moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Hel, czyli służba na końcu świata

Pogotowie sztormowe ogłaszane było regularnie. I choć okręty nie wychodziły wówczas z portu, marynarze nie schodzili z pokładów – tak wspomina służbę w 9 Flotylli Obrony Wybrzeża w Helu jej ostatni dowódca kadm. rez. Czesław Dyrcz. Jednostka została rozformowana równo 10 lat temu.

2005 rok, zostaje pan dowódcą 9 Flotylli Obrony Wybrzeża w Helu i myśli sobie: „idę na koniec świata”...

Kadm. rez. Czesław Dyrcz: Może nie aż tak, lecz coś w tym stwierdzeniu rzeczywiście było. W każdym razie cieszyłem się z objęcia dowództwa, tym bardziej że było to moje pierwsze stanowisko admiralskie.

Ale marynarze chyba niezbyt chętnie się do tego Helu garnęli?

Bo to była trudna i specyficzna służba. Przede wszystkim ze względu na odległość, która dzieliła helski garnizon od Trójmiasta. W Helu mieliśmy ograniczoną liczbę mieszkań, żonom trudniej było o pracę, czasem problemem stawała się też odpowiednia szkoła. Dlatego wielu marynarzy decydowało się na życie w Gdyni lub jej okolicach i dojazdy do garnizonu.

I tu zaczynał się problem.

Sam byłem w takiej sytuacji. Aby dojechać do jednostki autem, każdego dnia zrywałem się po czwartej rano. Droga zajmowała godzinę, półtorej. Powrót, zwłaszcza latem, często przeradzał się w koszmar, bo jedyna droga przez półwysep często się korkowała. Bywało, że podróż do Gdyni trwała niemal cztery godziny. Zanim jeszcze zostałem dowódcą, było łatwiej, ponieważ pomiędzy Gdynią a Helem kursował wodolot. Marynarka wojenna przez długi czas miała tego typu jednostki. Każdego ranka, około godziny siódmej, kadra zbierała się w Gdyni, nieopodal miejsca, gdzie cumuje ORP „Błyskawica”. Podróż do Helu zajmowała około pół godziny. Zimą miejsce wodolotu zajmował niewielki statek pasażerski „Halka”, który potem czekał na marynarzy w helskim porcie rybackim. A kiedy Zatokę Gdańską skuwał lód, przedzierał się przez niego jeden z dużych holowników. Służył on też marynarzom, którzy na stałe mieszkali w Helu oraz ich rodzinom. Przewoził zaopatrzenie, czasem transportował do szpitala.

Jednak podróżowanie na Hel długo było utrudnione również z innego powodu...

Koniec półwyspu przez lata pozostawał terenem częściowo zamkniętym. Aby do niego dotrzeć samochodem, należało przejść po drodze dwie kontrole. Co więcej, odcinek między jednym a drugim trzeba było pokonać w określonym czasie. Przez długi czas turyści mogli się dostać do Helu tylko koleją. Na półwyspie mieścił się nie tylko port o strategicznym znaczeniu, były tu także magazyny marynarki. Kiedy dowodziłem 9 Flotyllą, takie obostrzenia już nie obowiązywały, zostały zniesione w latach 90. XX wieku. Pamiętam jednak, że jeszcze jako podchorąży musiałem się tym rygorom poddawać.

O ile dobrze pamiętam, specyficzny jest także sam port, w którym 9 Flotylla stacjonowała.

Ze względu na swoje położenie był on narażony na wiatry zachodnie i południowo-zachodnie. Naturalną osłonę stanowiły falochrony, jednak rozbieg fali i tak był tam duży. Rozległe baseny portowe konstruktorzy zabezpieczyli budując pneumatyczne łamacze fal. Były to położone na dnie rury, którymi w czasie sztormu tłoczono powietrze. Z czasem urządzenia się jednak zużyły i w ich miejsce, w głównym wejściu do portu, zostały zatopione potężne kesony (skrzynie żelbetowe o szczelnych ścianach i otwartym dnie – red.). Okręty musiały je omijać, co wymagało od załogi wiedzy i umiejętności. Nie ograniczało to jednak możliwości bazy, ponieważ miała ona drugie wyjście. Zresztą możliwości operowania z helskiego portu zawsze były duże. Mogłem się o tym przekonać już jako oficer na okręcie podwodnym. Podczas dużych ćwiczeń zostało ogłoszone wyjście alarmowe. Port w krótkim czasie opuściło około 70 jednostek.

A z czym służba w helskim porcie wiązała się dla samych marynarzy?

Podczas sztormów morze zwykle przelewało się przez południowy falochron. Aby dostać się do stojących tam okrętów i poruszać się po ich pokładach, marynarze musieli podpinać się do specjalnej liny. A i tak zdarzało się, że fale zmywały ludzi do wody. Pogotowie sztormowe było ogłaszane regularnie. Marynarze musieli wówczas pozostawać na pokładach i czekać na ewentualny sygnał, by odcumować okręty, ruszyć w kierunku Gdyni i tam przeczekać najgorsze. Wspominali potem, że podczas służby w Helu więcej czasu spędzali na okrętach niż w domach.

Flotylla dotrwała niemal do końca 2006 roku. Dlaczego została zlikwidowana?

Cóż, zanim do tego doszło, cała armia, a co za tym idzie – marynarka wojenna, były sukcesywnie zmniejszane. Kiedy obejmowałem dowództwo w 9 Flotylli, służyło w niej 1500 osób. Dla porównania: 3 Flotylla w Gdyni liczyła 4500 osób, 8 Flotylla w Świnoujściu zaś 2500. Nasi ówcześni przełożeni uznali, że nie ma sensu, by utrzymywać tak niewielką jednostkę, tym bardziej, że miała ona stanowić odpowiednik dywizji. Okręty przekazaliśmy do Gdyni i Świnoujścia. Ja sam za cel postanowiłem sobie, by każdy z moich podwładnych, który tego chce, znalazł dla siebie miejsce w marynarce wojennej. To się udało, dlatego też dziś mam satysfakcję...

Pozostał sentyment?

Na pewno. Po latach myślę sobie, że Hel – pomimo swojej specyfiki, a może właśnie ze względu na nią – był dobrym miejscem do służby.


Flotylla Obrony Wybrzeża została utworzona w 1965 roku z rozformowanej Brygady Obrony Wodnego Rejonu Głównej Bazy. Ulokowano ją w Helu, czyli miejscu, gdzie wojsko stacjonowało od czasów przedwojennych. W jej skład wchodziły trałowce i okręty przeznaczone do zwalczania jednostek podwodnych, a także lądowe jednostki przeciwlotnicze, przeciwchemiczne oraz inżynieryjne. Od 1978 roku nosiła imię kontradmirała Włodzimierza Steyera, który podczas wojny obronnej dowodził Rejonem Umocnionym Hel. Inne ważne wydarzenia w historii 9 FOW to wprowadzenie do linii trałowca ORP „Gopło”, który dał początek nowej linii okrętów, a także korwety zwalczania okrętów podwodnych ORP „Kaszub” – pierwszej zbudowanej w Polsce jednostki zdolnej działać na oceanach. Na przełomie wieków służące w helskiej flotylli trałowce – ORP „Mewa”, ORP „Czajka” i ORP „Flaming” – przeszły nowatorską przebudowę, dzięki której przeobraziły się w niszczyciele min. Potem regularnie reprezentowały Marynarkę Wojenną RP w stałych zespołach przeciwminowych NATO. Okręty 9 FOW brały też udział w licznych międzynarodowych ćwiczeniach, np. „Baltops”, „Strong Resolve” czy „Open Spirit”, a sam ORP „Kaszub” w obchodach 50- i 60-lecia Bitwy o Atlantyk. 9 Flotylla została rozformowana 28 grudnia 2006 roku. Dziś w Helu mieści się punkt bazowania, z którego okręty korzystają chociażby podczas ćwiczeń na Bałtyku.

rozmawiał Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: Marian Kluczyński

dodaj komentarz

komentarze


Kto nie będzie rozmawiał z Ławrowem, będzie rozmawiał z Szojgu
 
Zmiany emerytalne dla żołnierzy
Sukces polskich żołnierzy na igrzyskach w Wuhan
Unwanted Treaty
Nowe laboratorium WAT
Na ASzWoj ruszyły studia generalskie
Długa droga do wolności – sensacyjny tunel na terenie Polski
Szanse i zagrożenia rodzimej radiolokacji
W Brukseli o sytuacji w Syrii i na wschodniej flance NATO
Kontenery dla Wisły
Klasy wojskowe po nowemu
Szpadzistki wygrały turniej o Puchar Świata w Tallinie
„Sophia” – certyfikacja zaliczona!
Z archiwum „Szarego”
Razem się szkolą, razem walczą
Kpr. Danuta Dmowska-Andrzejuk ministrem sportu
Peowiacy. Pretorianie Piłsudskiego
Ostre strzelanie artylerzystów
NATO wzmocni obecność na wschodniej flance
Plan ćwiczeń WOT dla pracodawców
MON dofinansowuje budowę kolejnych strzelnic
Żołnierze w drodze na misję w Libanie
Dołącz do zawodowców
Sierż. Artur Pelo i Patrycja Bereznowska najlepsi w Maratonie Komandosa
Leopardy na Podkarpaciu
Holownik „Semko” stanął na wodzie
Dzień Podchorążego w rocznicę wybuchu powstania
Święto pod znakiem „Ślązaka” i okrętów podwodnych
Morawiecki: harmonizujmy działania UE i NATO
Jak gra dowódca, grają wszyscy
Głosuj na wojskowego sportowca roku
Żołnierze z „Błękitnej Brygady” w błękitnych beretach
Trudna droga
Wirtualna batalia w obronie sojusznika
„Błękitni” lecą do Afganistanu
Wojskowy śmigłowiec dyżuruje w Zakopanem
Klucz do dobrych relacji
Szykują się zmiany w wojskowych emeryturach
Jakie podwyżki dla żołnierzy?
Gorące obrady NATO w Londynie
Wszyscy jesteśmy Darfurczykami
Dr Kostrzewa-Zorbas: NATO potwierdziło swoją jedność
Obrona bez polityki
Nowe maszyny w LAW
... że moja ofiara nie pójdzie na marne
Kto zostawia ślady w sieci
Runda jesienna ligi piłkarskiej zakończona
Włosko-polski sojusz kosmiczny
Ludzie niebezpiecznej profesji
Studia MBA na wojskowej uczelni. Jedyne takie w Polsce
Mariusz Błaszczak prawdopodobnie pozostanie na czele MON
T-72 strzelają na poligonie
Żołnierze GROM-u na kursie działań specjalnych
Listopad, czas walki. „Za wolność naszą i waszą”
Nowelizacja ustawy o weteranach w Sejmie
Szwedzki baypass przed „Orką”
Volhynian Lion Hearts
Minister Błaszczak nadal szefem resortu obrony
16 Dywizja Zmechanizowana mistrzem wojska w futsalu
Wrocław czeka na Amerykanów

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Inspektorat Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO