Strach ma oczy uchodźcy

Wraz z decyzją o przyjęciu uchodźców Polaków ogarnął strach. Mimo że od wielu lat żyją wśród nas obcokrajowcy, przybysze z Bliskiego Wschodu budzą wiele kontrowersji.

 

Drut kolczasty, którym starannie opleciono front wagonu kolejowego, mieni się w świetle reflektorów oraz lamp błyskowych. Stal wraz z czerwonymi deskami składu powoli wypełniają lukę w granicy węgiersko-serbskiej. Na nic zdaje się obecność dziennikarzy, na nic również wypełnione goryczą spojrzenia uchodźców. Mimo symbolicznego wymiaru tego wydarzenia przekaz ze strony rządu Viktora Orbána jest jasny – przejścia nie będzie.

Tymczasem media z całego świata donoszą, że przelewająca się właśnie przez Bałkany fala migrantów to dopiero początek prawdziwej powodzi. Setki tysięcy ludzi z Syrii, Iraku oraz Afganistanu wyruszyło bądź niebawem wyruszy w poszukiwaniu lepszego życia. To prawda, że nie wszyscy z nich doświadczyli codziennych ostrzałów i brutalnych walk. Nie wszyscy przemykali ulicami Aleppo pod osłoną postawionych na sztorc autobusów lub uciekali przed ofensywą Państwa Islamskiego. Być może spora część jeszcze niedawno prowadziła całkiem dostatnie życie średniej klasy społecznej. Problem w tym, że niezależnie od bliskości frontu i kontrolujących dane terytorium sił, teraz trudno egzystować tam na jakimkolwiek poziomie.

Nie trzeba doświadczać bezpośredniego zagrożenia, by odczuwać wielki strach. Obrazki przedstawiające poukładane w rzędach odcięte głowy i skatowane ciała mogą wywoływać odrazę, ale dla przeciętnego uchodźcy z kraju objętego wojną brak perspektyw jest dużo silniejszym bodźcem. Na tyle silnym, by zaryzykować przepłynięcie kilkuset kilometrów i pieszą wędrówkę przez połowę kontynentu. Wystarczającym, by wyrazić zgodę na to, że wyprawę może zakończyć wagon opleciony drutem kolczastym. Jednocześnie to właśnie strach często powstrzymuje przed podjęciem radykalnej decyzji. Schemat ten jest częścią każdej wojny i ukazuje, z jak trudnymi emocjami zmaga się człowiek porzucający swój dom. Paradoksalnie ten sam człowiek wywołuje równie skrajne reakcje.

 

Polska wolna od szariatu

Tłum ludzi maszeruje przez jedno ze śląskich miast. W scenie tej można znaleźć wiele analogii do obrazków z Bałkanów. Niektórzy mężczyźni wpatrują się w rozświetlone ekrany telefonów komórkowych. Wśród równo kroczących nóg dorosłych kryją się wystraszone dzieci. Gdzieniegdzie można zauważyć twarz kobiety, która bacznie obserwuje rekcje swojego męża. Całość otacza zwarty kordon policji. Są tarcze, pałki i napięte twarze. Czuć strach.

„Jestem oburzony tym, że do Polski chcą sprowadzić uchodźców. Jak można doprowadzić do sytuacji, w której młody człowiek musi pracować za granicą, a my chcemy sprowadzić obcych i utrzymywać ich z budżetu państwa?!”, Paweł z protestu przeciw imigrantom uczynił część swojej kampanii wyborczej, ale słowa te w każdych następnych ustach brzmią niemal identycznie. Wtóruje im Tomek: „Równoległe społeczeństwo oznacza równoległe prawo. Prawo szariatu, które nie szanuje naszych wartości, nie szanuje wolności kobiet, nie szanuje rozdziału kościoła od państwa, nie szanuje...”, mężczyzna zmęczonym głosem wymienia kolejne postulaty. Ktoś mógłby stwierdzić, że próbuje przekonać sam siebie. Być może jest po prostu przytłoczony przez własne lęki, którym niebawem będzie musiał stawić czoła.

„Rozumiem nastroje panujące w Polsce, ale trudno mi tolerować sprzedawanie absurdów i manipulowanie naszymi emocjami”, Lidia Chylewska-Barakat od wielu lat pracuje z uchodźcami. Jako psycholog już w Syrii zajmowała się osobami z zaburzeniami będącymi efektem wojennych przeżyć. Jej pacjentami były zarówno dzieci, jak i dorośli, którzy doświadczyli wielokrotnych gwałtów, tortur, porwań. Większość z nich była świadkiem czyjejś śmierci lub przed śmiercią uciekała. Po takich przeżyciach zmiana sposobu patrzenia na świat jest możliwa, ale wymaga długotrwałej, żmudnej terapii.

Nie da się jednak stawić czoła problemom uchodźców bez zrozumienia i akceptacji. W chwili, w której dotknięta traumą osoba ma trudności z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości, konflikt wewnętrzny może wymknąć się spod kontroli. „Uchodźcom na początku towarzyszy euforia i mnóstwo nadziei. Znika zagrożenie śmiercią i zranieniem. Wreszcie są bezpieczni. Jednocześnie często mają kłopot z realną oceną rzeczywistości i warunków, w których się znaleźli”. Dla Lidii Chylewskiej-Barakat jest rzeczą naturalną, że w chwili, w której wkracza szara rzeczywistość, pojawia się szok. To właśnie wtedy do uchodźcy dociera ogrom różnic między dotychczasowym a nowym życiem. Pojawia się bezradność oraz brak wiary w swoje możliwości. Wreszcie, przytłoczenie różnicami kulturowymi. „Najskuteczniejsze sposoby na przerwanie tego procesu to zaangażowanie we wspólne zadania, stwarzanie okazji do wymiany doświadczeń i zwyczajów. Pomaga wiedza, która nie jest zniekształcona stereotypami, lękiem czy agresją. Dzieciom jest łatwiej, bo są otwarte z natury, chyba że przekażemy im nasze uprzedzenia”.

 

Zabiorą dom i pracę

Po wrześniowym szczycie w Brukseli polski rząd zdecydował, że przyjmie łącznie 6,5 tys. uchodźców. Proces ten został rozłożony w czasie i jest wspierany finansowo z budżetu Unii Europejskiej. Pojawiły się wątpliwości co do napływających osób oraz konfliktu na Ukrainie, który może spotęgować falę migrantów, jednak Polakom udało się postawić na swoim. Nad Wisłę nie zostaną wpuszczeni imigranci ekonomiczni, a w razie potrzeby wynegocjowano możliwość odstąpienia od przyjmowania zdeklarowanej liczby osób. Jednocześnie w Polsce pod tymczasowym kierownictwem wysokiego komisarza Narodów Zjednoczonych do spraw uchodźców (UNHCR) został powołany sztab, który ma pomóc w weryfikacji i integracji nowych mieszkańców. W jego skład weszło ponad 30 organizacji pozarządowych, które wyraziły taką chęć i wykazały się potrzebnym doświadczeniem. Wśród nich znalazła się Fundacja Wolna Syria prowadzona przez Samera Masriego.

„Wszyscy boją się, że uchodźcy zabiorą im mieszkania i pracę, a tych ludzi na razie tutaj nie ma. Mieliśmy kilka rodzin pod opieką, ale jakiś czas temu wyjechały”, Samer zawiesza głos. Dotychczas jego działalność polegała na wysyłaniu pomocy humanitarnej do jego rodzinnej Syrii. Od początku wybuchu wojny domowej jemu oraz przychylnym mu ludziom udało się zorganizować kilka konwojów z odzieżą, obuwiem oraz innymi najbardziej potrzebnymi przedmiotami. Wśród nich znalazły się również maskotki. Teraz oferowana przez niego pomoc ma obejmować również działania na terenie Polski. Fundacja będzie koordynować życie Syryjczyków mieszkających nad Wisłą i oswajać ich z nową kulturą. Ręka zostanie wyciągnięta do wszystkich mieszkańców Syrii, niezależnie od wyznania czy przynależności etnicznej.

„Angela Merkel zapowiedziała, że przyjmie każdego uchodźcę i to był wystarczający bodziec. Jednocześnie Turcy otwarli granicę i wiele osób przekonało się, że do Europy można się dostać praktycznie bezkarnie. To jednak dopiero początek napływu uchodźców z Bliskiego Wschodu”. W ciągu ostatnich paru miesięcy Samer wielokrotnie spotkał się z opinią, że teraz jest najlepszy czas na przedostanie się do Szwecji lub Niemiec. Jednocześnie w Syrii przestała działać służba zdrowia, upadł również system szkolnictwa. Załamało się wszystko, co trzymało Syryjczyków na ziemi swoich ojców i dawało wiarę w lepsze jutro. Ludzie przestali się oszukiwać – w Syrii jutro również będzie wojna.

Wykształceni Syryjczycy początkowo szukali schronienia w państwach ościennych, ale i tam sytuacja wciąż się pogarsza. Niektórzy z nich są w stanie podjąć pracę, ale na warunkach, które nie pozwalają normalnie funkcjonować. W tej grupie znalazł się kuzyn Samera, mistrz kowalstwa. Od wielu miesięcy bezskutecznie próbuje zalegalizować swoją pracę w Jordanii, walcząc przy tym z biedą i wyzyskiem, jakiego dopuszczają się miejscowi przedsiębiorcy. Nadziei upatruje w polityce łączenia rodzin, bo jego żonie udało się przedostać na Zachód. Zobaczy ją najwcześniej w 2016 roku.

 

Islamscy bojownicy

W chwili, w której na greckie wybrzeża trafiało coraz więcej łodzi z uciekinierami z Bliskiego Wschodu, pojawiły się obawy, że wymykający się spod kontroli tłum może nie tylko obciążać budżety państw unijnych, lecz też nieść ze sobą terroryzm i fundamentalizm. W sieci pojawiły się pogłoski o mężczyźnie, który porzucił życie bojownika Państwa Islamskiego i incognito próbuje przedostać się do Europy. Laitha al-Saleha, bo o nim mowa, twierdził, że przez ostatnie lata walczył po stronie Wolnej Armii Syrii. Głos antyimigrantów został postawiony przeciwko słowu uchodźcy. Opinia publiczna zawrzała.

Dr Piotr Łubiński, specjalista z zakresu prawa międzynarodowego, twierdzi, że była to reakcja na wyrost. „Nie może być tak, że prawie 40 mln ludzi obawia się przyjazdu 10 tys. biedaków. Zagrożenie terrorystyczne istnieje zawsze, ale od tego mamy wywiad i kontrwywiad, żeby państwo polskie było bezpieczne”. Zanim człowiek ubiegający się o status uchodźcy dostanie pozytywną opinię, musi przejść weryfikację. Za jej przeprowadzenie odpowiadają służby mundurowe oraz specjaliści cywilni, którzy dysponują wiedzą umożliwiającą wyłapanie nawet najmniejszych nieścisłości. To jednak dopiero początek procesu.

„Uchodźcą może zostać osoba, która przebywa poza krajem swojego pochodzenia i ma uzasadnioną obawę przed prześladowaniem w tym kraju ze względu na rasę, religię, narodowość, poglądy polityczne lub przynależność do określonej grupy społecznej”, Piotr Łubiński przez kolejne kilkanaście minut opisuje zawiłości prawne, z którymi muszą się zmierzyć wszyscy kandydaci. Padają istotne dane: w 2014 roku na 8285 wniosków odrzucono 7553. Spośród pozostałych tylko 262 osoby mogły liczyć na pełną opiekę państwa wynikającą ze statusu uchodźcy. W kolejnych latach liczba ta będzie się zwiększać, ale polskie prawo pozostanie bez zmian. Mieszkanie i pieniądze na utrzymanie dostaną tylko ci, którzy naprawdę uciekają przed wojną. „Jeżeli terrorysta zechce dostać się na terytorium Polski, to zapewne zrobi to z paszportem budzącym zaufanie. Będzie to człowiek, który dobrze poznał naszą kulturę i dysponuje odpowiednimi środkami. Osoba, na której szkolenie przeznaczono wiele tysięcy dolarów. Nikt nie zaryzykowałby, że ktoś taki utonie na środku Morza Śródziemnego”.

 

Prześladowanie na tle religijnym

W słuchawce rozbrzmiewa głos z twardym, arabskim akcentem. Mężczyzna komunikuje się po angielsku, od czasu do czasu wtrącając w wypowiedź polskie słowa: „Halo, dobrze mnie słychać? Mogę już opowiadać?”. Shahada al-Galgha jest członkiem jednej z dwóch syryjskich rodzin, które trafiły pod opiekę Chrześcijańskiej Fundacji „Wiara Nadzieja Miłość”. Dzięki niedawno przyznanym statusom uchodźcy może się cieszyć mieszkaniem w Chorzowie oraz środkami finansowymi potrzebnymi do rozpoczęcia nowego życia. „Wybrałem Polskę, ponieważ dowiedziałem się, że chrześcijanie z Syrii są tutaj mile widziani. Co prawda język polski nie jest najłatwiejszy do opanowania, ale mamy stałego nauczyciela i robimy postępy. Liczę na to, że niebawem będę się mógł posługiwać nim na takim poziomie, by zacząć pracować”. W Damaszku Shahada pełnił funkcję ekonomisty w ministerstwie finansów. W Polsce marzy o powrocie do swojego zawodu, nie zamierza jednak wybrzydzać. „Tutaj jest zupełnie inaczej, ale mi się podoba. Zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci. Wszyscy są ciekawi, kim jesteśmy i odnoszą się do nas serdecznie. Czuję, że jesteśmy tutaj bezpieczni”.

W sąsiednim mieście tłum sunie przez kolejne skrzyżowania, skwery, zastawione samochodami ulice. Nie grozi mu prześladowanie na tle religijnym, ostrzał z moździerza czy przyczajony na pobliskim bloku snajper. Może korzystać ze służby zdrowia, a jego potomstwo ma dostęp do edukacji. Mimo tego odczuwa silny strach. Tomek, ten sam, który wymieniał zagrożenia płynące z szariatu, twardo patrzy przed siebie. „Mamy swoje problemy, swoje życia i chcemy się zajmować swoimi sprawami”.

 

Fundamentalny kompromis

Trudno odczytać, jakie emocje kryją się w czarnych oczach Kewer (imię zostało zmienione ze względu na bezpieczeństwo bohaterki). Do opowiadanej przez siebie historii podchodzi na chłodno, z niespotykanym wśród jej rówieśniczek dystansem. „W chwili, w której Państwo Islamskie zwróciło się w kierunku Kobane, mieszkałam jeszcze w Aleppo. Kobane było uznawane za stosunkowo bezpieczne i przyciągało masę uchodźców, głównie Kurdów. Mało kto interesował się ich losem, więc zgłosiłam się na ochotnika i zaczęłam pomagać”. Zadaniem Kewer było dostarczanie jedzenia i ubrania najbardziej potrzebującym. Jej rejon działania obejmował Kobane i okoliczne wsie, ale wraz z sukcesami Państwa Islamskiego musiała uciekać do Turcji. W tym samym czasie prokurdyjska Ludowa Partia Demokratyczna rozpoczęła budowę obozu dla uchodźców w Suruç. Dziewczyna znalazła nowe miejsce, w którym mogła kontynuować swoją misję. „Zbudowaliśmy ten obóz własnymi rękami. Na początku do pomocy zgłaszali się wolontariusze z całego świata, ale wielu z nich zdecydowało się wrócić do swoich domów. Ja zostałam”.

Życie w obozie jest pewnego rodzaju kompromisem. W zamian za obdarcie z intymności oraz akceptację warunków bytowych na poziomie przeciągającej się w nieskończoność wizyty na polu namiotowym, można otrzymać bezpieczeństwo i środki potrzebne do przetrwania. Obóz w Suruç może pomieścić do 35 tys. ludzi, których przeważającą część stanowią Kurdowie. Jeszcze niedawno z pomocy wolontariuszy korzystało około 900 rodzin, wszystkie wielodzietne. Niektóre zdecydowały się wrócić do swoich domów w Syrii, bardziej przezorni zaczęli zbierać środki na podróż do Europy. Ci, którzy próbowali ułożyć swoje życie w Syrii, wrócili. Szybko się jednak przekonali, że nienawiść ze strony Ankary ostatecznie niczym nie różni się od tej, która rok wcześniej nadeszła z Ar-Rakki. „Wiesz, że Aylan, chłopiec znaleziony na tureckiej plaży, był z Kobane? Chciałam tam wrócić, ale po zamachu w centrum kultury Amara ludzie z Ludowej Partii Demokratycznej stwierdzili, że jest to zbyt niebezpieczne. Mówi się, że za zamachem stali Turcy, zresztą ci sami, którzy doprowadzili do wybuchu bomby w Ankarze”. Kewer na moment milknie. „Nie wiem, co teraz będzie, ale się nie boję”.

Michał Zieliński

autor zdjęć: Maciej Moskwa/Testigo





Ministerstwo Obrony Narodowej Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Żandarmeria Wojskowa Inspektorat Uzbrojenia Inspektorat Implementacji
Innowacyjnych Technologii Obronnych
Dowództwo Garnizonu Warszawa

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO