprowadzić całkowitą likwidację skażeń. To nie było wcześniej ćwiczone, ale zgrało bardzo dobrze – zapewnia oficer.

Czas na reakcję

– W przypadku ataku CBRN (Chemical, Biological, Radiological, Nuclear) trzeba działać bezzwłocznie. Im szybciej zareagujemy na zagrożenie, tym mniej dotkliwe będą straty. Żołnierze mają kilkadziesiąt sekund na założenie stroju ochronnego. W niektórych przypadkach wystarczy sama maska przeciwgazowa, w innych należy odizolować się od otoczenia za pomocą kompletnego stroju ochronnego – mówi sierżant Jack Johnson, specjalista od zagrożeń CBRN, którego rolą było nadzorowanie amerykańskich żołnierzy podczas procesu odkażania. Sierżant szkoli również swoich podopiecznych, jak rozpoznać i reagować na atak CBRN i jak używać ekwipunku ochronnego.

Amerykańscy kawalerzyści, którzy są kierowani w miejsca zagrożone atakiem CBRN, oprócz standardowego ekwipunku ochronnego, są również wyposażeni w detektory oraz zestawy przeznaczone do samodzielnego odkażenia. Takie wyposażenie pozwala przez pewien czas kontynuować walkę, jednak po zakończeniu działań jednostki kierowane są do punktu likwidacji skażeń. Są to standardowe procedury dla wszystkich armii Sojuszu Północnoatlantyckiego.

– Jesteśmy w NATO, więc cały system ostrzegania i raportowania jest taki sam. Do tworzenia komunikatów CBRN w polskim wojsku używamy języka angielskiego. Mamy takie same skróty i takie same nazwy. Ale ćwiczenia tego typu umożliwiają wymianę doświadczeń. Amerykanie uczą się, jak działają nasze punkty, my jak nawiązywać z nimi komunikację radiową. Możemy również ćwiczyć język. Być może w przyszłości to właśnie my będziemy ich „odkażać” – podsumowuje podporucznik Wioletta Wojciak.

Michał Zieliński

autor zdjęć: Michał Zieliński

dodaj komentarz

komentarze


Bomby z Nitro-Chemu dla jastrzębi
Minister spotkał się z weteranami
Lepiej wynająć niż sprzedać. MON o powojskowych nieruchomościach
77 lat temu alianci zdobyli Narwik
W Senacie o zasługach gen. Hallera dla polskiej niepodległości
Metoda na samobójcę
Gen. Rozwadowski – bohater Bitwy Warszawskiej
Witold Pilecki: twórca konspiracji w obozie Auschwitz
Śmigłowcowy przetarg pod lupą CBA
W Łodzi stanął pomnik ku czci ofiar katastrofy smoleńskiej
Kwiatek dla weterana
Żołnierze walczyli na Turnieju im. Feliksa Stamma
Marynarze z ORP „Czernicki” oddali hołd „Kujawiakowi”
„Uskok” patronem batalionu OT?
Terroryści na Bałtyku
Polska kluczowym krajem wschodniej flanki NATO
Mistrzowie rozpoznania
Nowy polski automatyczny granatnik
Gen. Haller – żołnierz i społecznik
Przygotowania spadochroniarzy do sezonu
Kawalerzyści wzmocnią wschodnią flankę NATO
Samoloty piątej generacji na świecie
Siła polskich specjalsów
Drugie miejsce „Machałka” w Diamentowej Lidze
Ujawniono nazwy samolotów VIP
Ruszają testy MSBS
Polski kontyngent w drodze na misję
St. szer. Monika Michalik mistrzynią Europy w zapasach
„Helikopter w ogniu” 24 lata później
Wiwat specjalsi!
Taktyczny sprawdzian Czarnej Dywizji
Serial telewizyjny o polskich weteranach
Gotowi do misji nad krajami bałtyckimi
Rozpoczęły się obchody Dnia Weterana
MON chce zmienić kluczowe dla wojska ustawy
Unia Europejska dyskutowała o wspólnej polityce obronnej
Żołnierze AK uwolnili setki więźniów z obozu NKWD
Arktyczny marsz Rosji
Kolejny rekordowy kontrakt Jelcza
Żołnierz nowym mistrzem Polski w biegu na 10 000 m
Saperzy w dolinie Wisły
Żołnierze ludowego wojska kontra czerwonoarmiści
Jak rodziła się legenda Legii Cudzoziemskiej
Będą podwyżki dla pracowników wojska
Polscy politycy po szczycie NATO: uzyskaliśmy to, co chcieliśmy
Szkolenia i kursy dla terytorialsów
Szkoliliśmy Afgańskie Tygrysy
„Puma ’17” – 15 Brygada ćwiczyła z żołnierzami NATO
Polscy czołgiści na międzynarodowych zawodach
Dołącz do zawodowców
Polscy lotnicy na misji przeciw Daesz
Samoloty AWACS, czyli radary na polskim niebie
Wniosek o wotum nieufności odrzucony
Polscy żołnierze w Rumunii i na Łotwie
Wakacje dla dzieci żołnierzy

Ministerstwo Obrony Narodowej Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Żandarmeria Wojskowa Inspektorat Uzbrojenia Inspektorat Implementacji
Innowacyjnych Technologii Obronnych
Dowództwo Garnizonu Warszawa

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO